Kardynał mówił podczas homilii m.in. o roli przebaczenia, które odbudowuje w człowieku to wszystko, co popsuł on przez grzech - zarówno w wymiarze swojego indywidualnego życia, jak i w wymiarze życia społecznego. Nie ma nic straconego, wszystko można odbudować, jeżeli się otworzymy na miłosierdzie Boga. To co proponuje Kościół, a wyraża to najlepiej w roku miłosierdzia papież Franciszek, to jest przejść do konkretów - mówił.

Wskazał, że Bóg się cieszy, kiedy potrafimy używać nie tylko słowa "przebaczam", ale też słowa "przepraszam", którego - zdaniem kardynała - używamy ewidentnie za rzadko. Ten Bóg pragnie, abyśmy i my byli miłosierni, także dla naszych braci i sióstr - mówił. Zaznaczył, że dlatego trzeba iść drogą konkretnego miłosierdzia. Tłumaczył, że papież Franciszek właśnie nawiązuje do tego, żebyśmy nie byli ogólnikowi i miłosierni tylko w słowach, ale żebyśmy byli konkretnie miłosierni. Zwrócił uwagę, ze Chrystus zadaje nam m.in. pytanie, czy jesteśmy dość konkretni wobec ludzi potrzebujących, biednych, dotkniętych przez życie. Wielkanoc nie dzieje się obok naszych problemów, obok naszego życia, one są i muszą pozostać w środku Paschy Pana - mówił kardynał.

Zaznaczył, ze uroczystość zmartwychwstania Chrystusa jest największą w roku kościelnym, a jednocześnie zmartwychwstanie Jezusa wpisuje się w konkretne, zmieniające się konteksty. Często mówimy, może nawet za często mówimy, że żyjemy w trudnych czasach. Ale myślę, że w jakimś sensie w tym roku można by to nasze mówienie (...) usprawiedliwić - powiedział Nycz.

Jego zdaniem kontekst tegorocznych Świąt przynosi wiele momentów, nad którymi niewątpliwie trzeba się pochylić. Pascha Pana dokonuje się i musi się dokonywać w naszym życiu i naszym otoczeniu. Rzeczywiście ten czas, w który się wpisuje Wielkanoc roku 2016, to czas konfliktów w świecie, trwających wojen, ginących ludzi, to czas terroryzmu, który przenika cały współczesny świat i niestety zaczyna być coraz bliżej nas. Ten kontekst, to jest także lęk przed czymś nieokreślonym, ale czasem zupełnie konkretny strach i po ludzku to rozumiemy. Ale ten kontekst, to jest także szukanie mądrych, roztropnych, bezpiecznych dla kraju, dla ludzi rozwiązań. Ale rozwiązań takich, które nie byłyby obok Ewangelii, albo które nie byłyby - nie daj Boże - wbrew Ewangelii - podkreślił.

Bo kiedy coraz częściej słyszymy z ust poważnych ludzi, poważnych komentatorów, słowa, że papież Franciszek przesadza w tym upominaniu się o uchodźców, to już jest bardzo źle. Ale naprawdę bardzo źle będzie wtedy, kiedy powiemy, że Ewangelia i Chrystus w Ewangelii jest przeciw temu, z czym my się musimy borykać (...). Jeżeli do tego dodamy te wszystkie nasze ludzkie podziały, które przechodzą przez rodziny, przez ludzi w pracy, którzy najczęściej w tych czasach zawieszają rozmowy na pewne tematy, bo nie chcą się denerwować, jeżeli to wszystko dodamy, to mamy prawo usprawiedliwić to, że ludzie przychodzą, tak jak przychodzili uczniowie, jak przychodzili faryzeusze do Jezusa i pytali go o znak - mówił kardynał.

Według niego znakiem tym jest Jezus Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały; jest znakiem na wszystkie czasy, także na te nasze trudne. Nycz podkreślił, że zmartwychwstanie, zaufanie do Jezusa i pokój, który on przynosi są odpowiedzią Kościoła na pytania, z którymi się ludzie dziś do Kościoła zwracają, pytania dotyczące spraw, którymi żyją ludzie i Polska. Ludzie ciągle walczą o pokój zapominając o tym, że pokój trzeba budować najpierw w sobie, w swoim sercu, w swoim otoczeniu, że o pokój trzeba się modlić i prosić, bo pokój jest wielkim darem Chrystusa zmartwychwstałego - mówił kardynał.

Dodał, że odpowiedzią Kościoła jest też jedność uczniów Chrystusa. Taka jedność, która pozwala wspólnie pracować, wspólnie się troszczyć o rodzinę, wspólnie się troszczyć o szkołę, o uczelnię, o miejsce pracy, wspólnie się troszczyć i współpracować przy szukaniu tego wszystkiego, co stanowi dobro wspólne, wspólnie się troszczyć w jedności o naszą ojczyznę - Polskę - tłumaczył kardynał.