W ręce funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji wpadło pięć osób podejrzewanych o wyłudzanie dużych kwot pieniędzy. Są to obywatele Polski, Niemiec i jedna z dwoma paszportami: polskim i amerykańskim - powiedziała IAR rzeczniczka CBŚP Katarzyna Balcer. Po raz pierwszy policjanci złapali przestępców na gorącym uczynku, ale jeszcze zanim doszło do przekazania pieniędzy. Na komputerach w siedzibie gangu zarejestrowanych było kilkadziesiąt połączeń do potencjalnych ofiar. Jak mówi Balcer sposób działania był klasycznym sposobem na wnuczka. Przestępcy dzwonili pod numery stacjonarne i udawali członków rodziny, którzy potrzebują wsparcia finansowego. Do poszkodowanych przyjeżdżali już wspólnicy, którzy już czekali w miejscu ich zamieszkania.

Szajka wypracowała sobie system poszukiwania ofiar. Komputery alfabetycznie wybierały kolejne numery w danej miejscowości. Po zarejestrowaniu połączenia automat na tabletach i smartfonach pokazywał mapę z dokładną lokalizacją danego abonenta telefonicznego. Policjanci zabezpieczyli oprócz komputerów i tabletów także kilkadziesiąt telefonów wykorzystywanych do tego procederu. W apartamencie było też ponad 17 tysięcy franków szwajcarskich, ponad 13 tysięcy euro i blisko trzy tysiące złotych.

Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla mężczyzny z podwójnym obywatelstwem i zgodził się na deportację dwóch kolejnych do Niemiec w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania. W śledztwo zaangażowana była specjalnie powołana polsko - niemiecka grupa policyjna. Sprawa jest rozwojowa i nie wykluczone są kolejne zatrzymania.