Do końca marca szefem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych będzie Zbigniew Derdziuk. Wtedy premier Ewa Kopacz ma przyjąć jego dymisję. Jak wynika z naszych informacji, cztery osoby wymienia się jako mające największe szanse na zajęcie fotela prezesa ZUS.

Michał Jonczynski – to obecny wiceprezes zakładu, odpowiada za nadzór nad administracją i pionem zamówień publicznych. Ma duże doświadczenie biznesowe, pracował m.in. w PKN Orlen, Deutsche Banku i PZU. W 2011 r. przyszedł do ZUS. Jego wybór oznaczałby płynne przejście władzy wewnątrz samego urzędu.

CZYTAJ TAKŻE: Tysiące emerytów stracą pieniądze. A wszystko przez złe prawo>>>

Marek Bucior – wiceminister pracy i polityki socjalnej, nadzorujący m.in. departament resortu odpowiedzialny za ubezpieczenia społeczne. Zna dobrze ZUS, z ramienia resortu pełni funkcję przewodniczącego jego rady nadzorczej. To on był odpowiedzialny w ministerstwie za ustawy dotyczące OFE czy wydłużenie wieku emerytalnego. Jego atut to doświadczenie rządowe i znajomość działalności zakładu.

Aleksandra Wiktorow – ekonomistka, rzecznik ubezpieczonych, była wiceminister pracy w latach 1991–1993, prezes ZUS w latach 2001–2007 i członek Rady Gospodarczej przy premierze. W tej roli brała udział w ocenianiu propozycji zmian w OFE przygotowanych przez rząd Tuska. Związana z Instytutem Badań nad Gospodarką Rynkową i Akademią Finansów. W tym gronie dysponuje największym doświadczeniem dotyczącym ZUS i ubezpieczeń społecznych.

Paweł Wojciechowski – ekonomista, stały przedstawiciel Polski przy OECD. Wcześniej wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Tuska, minister finansów w rządzie Marcinkiewicza, współpracował też z Jerzym Hausnerem. Był prezesem PAIiIZ, prezesem PTE Allianz, pełnił funkcje menedżerskie w funduszach inwestycyjnych. Na początku lat 90. nadzorował projekty pomocowe dla Polski. Jego atutem jest doświadczenie na rynkach finansowych.

To grono może się powiększyć np. o innych członków Rady Gospodarczej przy premierze, wśród których wymieniany jest Bogusław Grabowski. Pytanie, czy wszystkie osoby wskazane przez naszych rozmówców z rządu staną do konkursu na szefa ZUS, gdy ten zostanie ogłoszony.

W przeciwieństwie do szefów niektórych innych instytucji, jak np. Urzędu Regulacji Energetyki, prezes ZUS nie jest wybierany na określoną kadencję. Czas pełnienia przez niego funkcji zależy od woli premiera. A ponieważ wynik jesiennych wyborów stoi pod znakiem zapytania, to chętni na tę funkcję mogą się obawiać, że zmiana układu rządowego oznaczać będzie też wymianę szefa ZUS. W takim układzie prezes pełniłby urząd przez pół roku. Pytanie też, czy nabór nie stanie się przedmiotem koalicyjnych targów. Usłyszeliśmy zapewnienie, że tak nie będzie i wybór padnie na fachowca, a nie partyjnego „eksperta”.

Jak przewiduje ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych, prezesa powołuje premier na wniosek ministra pracy, który wybiera kandydata spośród maksimum trzech osób wskazanych w wyniku "konkurencyjnego naboru". Poprzednio szefem zespołu przeprowadzającego nabór był Marek Bucior, gdyby było tak i tym razem, eliminowałoby go to z grona osób ubiegających się o szefowanie zakładowi. Kandydaci na prezesa oceniani są pod kątem doświadczenia zawodowego i wiedzy niezbędnej do pełnienia tej funkcji. Wszystkie wymienione osoby nie powinny mieć kłopotu ze spełnieniem kryteriów. Jak wynika z naszych informacji, cała procedura może ruszyć, jeszcze zanim premier Kopacz oficjalnie przyjmie dymisję Zbigniewa Derdziuka.

Odchodzący prezes kierował zakładem w momencie dużych zmian w ubezpieczeniach społecznych, jakimi były znaczące ograniczenie filara kapitałowego czy wydłużenie wieku emerytalnego. Przed następcą Derdziuka nie widać tak wielkich wyzwań. Ostatnim zadaniem obecnego prezesa ma być przeprowadzenie waloryzacji rent i emerytur w marcu. Po raz pierwszy jest ona mieszana, to znaczy ma wynieść co najmniej 36 zł. Większą podwyżkę dostaną ci emeryci, których świadczenie wynosi co najmniej 5294 zł. Na niemal 5 mln osób, którym wypłacana jest emerytura z ZUS, świadczenie powyżej 5 tys. zł otrzymuje zaledwie 35 tys. osób.

36 zł co najmniej tyle od marca ma wynieść podwyżka rent i emerytur

5,7 zł wyniosłaby podwyżka emerytury minimalnej, gdyby nie zmiana mechanizmu waloryzacji

1992 zł wyniosła przeciętna emerytura w grudniu