W ostatnich latach lokalne władze intensywnie korzystały ze środków z UE. Niemal w każdym regionalnym programie operacyjnym z lat 2007–2013 wykorzystano 100 proc. alokacji. Mieszkańcy cieszą się wyższym komfortem życia, ale muszą się też liczyć z ciemniejszą stroną modernizacji – rosnącymi kosztami. Najlepiej widać to na przykładzie zmieniających się opłat za wodę i ścieki. Inwestycje w sieci wodociągowo-kanalizacyjne dla wielu gmin były priorytetowym projektem unijnym. Teraz ktoś to musi utrzymać.

Z tego powodu gminy w wielu miejscach Polski podejmują właśnie uchwały o podwyżce opłat za dostarczanie wody oraz usługi kanalizacyjne. Wczoraj podwyżki objęły np. mieszkańców Nowego Tomyśla (Wielkopolska). Cena za 1 m sześc. wody netto wyniesie 3,52 zł, co oznacza wzrost o 14 gr. Wzrosły też opłaty abonamentowe za utrzymanie w gotowości urządzeń wodociągowych. „Podwyżki cen wody i ścieków są niezbędne do zapewnienia konieczności inwestycji modernizacyjnych urządzeń będących w posiadaniu przedsiębiorstwa oraz obsługę ciągle wzrastającej długości sieci wraz z przyłączami” – wynika z uchwały przyjętej przez radę miasta.

Więcej zapłacą też mieszkańcy Torunia. Od wczoraj kubik wody i odprowadzanie ścieków kosztuje o 13 gr więcej niż dotychczas, czyli 8,51 zł. Radni tłumaczyli zielone światło dla 1,5-proc. podwyżki przygotowywaniem się spółki Toruńskie Wodociągi do nowego rozdania unijnego na lata 2014–2020. Od 1 maja podwyżki (o 76 gr za 1 m sześc. ścieków i wody) wejdą w życie w Gubinie (woj. lubuskie). – Podwyżka jest związana z wydatkami typowo inwestycyjnymi. Wcześniej radni przyjęli wieloletni plan inwestycyjny, z którego wynika, które sieci będą wymienianie. Niektóre z nich pamiętają jeszcze czasy sprzed II wojny światowej – przekonuje burmistrz Bartłomiej Bartczak.

Mieszkańcy zazwyczaj irytują się podwyżkami za wodę i ścieki, ale na tym się kończy. Według naszych ustaleń do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta rocznie wpływa zaledwie kilkadziesiąt skarg związanych z wysokością różnego rodzaju opłat nakładanych przez gminy. Być może to błąd, że mieszkańcy nie wykazują się większą dociekliwością. Bo część podwyżek może być wprowadzanych z naruszeniem prawa. – Z doświadczenia urzędu wynika, że sektorem, w którym często dochodzi do naruszenia przepisów, jest rynek usług wodociągowo-kanalizacyjnych. Najczęściej dotyczy to wykorzystywania pozycji monopolistycznej do narzucania kontrahentom uciążliwych warunków umów. W przypadku rynku wodociągowo-kanalizacyjnego najczęstszym uchybieniem jest brak informacji o jakości usług, terminach wzajemnych rozliczeń czy prawach i obowiązkach stron umowy – mówi nam Maciej Chmielowski z biura prasowego UOKiK.

Woda i ścieki to niejedyna sfera, w której gminy notorycznie poszukują możliwości narzucania wyższych opłat. Z danych UOKiK wynika, że mieszkańcy często skarżą się także na podwyżki cen za wywóz odpadów, bilety komunikacji miejskiej, energię i czynsze w lokalach komunalnych.

Samorządy często argumentują, że nie zawsze mają wpływ na wysokość opłat. Tak było w przypadku fali podwyżek opłat za wywóz śmieci w ubiegłym roku, gdy ceny w wielu gminach wzrosły nawet dwukrotnie. Dotyczy to np. gminy Ładzice (woj. łódzkie), gdzie mieszkańcy przed zmianami za śmieci zmieszane płacili 8 zł, a za segregowane – 5 zł, po podwyżce zaś płacą odpowiednio 14 zł i 8,30 zł.

Samorządy, z którymi wówczas rozmawialiśmy, tłumaczyły, że skończyły im się dotychczasowe umowy z firmami odpadowymi, a nowe warunki zostały im narzucone przez przedsiębiorców. Niekiedy były one spowodowane koniecznością utrzymania nowoczesnych instalacji przetwarzania odpadów, w które część samorządów zainwestowała środki unijne. Więcej kosztuje też transport. W ciągu ostatnich trzech, czterech lat ceny biletów komunikacji miejskiej wzrosły w Polsce średnio o ok. 25 proc. Samorządy też mają na to wytłumaczenie: wymiana taboru na nowocześniejszy, kolejne inwestycje czy zmiana polityki taryfowej, która ma zachęcać do kupowania biletów długookresowych zamiast jednorazówek.

Wiele usług, które drożeją z roku na rok, jest świadczonych przez spółki samorządowe. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że nie czują one oddechu konkurencji na plecach, co mogłoby wymusić bardziej atrakcyjną ofertę. – Inną praktyką na lokalnych rynkach jest utrudnianie przez gminy działalności prywatnym przedsiębiorcom, którzy stanowią konkurencję dla spółek należących do samorządów. Może się to przejawiać na różne sposoby, np. odmawianiem korzystania z przystanków prywatnym przewoźnikom czy nakazem składowania odpadów na określonym składowisku – wskazuje Maciej Chmielowski z UOKiK.

Ekspert od finansów komunalnych dr Aleksander Nelicki mówi krótko: choć rozwój na dłuższą metę musi kosztować, zdarzają się poważne błędy. – Pieniądze europejskie fajnie się wydaje, ale przy podejmowaniu decyzji o inwestycji nie wszystkie samorządy brały pod uwagę, co będzie się działo później, zwłaszcza w kwestii kosztów utrzymania. Niestety nie wszędzie dobrze to wykalkulowano – wskazuje ekspert. Czy to znaczy, że podwyżkom nie będzie końca? Nelicki jest w tej kwestii spokojny. – Samorządy przez ostatnie lata uczyły się wydawać środki z UE. Myślę, że nabrały już doświadczenia i potrafią ocenić, które inwestycje mogą być nietrafione. Poza tym w perspektywie lat 2014–2020 dużo trudniej będzie samorządom pozyskać środki na wkład własny, a to wymusi na lokalnych władzach mądrzejsze decyzje – podsumowuje nasz rozmówca.