Zmiana publicznych placówek w spółki kapitałowe miała poprawić efektywność szpitali. Takie było założenie resortu zdrowia.

-  Na początku część placówek się oddłużyła dzięki dotacji z resortu zdrowia, ale później wróciła do normy, czyli do generowania strat - podsumowują autorzy raportu Izby.

Sytuacja finansowa 49 przekształconych szpitali uległa okresowej poprawie między 2012 a 2013 r., po czym w 2014 r. nastąpiło pogorszenie. 38 z nich wykazywało straty w wysokości 28,4 mln zł.

Pozostałe 11 odnotowało zysk w wysokości 5,2 mln zł. Na działalności operacyjnej szpitalom również nie udało się poprawić sytuacji: 35 placówek wykazywało w tym zakresie stratę w wysokości blisko 26 mln zł.

Z analizy danych Ministerstwa Zdrowia dotyczących 346 szpitali wynika, że 232 z nich wykazało stratę w wysokości 619 mln zł. Zysk odnotowało niecałe 30 proc. w wysokości 73,3 mln zł.

Dzięki przekształceniom w spółki kapitałowe szpitale miały uzyskać większą elastyczność i zacząć działać na zasadach rynkowych. Z jednej strony mogły leczyć komercyjnie. Z drugiej, jeżeli nie przynosiłyby dochodów, groziła im upadłość.

- Taka forma organizacyjna jest dobra. Dzięki niej szpitale otrzymały szansę, by działać na rynku. Sęk w tym, że nie zmienił się system, w jakim działają. Nadal są w pełni uzależnione od jednego płatnika, czyli Narodowego Funduszu Zdrowia. I od wysokości kontraktu zależy, czy mają wystarczające finansowanie - uważa Rudolf Borusiewicz ze Związku Powiatów Polskich (to właśnie głównie placówki powiatowe skorzystały z oferty resortu zdrowia).

NIK wskazuje, że błędem jest nie tylko niezmieniony system finansowania, lecz także brak analiz potrzeb zdrowotnych w regionie. Kontrakty podpisywano na bazie poprzednich umów. Bez przestudiowania, czego potrzebują pacjenci. Tylko dwie z 20 skontrolowanych placówek zrobiły szersze badanie w tym zakresie: Mazowieckie Centrum Neuropsychiatrii oraz Dolnośląskie Centrum Zdrowia Psychicznego.

Placówki nawet nie prowadziły wewnętrznych analiz kosztów: spośród 20 skontrolowanych tylko jedna prowadziła rachunek kosztów pozwalający na wycenę poszczególnych procedur medycznych. W konsekwencji nie były w stanie ustalić, czy wykonywane procedury medyczne były dla nich rentowne.

Jednym z niewielu sposób na podniesienie zysków było zakupienie specjalnego programu informatycznego, optymalizatora JGP. Za chorych Fundusz płaci według danej jednostki chorobowej, czyli jednorodnych grup pacjenta (JGP). Program pozwala na wskazanie, jakie jeszcze badania można wykonać u danego pacjenta, by został zakwalifikowany do wyżej wycenianej grupy przez NFZ.

Zdaniem autorów NIK w efekcie mogło dochodzić do wykonywania procedur, które nie poprawiały stanu zdrowia chorego. A także do tego, że szybciej wyczerpywał się kontrakt z NFZ (bo cała kwota przekazywana przez fundusz się nie zmieniała. Jedynie droższe było leczenie chorego).

Drugim pomysłem na obniżenie kosztów była zmiana formy zatrudnienia personelu medycznego. Głównie rezygnowano z etatów na rzecz kontraktów. Lekarzy pracujących w takiej formie nie obowiązywały zasady czasu pracy. W 49 skontrolowanych placówkach w 2011 r. na etatach pracowało 1,6 tys. lekarzy, zaś na kontraktach 2,5 tys. Na koniec kwietnia było ich już ponad 3 tys.

Podobne zjawisko miało miejsce w 25 spółkach powstałych w latach 2011–2014: liczba personelu lekarskiego zatrudnionego w formie umowy o pracę zmniejszyła się z 866 w 2011 r. do 750 w 2014 r. Przy jednoczesnym wzroście liczby lekarzy zatrudnionych na kontraktach z 960 do 1,2 tys.

Zdaniem Macieja Zabelskiego, wiceprezesa zarządu firmy doradczej AMG Finanse oraz AMG Centrum Medyczne, reforma nie powiodła się w takim zakresie, jak to planował resort zdrowia. Przekształcenia nie zmieniły sytuacji finansowej spółek - jeżeli placówka była deficytowa przed zmianą, to nadal generowała straty. - Różnica jest taka, że zadłużony SPZOZ (szpital publiczny) nadal funkcjonuje i realizuje potrzeby zabezpieczenia medycznego. Szpital prowadzony w formie spółki kapitałowej w wyniku ewentualnego postępowania upadłościowego może mieć trudności z zachowaniem ciągłości działania - tłumaczy Zabelski.

Stąd tak małe zainteresowanie samych samorządów tym pomysłem.

Szpitale, które się przekształcały w spółki kapitałowe, otrzymywały wsparcie od Ministerstwa Zdrowia od 2009 r. W 2011 r. doprecyzowano przepisy. Do 2014 r. samorządy, które zdecydowały się na ten krok, otrzymały wsparcie finansowe, m.in. na spłatę części długów. Główny problem polegał na tym, że chętnych było niewielu.

Resort zakładał, że przekształci się 500 placówek. Faktycznie od 2011 do 2014 r. zrobiły to 34 jednostki samorządu, które przekształciły 45 SPZOZ. Z zaplanowanej kwoty 1,4 mln zł przeznaczonej na wsparcie przekształceń wykorzystano 332,7 mln zł, czyli zaledwie ok. 24 proc.

Kontrolerzy NIK wskazują na zaletę procesu przekształceń: wbrew obawom nie pogorszyły one sytuacji pacjentów. To znaczy nie zmniejszyła się dostępność do opieki zdrowotnej. Obawiano się, że placówki, wybierając lepiej opłacane leczenie, będą segregować pacjentów na tych bardziej i mniej dochodowych. To się jednak nie sprawdziło. Kolejki są takie same, jak były.

Zdaniem NIK spółki powinny wprowadzić narzędzia usprawniające zarządzanie. Uwzględniające m.in. rozpoznanie lokalnych potrzeb i ocenę rynku usług medycznych. - Minister zdrowia powinien stworzyć mechanizmy realnej konkurencji pomiędzy spółkami o środki publiczne w oparciu o jakość i efekty świadczonych usług - uważają autorzy raportu.

Resort zdrowia w odpowiedzi na kontrolę tłumaczył, że pracuje nad mapami potrzeb zdrowotnych, które staną się podstawą do zawierania kontraktów.

CZYTAJ TEŻ: Afera w szpitalu w Toruniu. Przenoszenie pacjentów, brak porozumienia z lekarzami >>>