W domu wisiało pięć pasów z różnych materiałów i różnej grubości - opowiadają koledzy Samuela ze szkoły, cytowani w reportażu "Gazety Wyborczej". Pasy szły w ruch w zależności od ciężkości przewinienia, grubszy za większe, cieńszy za mniejsze. - Matka terroryzowała go psychicznie, ojciec - fizycznie - "GW" cytuje kolegów zabójcy.

27-latek jest synem nauczycielki i to właśnie ona - wedle świadków - miała się znęcać psychicznie nad Samuelem oraz jego bratem. W ich rodzinnym domu miał zaś wisieć sznur. Po co? Rozmówcy "GW" spekulują, że był to kolejny element psychicznego terroru.

Chłopak nie miał łatwego życia, był chory na zespół Tourette'a, który charakteryzuje się występowaniem licznych tików nerwowych i werbalnych. "Gazeta Wyborcza" podała także, że obrywało my się, bo był Świadkiem Jehowy. Po południu do naszej redakcji wpłynęło jednak sprostowanie.

W dniu zabójstwa poszedł z siekierą ukrytą w reklamówce do urzędu pracy. Odebrano mu bowiem zasiłek dla bezrobotnych. Chłopak groził urzędniczce, że ją zabije, awanturował się. W efekcie został wyprowadzony z urzędu przez ochronę. Niedługo potem zaatakował na ulicy przypadkowo napotkaną dziewczynkę. Lekarze badają, czy był w tym momencie poczytalny.

- Zaraz po tym, co zrobił, prosił, żeby nie robić mu krzywdy, obiecywał, że wszystko opowie policji - relacjonuje "GW" jedna z mieszkanek Kamiennej Góry.

27-latek ma licencjat z fizykoterapii, pracował również w lokalnych fabrykach czekolady i dywanów, ale został zwolniony.