To druga osoba oskarżona o ten czyn. W czwartek przed sądem mężczyzna przyznał się, w śledztwie składał też wniosek o dobrowolne poddanie się karze.

W pierwszym procesie na ławie oskarżonych zasiadał inny młody białostoczanin, który konsekwentnie do zarzutów nie przyznawał się. Sąd pierwszej instancji dwa razy go jednak skazał, ale odwoławczy raz wyrok uchylił i sprawę zwrócił do ponownego rozpoznania, a w powtórnym procesie, w lutym 2015 roku, prawomocnie oskarżonego uniewinnił.

Do pobicia doszło trzy lata temu. Czarnoskóry prezenter, obecnie 65-letni, od wielu lat mieszkający w Polsce, został zaczepiony na ulicy, gdy szedł do domu. Najpierw padły wyzwiska (m.in. "bambus", "czarnuch"), potem mężczyzna dostał cios pięścią w twarz, w okolice oka. Przed drugim ciosem zdołał się zasłonić, a gdy zaczął wołać o pomoc, napastnik uciekł.

Podejrzewany wówczas o tę napaść 25-letni mężczyzna został zatrzymany na podstawie portretu pamięciowego, napadnięty wskazał go podczas okazania.

W czasie śledztwa na policję zgłosił się też 18-latek, który twierdził, że to on był sprawcą ataku. Nie przekonał jednak wówczas ani prokuratury, ani sądu, żadnych zarzutów mu nie postawiono.

Po uniewinnieniu postępowanie zostało wszczęte wobec niego i ostatecznie do sądu trafił akt oskarżenia. W czwartek chłopak przyznał się. Mówił, że krzyknął pod adresem przechodzącego mężczyzny "coś obraźliwego, chyba związanego z kolorem skóry", a gdy ten nie zareagował, poszedł za nim i go uderzył.

Dziś nie mam pojęcia, co mnie do tego skłoniło - mówił oskarżony. Zapewniał, że dziś jest innym człowiekiem, ustatkował się, ma żonę i dziecko, pracuje, a czas, gdy był w wieku 17-18 lat, nie był w jego życiu "najlepszym okresem". Mówił o swoich dobrych doświadczeniach w pracy z osobami "wszystkich narodowości", gdy przebywał w Wielkiej Brytanii.