Sąd nie stwierdził, że mogło dojść do dyskryminacji osób niewidomych ze względu na ich niepełnosprawność. Nie doszło też do naruszenia ich godności. Nie wpuszczono ich na salę, bo nie było miejsc.

Zaproponowano im za to miejsca na patio, gdzie mogliby znaleźć schronienie przed zła pogodą, która wówczas panowała. Niewidomi jednak odmówili, chociaż, według sądu, były tam dobre warunki.

Z wyrokiem sądu nie zgadzają się niewidomi. Dorota Ziental-Sobkowicz, która była obecna na ogłoszeniu wyroku nie kryła rozczarowania. Podkreślała, że nie została wpuszczona z przyjaciółmi do lokalu, bo byli z psami-przewodnikami. Zapowiedziała złożenie apelacji. Będzie się domagać uchylenia wyroku i ponownego zbadania sprawy.

Rafał Karbowniczek, jeden z jej pełnomocników mówił, że to trudna dowodowo sprawa. - To sprawa, w której mamy do czynienia ze słowem przeciwko słowu. W tym wypadku sąd dał wiarę pracownikom restauracji - mówił, zapowiadając złożenie odwołania. Drugi z pełnomocników, Aleksander Woźnicki podkreślał, że niewidomi nie mieli żadnego interesu, by przedstawić to zdarzenie w inny sposób, niż przebiegało naprawdę. Gdyby rzeczywiście brakowało miejsc, poszliby dalej, poszukać innego lokalu.

Z kolei Leszek Kot, adwokat reprezentujący spółkę prowadzącą restaurację, przyznał, że ten wyrok go zadowala. Jego zdaniem, tego powództwa w ogóle nie powinno być.

Przypomniał, że niespełna rok temu zapadł prawomocny wyrok uniewinniający w tej sprawie pracowników restauracji.

Wyrok jest nieprawomocny i przysługuje od niego odwołanie.