Jeden z pilotów samolotu Lufthansy, podchodzącego do lądowania w Warszawie, zaalarmował, że widział drona. Urządzenie miało przelecieć w niewielkiej odległości od maszyny. Incydent potwierdza Polska Agencja Żeglugi Powietrznej. Według jej komunikatu, wieżę kontrolną zaalarmował po południu pilot Embraera 195 niemieckiej Lufthansy, który leciał do Warszawy z Monachium. Do incydentu doszło w rejonie Piaseczna.

Służba kontroli ruchu lotniczego zdecydowała o zmianie kierunku do lądowania około 20 kolejnych samolotów. Powiadomiono też policję, zgodnie z zawartym w kwietniu porozumieniem o współdziałaniu w zapobieganiu zagrożeniom w przestrzeni powietrznej. Policja wysłała w rejon zdarzenia śmigłowiec operacyjny oraz patrole interwencyjne. O interwencję został także poproszony śmigłowiec wojskowy, który przeleciał wzdłuż osi pasa startowego na warszawskim lotnisku Chopina. Ani patrole policyjne, ani wojskowe nie dostrzegły jednak drona.

Rzecznik lotniska Przemysław Przybylski powiedział, że dron znajdował się na tak zwanej ścieżce podejścia do lądowania. Nad samym lotniskiem drony nie mogą latać. Każde takie urządzenie ma bowiem wczytane w komputerze współrzędne wszystkich portów lotniczych. Kiedy znajduje się w okolicach któregoś z nich, po prostu ląduje. Ta maszyna znajdowała się jednak w pewnej odległości od pasa startowego.