Wartość grzywien w Warszawie była o 13 mln zł większa niż rok wcześniej. Częściowo wynikało to ze wzrostu tzw. opłaty dodatkowej za jazdę na gapę z 220 zł do 266 zł. Ale nie tylko: warszawscy kontrolerzy byli w 2014 r. bardzo aktywni, bo na jeździe bez biletu przyłapali 242 tysiące osób (rok wcześniej gapowiczów było 229 tysiące).

Z danych, które uzyskaliśmy z największych polskich miast wynika, że to właśnie stolica ma największy problem z nieuczciwymi pasażerami. W Krakowie przyłapano na tym procederze ponad 106 tysięcy osób, w Gdańsku 84 tysiące, a w Poznaniu 65 tysięcy. Pod Wawelem wystawiono mandaty warte 18 mln zł, na Wybrzeżu niemal 15 mln zł, zaś poznańskie kary były warte łącznie 17 mln zł. 

Gapowicz -> kanar -> windykator

I Gdańsk, i Poznań przy ściganiu gapowiczów korzystają z usług fachowców. - W procesie windykacji ZTM współpracuje z Krajowym Rejestrem Długów, jedną kancelarią prawną, trzema kancelariami komorniczymi. Windykacji podlegają wszystkie należności: opłaty dodatkowe w pełnej wysokości, poniesione koszty pocztowe, prawnicze i komornicze oraz naliczone odsetki ustawowe od opłat dodatkowych. Łączna należna kwota z jednej opłaty dodatkowej często przekracza 400 zł. W strategii windykacji ZTM przyjęto zasadę, że każda opłata dodatkowa powinna "przejść" cały cykl windykacji, w tym przynajmniej raz powinna być skierowana do komornika - mówi Agnieszka Smogulecka, rzeczniczka poznańskiego ZTM.

W Gdańsku kontrolę i windykację kar za jazdę na gapę miasto zleciło prywatnej firmie Renoma. - Renoma prowadzi windykację należności według własnych procedur, a zgodnie z umową nie przysługuje jej prawo do odstępowania od dochodzenia nieuiszczonych, a słusznie nałożonych opłat przewozowych i dodatkowych - tłumaczy Zygmunt Gołąb, rzecznik gdańskiego ZTM.

Oba miasta aktywnie sprzedają wierzytelności, które najtrudniej odzyskać. Poznań w ubiegłym roku sprzedał dwa pakiety takich trudno ściągalnych należności. Za pierwszy z długami na 4,3 mln zł otrzymał 5 proc. jego wartości (prawie 215 tys. zł). Za drugi - ponad 4,7 mln zł - znacznie mniej, bo około 1,3 proc. wartości (62 tys. zł w gotówce).

W Gdańsku między 2012 a 2014 r. magistrat pozbył się 9 paczek z trudno ściągalnymi należnościami. Gdański ZTM nie podaje ich łącznej wartości ani ceny, jaką za nie uzyskał. Wiadomo jedynie, że w pakietach w sumie było około 111 tysięcy spraw sądowych i wezwań do zapłaty.

Warszawa i Kraków nie sprzedają

Obecna i była stolica Polski nie sprzedawały długów gapowiczów i nie rozważają przeprowadzenia takich transakcji. Warszawa i Kraków same radzą sobie z egzekwowaniem mandatów. A przynajmniej tak twierdzą.

- Windykację należności prowadzimy we własnym zakresie. Wskaźniki skuteczności kształtują się na poziomie ok. 50 proc. - mówi Igor Krajnow, rzecznik warszawskiego ZTM. Marek Gancarczyk, rzecznik krakowskiego MPK dodaje, że u nich ściągalność sięga 60-70 proc. Według niego około 40 proc. gapowiczów płaci karę w ciągu 7 dni od wystawienia mandatu. Wtedy grzywna jest niższa (wynosi 120 zł). Jeśli ktoś zlekceważy siedmiodniowy termin zapłaty, kara rośnie do 240 zł. - W stosunku do osób, które zwlekają z zapłatą, MPK SA prowadzi działania windykacyjne nawet przez 10 lat - mówi Gancarczyk.

Gorzej ściągalność wypada w Gdańsku i w Poznaniu. W pierwszym sięga około 26 proc. - w ubiegłym roku na ponad 84 tysiące wystawionych mandatów zapłacono jedynie 22 tysiące. Poznański wskaźnik ściągalności wynosi 28 proc. - z 65 tysięcy nałożonych kar do miejskiej kasy wpłynęły pieniądze z 16,5 tys.