Wczoraj po południu do sądu dotarły informacje, że dwaj obrońcy Aleksandra Gawronika wypowiedzieli mu pełnomocnictwo. Trzeci zrobił to wcześniej. Dlatego oskarżony stawił się dziś w sądzie bez obrońcy.
Oświadczył, że nie był w stanie zapłacić adwokatom. W takiej sytuacji sędzia Joanna Rucińska nie mogła rozpocząć procesu. Sędzia podkreśliła, że w przypadku sprawy związanej z zabójstwem oskarżony musi mieć adwokata. Dlatego sąd zdecydował o przyznaniu mu obrońcy z urzędu.

Prokurator Piotr Kosmaty o tym, że oskarżony nie ma obrońcy dowiedział się dziś rano. Przypomniał, że rozpoczęcie procesu odwleka się od października. Wyraził też nadzieję, że nowy obrońca nie będzie potrzebował dużo czasu do zapoznania z aktami.

Sąd spróbuje rozpocząć proces 12-ego stycznia. Zastanowi się też, czy powiadomić Okręgową Radę Adwokacką o zachowaniu dwóch obrońców, którzy na kilkadziesiąt godzin przed procesem wypowiedzieli pełnomocnictwo oskarżonemu.

Aleksander Gawronik, który nie przyznaje się do winy deklaruje, że zależy mu na jak najszybszym zakończeniu procesu. Rozmawiał już z nowym adwokatem, który jest w stanie zająć się sprawą z urzędu. To ten adwokat reprezentował interesy byłego senatora, kiedy Aleksander Gawronik został zatrzymany w tej sprawie.

Gawronik odpowiada przed sądem z wolnej stopy. W styczniu wyszedł z aresztu po wpłaceniu 50 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. Odebrano mu paszport i ma zakaz opuszczania kraju. Zarzut pomocy w uprowadzeniu i zabójstwie dziennikarza usłyszało dwóch mężczyzn: Mirosław R. i Dariusz L. Przeciwko nim krakowska Prokuratura Apelacyjna nie skierowała jeszcze do sądu aktu oskarżenia. Jarosław Ziętara był poznańskim dziennikarzem śledczym. Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 roku.