We wtorek dyrektor COI Nikodem Bończa Tomaszewski został odwołany. Firma podległa resortowi odpowiada za przygotowanie najważniejszych systemów administracji państwowej jak Źródło, czy CEPIK.

Minister wyjaśniła, że nie miała gwarancji, że rozpoczęte projekty zostaną zakończone. Według niej zagrożone były unijne dotacje na te programy w wysokości blisko 300 milionów złotych. Jak powiedziała po infoaferach poprzednie szefostwo MSW "próbowało dżumę leczyć cholerą". Tłumaczyła, że powstały Centralny Ośrodek Informatyki całkowicie uniezależnił się od resortu. Efekt tego co się stało (...) to zwrot dotacji więc działania bardzo stanowcze nie tylko są uzasadnione ale i konieczne. Znacie mnie państwo, ja się generalnie nie patyczkuję - powiedziała do dziennikarzy na konferencji prasowej.

Steżyńska zaznaczyła, że trzy raporty z pierwszej połowy 2015 roku wskazują na całkowity brak kontroli ministerstwa nad Centrum. Krytykowała też "niezdrowe" proporcje miedzy administracją a programistami. W firmie, która uchodziła za tak zwany polski Microsoft przy 150 osobach administracyjnej obsługi jest zatrudnionych 30 programistów do realizacji tak ambitnych projektów jak CEPIK PL.ID, czy Źródło zwane potocznie przez samorządowców >>bagnem<<" - powiedziała minister. Dodała, że z tego powodu zapewne występowały opóźnienia w odbiorze poszczególnych rejestrów.

Centralny Ośrodek Informatyki przygotowywał takie zmiany jak Źródło - aplikację łączącą urzędy z systemem państwowych rejestrów. W pierwszych dniach program wywołał duże problemy w urzędach, w wielu z nich utworzyły się długie kolejki interesantów.