Gość Polskiego Radia 24 zwrócił uwagę, że w powietrzu na maszynę oddziałują ogromne siły, więc skutki zderzenia nawet z tak małym dronem, ważącym około 10 kilogramów, mogłyby być tragiczne.

- Samolot  nad Piasecznem w czasie podejścia do lądowania miał prędkość rzędu 300-350 kilometrów na godzinę, więc to wszystko można sobie wyliczyć - dodał. Wspominał też sytuację z własnego doświadczenia, kiedy obok pilotowanej przez niego maszyny przeleciał model. - Włosy mi stanęły dęba, to było bardzo niebezpieczne - mówił Brychczyński.

Ekspert wskazywał, że zderzenie mogłoby skutkować na przykład oberwaniem części skrzydła, fragmentu poszycia, a nawet całkowitym zniszczeniem silnika, jeśli obiekt wpadłby do środka. Dlatego tak ważne - jego zdaniem - jest teraz wyjaśnienie całej sprawy. Zajmuje się tym policja.