Jak informuje "Gazeta Wyborcza", kliniki niepłodności informują swoje pacjentki, które zamroziły jajeczka i zarodki na przyszłość, że po 1 listopada, kiedy w życie wejdzie nowa ustawa o in vitro, nie będą mogły z nich skorzystać. Według nowych zapisów bowiem, zapłodnieniu pozaustrojowemu będą mogły poddawać się jedynie kobiety będące w heteroseksualnych związkach, a dziecko z zapłodnienia pozaustrojowego będzie musiało mieć wskazanych matkę i ojca.

Byłam przekonana, że udało mi się przechytrzyć prawicę, uciec przed Dudą. Cieszyłam się, że ich zakazy mnie nie dotyczą, bo nawet jeśli zdecydują się całkowicie zabronić in vitro takim jak ja, czyli osobom samotnym, które ośmieliły się skorzystać z zapłodnienia in vitro nasieniem dawcy, to ja ich ubiegłam. Bo przecież prawo nie działa wstecz. Dziś się okazało, że owszem, działa. - pisze w liście do stowarzyszenia Nasz Bocian pacjentka jednej z klinik leczenia niepłodności, w której ma zamrożonych pięć zarodków

Jakie wyjście mają więc obecnie kobiety, które zamroziły swoje jajeczka, bądź zarodki w klinikach niepłodności? Mogą poddać się zapłodnieniu metodą in vitro do 1 listopada, albo dalej opłacać kriokonserwację, oczekując na znalezienie partnera, gotowego na ojcostwo. Innym wyjściem jest oddanie zamrożonych zarodków do adopcji, bądź przeniesienie ich za granicę, gdzie nie obowiązują takie obostrzenia jak w Polsce.

Samotne kobiety, których zarodki powstały przed wejściem w życie ustawy, powinny mieć możliwość ich wykorzystania. Inne rozwiązanie mogłoby naruszać konstytucyjne prawa jednostki. Obecnie prawo nie zakazuje przecież posiadania dzieci samotnym matkom. Kobieta, która rodzi dziecko, nie musi też znać i podać nazwiska jego ojca - podkreśla Katarzyna Goch, rzeczniczka Klinik i Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych "Invicta".

Temat samotnych kobiet i in vitro najprawdopodobniej trafi do rzecznika praw obywatelskich.