Porucznik miał zdradzać tajemnice polskich F-16 rosyjskiemu wywiadowi.

Prokuratura wojskowa nie ujawniła po zatrzymaniu, że chodzi o pilota, który w latach 2001-10 służył w słynnym 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, a swoją działalność miał prowadzić właśnie w tym okresie.

Nie nagłaśnialiśmy tej informacji, żeby nie pogorszyć fatalnej atmosfery wokół pułku podejrzeniami o to, że jeden z jego oficerów współpracował z Rosjanami. Na pewno od razu byłoby to kojarzone z katastrofą smoleńską, tymczasem nie ma tu żadnego związku ze Smoleńskiem - mówi informator "Wyborczej".

Do końca 2010 r. zadaniem 36. SPLT było zapewnienie transportu najwyższym urzędnikom państwowym RP. Po katastrofie prezydenckiego samolotu z 10 kwietnia 2010 r. i krytycznym raporcie MSWiA, MON rozwiązał jednostkę. Część jej personelu odeszła do cywila, część służy dalej.

Pilota obserwowano od dawna. Oficjalnie jednak zarzucono mu jedynie "nieprawidłowości w postępowaniu z dokumentami służbowym". Według informacji "GW" w chwili obecnej oficer nie jest aresztowany.