Pogoń strażników miejskich za pieniędzmi z mandatów i łapanie kierowców na radary od dawna budziło irytację społeczną. Mając to na uwadze (a pewnie także wybory), posłowie PO mieli przygotować projekt ustawy, który pozbawi strażników zarówno fotoradarów mobilnych, jak i stacjonarnych (oba rodzaje urządzeń miały nieodpłatnie przejść na własność policji i inspekcji transportu drogowego). W zeszłym tygodniu premier Kopacz zapowiedziała, że rząd odbierze strażnikom urządzenia, ale mowa była już tylko o rejestratorach mobilnych. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

To i tak oznacza niemały problem dla straży i nadzorujących ich pracę samorządów, gdyż za „wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji” strażnicy nakładają ogromną liczbę mandatów. W 2013 r. (ostatnie dane MSW) było ich 1,36 mln na kwotę prawie 218 mln zł, z czego ponad 940 tys. (na kwotę 160 mln zł) to efekt stosowania urządzeń rejestrujących.

Ale jak się zabierze straży mobilne radary, to duża jej część nie będzie miała co robić. Trwa więc poszukiwanie nowych zajęć dla strażników. W październiku ub.r. ze swoją propozycją wyszło Ministerstwo Sprawiedliwości (MS). W piśmie skierowanym do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW) podsekretarz stanu w MS Wojciech Węgrzyn zasugerował oddelegowanie funkcjonariuszy straży gminnych i miejskich do stałego pełnienia zadań ochronnych w budynkach sądów. Jednym z powodów jest to, że policja sądowa liczy około tysiąca etatów i nie jest w stanie zapewniać ochrony wszystkich budynków sądów, co powoduje, że zadania te są realizowane przez podmioty prywatne – firmy ochroniarskie, których pracownicy nie mają uprawnień do kontroli bagażu.

Pomysł ten skrytykowały gminy, m.in. z woj. lubuskiego. Twierdzą, że samorządów nie stać na oddelegowanie ich pracowników do ochrony sądów, gdyż w wielu miejscowościach zatrudnienie w strażach liczy od kilku do kilkunastu osób.

O takim pomyśle krytycznie wypowiada się też MSW. – Straże gminne powołane są do ochrony porządku publicznego na terenie gminy i powinny wykonywać zadania na rzecz danej gminy, wynikające z ustaw i prawa miejscowego – wyjaśnia Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSW.

Pomysły mają też samorządowcy. Nowy prezydent Katowic Marcin Krupa postanowił, że strażników, którzy do tej pory zajmowali się sprawami ruchu drogowego, oddeleguje do nowych zadań z zakresu gospodarki komunalnej.

Z kolei na życzenie prezydenta Włocławka tamtejsza straż miejska pomaga kierowcom w uruchamianiu silników, np. w czasie mrozów. Wystarczy w razie kłopotów wykręcić numer 986. Usługa jest darmowa, a – jak donoszą lokalne media – w czasie ostatniej zimy codziennie korzystało z niej po kilka osób.

W Żurominie (woj. mazowieckie) kwestia powierzenia nowych zadań strażnikom była jednym z głównych argumentów pani burmistrz przeciwko likwidacji tej formacji. Pod koniec lutego wyjaśniała miejskim radnym, że jeden ze strażników pełni funkcję kierowcy-konwojenta w urzędzie miasta, część zajmuje się pobieraniem opłat targowych (widok munduru ponoć budzi respekt handlarzy) lub pełni dyżury przy szkołach i dba o bezpieczeństwo dzieci na przejściach dla pieszych.

Jak wskazuje dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, wykładowca bezpieczeństwa narodowego Wojskowej Akademii Technicznej, obecny trend to nie tyle poszukiwanie nowych zadań dla strażników, ile powrót do korzeni i powodów, dla których ta formacja została pierwotnie powołana. – To, że traktujemy to jako nowe zadania, świadczy o tym, jak bardzo z biegiem lat wypaczył się wizerunek straży miejskich. Błędnie do strażników przylgnęło to, że są pogromcami kierowców m.in. przekraczających dopuszczalną prędkość. Z kolei ministrowie nie powinni szukać w tej służbie funkcjonariuszy do darmowego załatwiania spraw, za które odpowiadają ich ministerstwa. O zadaniach strażników powinny decydować samorządy i dobrze, że próbują wrócić do pierwotnych priorytetów tej formacji – podsumowuje ekspert.

ZOBACZ WIĘCEJ: Gminy przejechały się na fotoradarach. Teraz próbują się ich pozbyć >>>

OPINIA:
Andrzej Mroczek Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas

Wizerunek tej formacji dałoby się jeszcze uratować

W mojej ocenie ta formacja jest potrzebna, o ile będzie spełniała rolę, jaką ustalono dla niej jeszcze w latach 90. Niestety, na przestrzeni lat przeszła taką ewolucję, jeśli chodzi o podejmowane zadania czy uprawnienia, że tak naprawdę te same rzeczy mogłaby wykonywać dziś policja w ramach dofinansowania etatów np. ze strony gminy. Tak dziś zresztą postępują niektóre samorządy, które decydują się likwidować straż miejską i zamiast tego zacieśnić współpracę z komendą policji. Ale nie można mierzyć wszystkiego jedną miarą, bo nie w każdym miejscu takie działanie będzie wystarczające. Uważam, że wizerunek strażników wciąż da się uratować. Co prawda sami sobie na niego zapracowali i mało tego – nie zrobili nic, by tę sytuację poprawić. Choć MSW uruchomiło ogólnopolski program standaryzacji i certyfikacji straży miejskich i gminnych, to jednak za poprawę wizerunku strażników powinni odpowiadać ich zwierzchnicy, czyli samorządy. Straż powinna przede wszystkim zmienić nastawienie do mieszkańców, by bardziej im pomagać, niż represjonować i wystawiać mandaty.