Polskie Koleje Linowe (PKL) przedstawią dziś plan inwestycji spółki, obchodzącej 80-lecie istnienia. Ale atmosfera nie sprzyja świętowaniu. Trzy lata temu fundusz Mid Europa Partners odkupił górskie aktywa od PKP za 215 mln zł. Po zmianie władzy zaczęła się materializować idea odzyskania firmy dla Skarbu Państwa. – Rząd nie jest z zasady przeciwny prywatyzacji. Ale nie ma zgody na wyprzedaż dóbr narodowych i przedsiębiorstw przynoszących zyski – twierdzi Elżbieta Kisil, rzeczniczka Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa (MIB).

Najświeższe dostępne wyniki finansowe pochodzą z 2013 r., gdy przychody wyniosły 74 mln zł, a zysk netto 10 mln zł, ale to dane sprzed zakupu kolei na Jaworzynę Krynicką.

Prywatny właściciel oszacował pierwszy etap inwestycji na Kasprowym Wierchu i Gubałówce na 95–110 mln zł. – Docelowo inwestycje w infrastrukturę narciarsko-turystyczną wyniosłyby ok. 150 mln zł. Finansowanie ma pochodzić z kredytu i środków własnych – twierdzi Janusz Ryś, prezes PKL. W optymistycznym wariancie zakończą się w latach 2018–2019. Na Gubałówce PKL chce zbudować 3 km nowych naśnieżanych tras zjazdowych i kilka wyciągów krzesełkowych. W pierwszym etapie kosztowałoby to ok. 50 mln zł, a łącznie z budową ośrodka narciarskiego na szczycie – 100 mln zł.

Ukształtowanie stoku, bliskość Krupówek i piękny widok na Tatry powinny przyciągnąć narciarzy. Ale łatwo nie będzie, bo warunkiem jest zmiana planu zagospodarowania, uzyskanie zgód ponad 150 właścicieli na dzierżawę gruntów, a także wydanie przez samorząd decyzji administracyjnych. – W ramach konsultacji zbieramy deklaracje od właścicieli nieruchomości. Otrzymaliśmy dwa anonimowe sprzeciwy – usłyszeliśmy w PKL.

Na Kasprowym Wierchu spółka chce najpierw zamienić dwuosobowe krzesełka kolei na Goryczkową, które pochodzą z 1969 r., na czteroosobowe kanapy. W planach jest budowa m.in. instalacji dośnieżania. PKL zabiegają też o zgodę na wykorzystywanie pełnej przepustowości kolei w sezonie letnim, na co nie zgadzają się na razie władze Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Planowane inwestycje na Kasprowym wymagają uzyskania licznych zgód, np. TPN. Procedury potrwają ponad rok, a ich wynik jest niepewny.

PKL stoją na stanowisku, że po otwarciu nowych inwestycji narciarskich spółka wygeneruje dodatkowe przychody, a to doprowadzi do wzrostu jej wartości. Tu rodzi się problem. Renacjonalizacja PKL może odbyć się poprzez odkupienie. Rząd bierze pod uwagę, że nabywcą mogłaby być spółka Lasy Państwowe. – Takie rozwiązanie jest przez nas analizowane – potwierdza rzeczniczka MIB. – Skoro w MIB rozważany jest taki scenariusz, Skarbowi Państwa może zależeć na tym, by wartość spółki była jak najniższa. Obawiam się wstrzymywania inwestycji i dostrzegam potencjalny konflikt interesów – przyznaje prezes Ryś.

Resort twierdzi, że nie zamierza rozwoju spółki torpedować. Wiadomo jednak, że PiS od początku był przeciwnikiem sprzedaży PKL. Przeprowadziła ją w 2013 r. ekipa tzw. bankomatów sprowadzonych do PKP przez koalicję PO-PSL. Trzy lata temu PKL kupiła spółka Polskie Koleje Górskie, którą powołały cztery podhalańskie samorządy, m.in. Zakopane. Wzburzenie na Podhalu wywołało to, że faktycznie pieniądze wyłożył zagraniczny fundusz MEP, do którego należy dziś 99 proc. PKL.

Minister Andrzej Adamczyk powołał w lutym dwa zespoły, które mają zbadać umowy sprzedaży m.in. PKL. – Jeśli wątpliwości się potwierdzą, nie wykluczamy skierowania sprawy do Prokuratorii Generalnej – zapowiada Elżbieta Kisil.

– Proces prywatyzacji badały już prokuratura, ABW i NIK. Nie widzimy podstaw, żeby prawnie odwrócić proces sprzedaży – odpowiada Janusz Ryś.

Do 2018 r. fundusz MEP, który kupił PKL, zobowiązał się zainwestować w kolejki 70 mln zł. Spółka twierdzi, że wydatki już są większe. Wlicza do nich zakup 80 proc. akcji spółki Kolej Gondolowa Jaworzyna Krynicka i modernizację systemu odprawy pasażerów oraz sprzedaży biletów.