- Czytam w "Gazecie Wyborczej", że to historyczne wydarzenie, bo jeden ksiądz przyznał się, że był nieuczciwy, co się zdarza również wśród księży. Pamiętajmy, że jeżeli ktoś zostaje księdzem, wie, na co się godzi. Na celibat, przestrzeganie dekalogu, służbę Bogu i Kościołowi. Ks. Charamsa te wszystkie zasady konsekwentnie łamał. Był człowiekiem nieuczciwym, oszukiwał wiernych, kapłanów, hierarchów, robił też w Kościele pewnego rodzaju karierę. I teraz pokazuje swoją obłudę i hipokryzję i mówi, że jest dumny, że prowadził podwójne życie - komentował Zbigniew Ziobro.

Księdza krytykował też Stanisław Żelichowski z PSL.

- Ksiądz składał określone śluby. Gdyby oficer w wojsku złamał przysięgę, podlegałby pod kodeks karny. Ksiądz powinien pójść do konfesjonału, a nie na konferencję prasową, żeby powiedzieć, że złamał swoje śluby - stwierdził poseł PSL.

Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO): - Ja nie zauważyłam, żeby ktoś czynił z tego cnotę. To dość szokujące wyznanie. Rachunki księdza z panem Bogiem i Kościołem to trochę jego sprawy. Jeżeli widzę plusy w tym, to w zdejmowaniu tabu z tematu homoseksualizmu. To z punktu widzenia debaty publicznej ma wartość.

Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, mówił z kolei: - To ksiądz pogubiony, złamał śluby czystości. W całej historii Kościoła były takie przypadki. Nie potępiam go jako osobę, ale jako księdza owszem. Gdyby najpierw wystąpił ze stanu kapłańskiego i wszedł w związek, byłoby to w porządku.