Do rozpoczęcia naboru wniosków pozostał niespełna miesiąc. Największy tłok będzie na Mazowszu, gdzie uprawnionych do świadczenia jest ponad 463 tys. dzieci. Na kolejnym miejscu jest Śląsk (389 tys.) i Wielkopolska (niemal 352 tys.).

Tak naprawdę samorządy już od co najmniej kilku miesięcy przygotowują się do realizacji nowego zadania nałożonego przez rząd PiS. W grę wchodzi m.in. zatrudnienie nowych pracowników do przyjmowania i weryfikacji wniosków składanych przez rodziców, a także dostosowanie systemów informatycznych.

O problemach związanych z rządowym systemem Empatia i systemami gminnymi szerzej piszemy we wtorkowym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej"

Dla niektórych za mało, dla innych w sam raz

Na te przygotowania lokalne władze otrzymały już pierwsze pieniądze od rządu - w sumie ok. 70 mln zł (w całym 2016 r. będzie to ok. 340 mln zł). Pojawił się jednak problem. Część gmin jest co prawda usatysfakcjonowanych przyznanymi środkami, ale jest także spora grupa niezadowolonych, którzy uznają, że dostali za mało. Albo przynajmniej nie tyle, ile się spodziewali.

W tej pierwszej grupie znalazł się Gdańsk, który wnioskował o 887 825 złotych i dokładnie taką kwotę mu przyznano z budżetu państwa na wdrożenie programu Rodzina 500 Plus. - Pieniądze zostaną wydane na zatrudnienie nowych pracowników, wyposażenie stanowisk pracy i utrzymanie punktów obsługi programu - mówi Olimpia Schneider z tamtejszego urzędu miasta.

Dużo mniej zadowolony jest np. Toruń. Miasto dostało od rządu 263 719 zł. - Otrzymana kwota nie jest wystarczająca. Szacujemy, że niezbędna jest kwota 530 tys. zł - informuje nas Magdalena Dębczyńska-Wróblewska z toruńskiego magistratu. Jak dodaje, wszystkie planowane zadania, takie jak remont pomieszczeń dla pracowników zajmujących się przyjmowaniem świadczeń, zostaną mimo to zrealizowane terminowo. - Ważne jest to, że o ile środki nie zostaną uzupełnione przez wojewodę, możemy wystąpić z roszczeniem wobec budżetu państwa o zwrot kosztów na wprowadzenie i obsługę tego zadania zleconego - zwraca uwagę Magdalena Dębczyńska-Wróblewska.

Większych pieniędzy potrzebuje też Kraków. - Miasto planuje wydać na wypłatę świadczeń wraz z kosztami obsługi 229 591 836 zł. Pismem z dnia 19 lutego br. wojewoda przyznał plan w wysokości 137 706 483 zł - wylicza Jan Żądło, dyrektor wydziału spraw społecznych w krakowskim urzędzie miasta.

Za mało otrzymała też Bydgoszcz. Wojewoda kujawsko-pomorski przyznał miastu w sumie ponad 59 mln zł. - Zaplanowana kwota dotacji według naszych szacunków nie zabezpiecza pełnych potrzeb miasta - mówi Michał Sztybel z urzędu miasta. - Spodziewamy się, iż wojewoda kujawsko-pomorski uzupełni przyznaną dotację o kwotę niezbędną do realizacji ustawy - dodaje. Na razie na konto bydgoskiego urzędu wpłynęła kwota w wysokości 444 466 zł, która przeznaczona będzie na zakup wyposażenia pomieszczeń, materiały biurowe oraz na zakup sprzętu informatycznego.

Rzeszów zaś dostał na przygotowania prawie 251 tys. zł. Tamtejsi urzędnicy również uważają, że to za mało. - Kwota ta jest niewystarczająca na przygotowanie do uruchomienia w mieście rządowego Programu. Mamy nadzieję, że w marcu zostanie przekazana następna transza środków. Miasto nie miało żadnych informacji odnośnie wysokości kwoty - powiedziała nam Elwira Kochanowska-Pięciak, zastępca dyrektora MOPS.

Nikt nie wie, ile jest dzieci

Pytanie, skąd biorą się te różnice między oczekiwaniami finansowymi miast a tym, co trafiło na ich konta. Możliwe, że jest to skutek różnic w szacunkach dotyczących dzieci, które łapią się na nowe świadczenie (na pierwsze dziecko obowiązuje kryterium dochodowe 800 lub 1200 zł na głowę w rodzinie, na drugie i kolejne dziecko świadczenie przysługuje bez dodatkowych warunków). Tak stało się np. w Piasecznie. Jak poinformował Serwis Samorządowy PAP, gmina wyliczyła, że na jej terenie znajduje się nawet 6 tys. rodzin uprawnionych od wypłaty 500 zł na dziecko. Tymczasem z wyliczeń ministerstwa wynika, że będzie ich zaledwie 3,3 tys.

Rozmijanie się w szacunkach potwierdza nam także Bydgoszcz. - Według naszych szacunków ilość rodzin uprawnionych do świadczenia wychowawczego będzie większa niż założenia przyjęte przez ministerstwo - mówi Michał Sztybel z urzędu miasta.

W sumie trudno się dziwić tym rozbieżnościom, skoro nawet same gminy nie są pewne swoich wyliczeń. - Szacuje się, że w Gdańsku z nowego świadczenia skorzysta ponad 40 tys. dzieci, przyjmuje się, że jest to około 18-20 tys. rodzin. Nie jest znana faktyczna liczba dzieci, którym zostanie wypłacone świadczenie. Należy zaznaczyć, iż szacunki miast opierają się na danych statystycznych GUS z lat ubiegłych. Mogą różnić się od danych rzeczywistych - przyznaje Olimpia Schneider z urzędu miasta w Gdańsku.

Złudzeń nie pozostawia też Magdalena Suduł, rzeczniczka MOPR w Lublinie. Jej zdaniem nikt nie jest w stanie na dziś dokonać wiarygodnych obliczeń, a liczba uprawnionych rodzin będzie znana dopiero w trakcie realizacji programu. - W naszych wyliczeniach opieraliśmy się na liczbie rodzin zameldowanych na terenie naszego miasta, a wychowujących dzieci do 18 roku życia. Jednakże mamy świadomość, że liczba ta nie jest do końca rzeczywista. Nie mając bowiem wszystkich danych, a zwłaszcza dotyczących sytuacji dochodowej, a także danych dotyczących rodzin zamieszkałych na terenie naszego miasta, a nie posiadających faktycznego meldunku, żadne większe miasto w naszej ocenie nie jest w stanie dokładnie określić tej liczby - tłumaczy.

Rząd i plan B

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Pomocy Społecznej najwyraźniej zdaje sobie sprawę z tych problemów. Przyszykowany jest bowiem plan B, gdyby okazało się np. że liczba chętnych (i uprawnionych) po świadczenie jest większa, niż wszystkim się wydawało. Jak usłyszeliśmy w resorcie, ewentualne niedobory środków w programie będą uzupełniane ze środków rezerwy celowej znajdującej się w budżetach wojewodów. Łączna wysokość tych środków to 1,7 mld zł. Stanowi to aż 10 proc. całkowitych kosztów programu Rodzina 500 Plus przewidzianych tylko na ten rok.