Według prokuratury, nie ma innej możliwości wezwania rosyjskich kontrolerów niż za pośrednictwem wniosku o pomoc prawną do Federacji Rosyjskiej. Został on wysłany 26 marca i zawierał wezwanie do prokuratury na 21 i 27 lipca. Kolejne monity wysłano w czerwcu, a potem już po terminie stawiennictwa, w sierpniu i we wrześniu. Ale Rosjanie nie odpowiedzieli w żaden sposób, choć obowiązujące konwencje nakazują niezwłoczne poinformowania państwa wzywającego o realizacji wniosku.

Rosjanie mogliby też odmówić doręczenia, albo stwierdzić, że nie mogą tego uczynić. Wtedy polski prokurator uznałby, że wezwania nie da się doręczyć i mógłby zarządzić ściganie podejrzanych listem gończym i europejskim nakazem aresztowania. Moskwa wybrała więc zupełne milczenie - pisze "Nasz Dziennik".

Jednemu z Rosjan prokuratorzy zarzucają umyślne sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy, a drugiemu - nieumyślne spowodowanie katastrofy. Oba przestępstwa zagrożone są karą od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.