Kiedy politycy Prawa i Sprawiedliwości mówią, że Polska ma się stać krajem „poważnym, szanowanym i posiadającym własne zdanie”, w języku geopolityki oznacza to zapewne, że powinna się stać mocarstwem regionalnym lub potęgą średniego kalibru (ang. middle power). Te aspiracje trafnie odzwierciedlają potencjał ekonomiczny i demograficzny Polski. Mamy 38 milionów mieszkańców i silną – 22. w świecie – gospodarkę. Wydajemy coraz więcej na obronność (19. miejsce w świecie). To wszystko daje nam możliwość realizacji ambicji. Jednak potęga średniej wielkości nie może ograniczyć swojej aktywności do własnego podwórka, czyli do Europy Środkowej. Musi wypłynąć w rejs dokoła świata.

My śnimy o potędze, a świat coraz szybciej się zmienia. Mocarstwa niezachodnie zyskują na sile i znaczeniu. Ten proces trwa od kilku dekad. Świat XXI wieku będzie prawdopodobnie bardziej wielobiegunowy niż dziś. Europa będzie bardziej powiązania ze światem. W obu kontekstach – europejskim i globalnym – kluczowe znaczenie dla Polski ma zdolność do budowania i kształtowania korzystnych relacji ze światem islamu. Problem w tym, że najpoważniejsze wyzwanie tkwi w nas. To bardzo negatywny stosunek do muzułmanów. Zarówno społeczeństwa, jak i elit. Jego przezwyciężenie jest trudne, gdyż opiera się na mitach, stereotypach i przesądach głęboko zakorzenionych w naszym światopoglądzie.

Strach ma wielkie oczy

Kryzys uchodźców, zamachy terrorystyczne w Brukseli i Paryżu oraz sylwestrowe ataki seksualne w Niemczech wzmogły niechęć Polaków wobec muzułmanów. W prorządowych mediach, w wypowiedziach polityków rożnych opcji oraz prawicowych intelektualistów muzułmanie to jednolita masa, kompletnie odmienna kulturowo i stanowiąca śmiertelne zagrożenie dla Zachodu. Badania opinii publicznej nie pozostawiają złudzeń. Polacy postrzegają muzułmanów jako terrorystów, gwałcicieli i przestępców, co ma być częścią ich kodu kulturowego. Jesienne demonstracje na ulicach polskich miast, skierowane przeciw muzułmanom, zgromadziły łącznie sto kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Były jednymi z największych w historii demokratycznej Polski. Proporcjonalnie były znacznie większe niż demonstracje antymuzułmańskie w Niemczech. A przypomnijmy, że to do naszego zachodniego sąsiada w 2015 r. dotarło milion uchodźców. Do Polski – garstka.

Internauci głoszą poglądy powszechnie uznawane za mowę nienawiści, karalne jako wzywanie do użycia przemocy. I wcale nie dbają o anonimowość. Wielu polityków i publicystów uległo powszechnej histerii. Inni cynicznie wykorzystali ją do podgrzewania nastrojów. Według części mediów kryzys uchodźców jest w rzeczywistości dokonaną przez Państwo Islamskie inwazją na Europę. Jarosław Kaczyński wskazał na uchodźców jako źródło zagrożeń dla zdrowia i bezpieczeństwa Polaków oraz jako nosicieli niebezpiecznych „chorób i skorupiaków”, które mogą wywołać epidemie.

Co gorsza, ta antyislamska narracja ma się stać oficjalną częścią naszej polityki historycznej. Prawica dąży do budowy tożsamości Polski jako przedmurza chrześcijaństwa. Prezydent Duda zapowiedział ofensywną politykę historyczną w kraju i za granicą, promującą wizję Polski, która ocaliła cywilizację europejską pod Wiedniem w 1683 r. Ten mit odsieczy wystarczy na Grupę Wyszehradzką, jednak jest szkodliwy, jeśli jako mocarstwo regionalne z prawdziwego zdarzenia wyruszymy poza Europę.

Nowy porządek świata

Znaczenie islamu na arenie globalnej oraz w Unii Europejskiej wynika z demografii. Muzułmanie w najbliższych dekadach staną się najliczniejszą wspólnotą religijną świata. Już dzisiaj stanowią znaczną część mieszkańców kluczowych krajów (Indie, Francja, Rosja, Nigeria, Etiopia) oraz większość mieszkańców strategicznych regionów (np. chiński Sinciang). W konsekwencji sytuacja we wspólnocie muzułmańskiej będzie miała znaczenie nie tylko dla niej samej, ale także dla państw nieislamskich. Wpłynie też na globalny układ sił.

Jakie ma być miejsce Polski w tej układance? Jesteśmy w Unii Europejskiej państwem najbardziej podobnym do wyłaniających się potęg średniej wielkości. Świat XXI wieku może być bardziej „płaski”, niż sądził amerykański publicysta Thomas Friedman. Znakiem firmowym tego świata będą nie tylko Chiny czy Indie, ale także mocarstwa średniej wielkości – państwa podobne do Polski pod względem potencjału. Do globalnej klasy średniej zalicza się już dziś kilkanaście państw, które ze względu na istotne wpływy w strategicznych regionach świata, odgrywają rolę „języczka u wagi” w globalnych rozgrywkach. Wszystkie te państwa znajdują się poza Europą. Oprócz Polski. Co ważniejsze, islam jest dominującą religią w zdecydowanej większości potęg średniego kalibru, szczególnie tych położonych w sąsiedztwie Europy.

Niestety, przyszłość wspólnoty muzułmańskiej nie wygląda najlepiej. Cywilizacja islamu jest bowiem tak bardzo zróżnicowaną i skłóconą wewnętrznie wspólnotą religijną na świecie, że trudno mówić o... jednej cywilizacji. Toczą się tam niemal wszystkie z 10 najkrwawszych konfliktów zbrojnych. Szczególnie niestabilny jest tzw. Szeroki Bliski Wschód, gdzie rywalizacja mocarstw muzułmańskich jest najbardziej intensywna. Angażuje ona inne potęgi, w tym Rosję, Chiny, USA i głównych europejskich aktorów. Nie przypadkiem Polska od wielu lat jest bardzo zaangażowana militarnie właśnie w świecie islamu. To w krajach muzułmańskich lub zamieszkanych przez liczne mniejszości muzułmańskie działała większość misji zagranicznych armii polskiej zrealizowanych od 1989 r. Przez największe z nich, w Afganistanie i Iraku, przeszło ponad 45 tys. żołnierzy. Zdobyte wówczas doświadczenie bojowe oraz w zakresie współpracy z sojusznikami pozostaje bezcenne dla polskich sił zbrojnych. A jednak w Polsce mówi się przede wszystkim o kosztach finansowych tych „egzotycznych ekspedycji”, jak je nazywają polscy politycy, nie zaś o wynikających z nich korzyściach.

Nowa ekipa rządząca Polską utrzymała tak zwaną doktrynę Komorowskiego, z podejściem „nasza chata z kraja”. Wciąż nie rozumiemy, że Eurazja stanowi jedną – choć głęboko zróżnicowaną – przestrzeń geopolityczną, zaś pojęcie „obszar poradziecki” odchodzi do lamusa. Choć Rosja gra na kilku fortepianach wzdłuż granic NATO, od Arktyki do Syrię, my wciąż dostrzegamy tylko jeden z nich – Europę Wschodnią. Brakuje nam także świadomości, że dla USA będziemy ważnym strategicznym partnerem tylko wtedy, gdy zainteresujemy się ponownie Bliskim Wschodem.

Gospodarka, głupcze!

Naszą ekspansję gospodarczą poza Europę musimy mierzyć podług sił, nie zamiarów. Nie startować od zera, ale wybrać te miejsca, w których mamy doświadczenie. Jak właśnie kraje muzułmańskie. Już dziś na liście polskich eksporterów w pierwszej dziesiątce krajów pozaeuropejskich aż cztery miejsca zajmują takie państwa, w tym dwa są w pierwszej piątce (Turcja i Zjednoczone Emiraty Arabskie). Naszym najważniejszym partnerem ekonomicznym w świecie islamu jest Turcja. Gospodarczo ma dla nas zbliżone znaczenie, jak Austria. Poza Unią Europejską istotniejszymi rynkami są dla nas tylko Rosja i Stany Zjednoczone. Zarazem Polska od lat jest uznawana przez władze tureckie za rynek strategiczny. Taki status ma tylko 17 państw na świecie. W Unii Europejskiej, oprócz Polski, Turcja przyznała go niedawno jedynie Rumunii. Na takie traktowanie nie możemy liczyć ze strony największych pozaeuropejskich gospodarek światowych, jak Chiny czy Indie.

W najbliższych dekadach muzułmańskie średniaki będą rozwijać się w szybkim tempie. Według prognoz PricewaterhouseCoopers w 2050 r. czwartą gospodarką świata będzie Indonezja, a Arabia Saudyjska czy Turcja staną się gospodarkami wielkości Francji czy Wielkiej Brytanii. Niektóre z krajów islamskich mogą stanowić źródło finansowego wzmocnienia polskiego rynku kapitałowego. Zamożność surowcowa wielu z nich idzie w parze z wielkimi oszczędnościami. Sama Rada Współpracy Zatoki Perskiej ma odłożone około 3,7 biliona dolarów amerykańskich. To największe w świecie oszczędności, tuż po chińskich. A jednocześnie równowartość siedmiu polskich gospodarek. Jest jeszcze bezpieczeństwo energetyczne. Borykamy się z dominującą rolą Rosji jako kluczowego dostawcy gazu i ropy, a możemy odnieść istotne korzyści ze współpracy z krajami muzułmańskimi, które dysponują zdecydowaną większością światowych złóż tych surowców.

Euroislam

Relacje państw Unii Europejskiej ze światem islamu będą odgrywały kluczową rolę w kontekście przyszłości samej Unii. Zarówno z powodu potencjału demograficznego i ekonomicznego, jak i coraz liczniejszej diaspory muzułmańskiej, żyjącej w Europie. Wśród unijnych elit coraz częściej polscy politycy będą spotykać wyznawców islamu. Negatywny obraz muzułmanów w tym nie pomoże. Wielu Polaków nie dostrzega, że muzułmanie są już naszymi, zakorzenionymi w swoich krajach, współobywatelami w granicach Unii Europejskiej. Większa część sympatyków i członków PiS ze zdziwieniem przyjmie fakt, że muzułmaninem jest Syed Kamall, brytyjski konserwatysta i lider frakcji w Parlamencie Europejskim, do której należy ich partia. To właśnie on bronił rządu polskiego podczas styczniowej debaty w Parlamencie Europejskim. Nie jest wyjątkiem wśród torysów. Gwiazdą rządu Camerona jest Sajid Javid, zwany brytyjskim Obamą. Media brytyjskie i sam Cameron wymieniają go jako jednego z najważniejszych kandydatów na następcę szefa Partii Konserwatywnej i przyszłego premiera Wielkiej Brytanii. Już wkrótce burmistrzem Londynu, największego miasta w Unii Europejskiej, zostanie prawdopodobnie muzułmanin Sadik Khan, który prowadzi w sondażach wyborczych.

Także w Niemczech od 2008 r. kilkukrotnie wzrosła liczba polityków pochodzenia muzułmańskiego. Są w Bundestagu, parlamentach landowych i ścisłym kierownictwie partii politycznych oraz na stanowiskach ministerialnych. Większość tych nowych elit niemieckich muzułmanów stanowią, wbrew stereotypowi, kobiety.

W Polsce, przerażonej terroryzmem islamskim i płonącą Brukselą, nic się o tym procesie integracji politycznej nie mówi. Nie zauważa się niemieckich Turków żyjących tuż za miedzą, którzy nigdy nie zorganizowali żadnego zamachu terrorystycznego czy zamieszek na przedmieściach. Nigdy nie wygwizdali na meczu niemieckiego hymnu.

Jeśli polscy politycy będą się prześcigać w antyislamskich filipikach, to trudniej nam będzie współpracować z establishmentem europejskim. Co więcej, w Polsce jest nieobecna refleksja nad pozytywnymi aspektami integracji społeczności muzułmańskiej. Choćby taka, że w Niemczech politycy o korzeniach tureckich są mniej podatni na czar Rosji niż niemiecki polityczny mainstream. Najwięcej proporcjonalnie spotkamy ich u Zielonych, najbardziej krytycznej wobec Rosji partii niemieckiej. Lider tej partii, Cem Ozdemir, jest wymieniany jako poważny kandydat na szefa MSZ. Krytyczny stosunek do Rosji ma źródło w jego korzeniach z Kaukazu, gdzie Rosja nieraz popełniała ludobójstwo na miejscowych muzułmanach.

Dziś Europa poszukuje pozytywnych doświadczeń historycznych, które mogłyby służyć jako źródło inspiracji dla dalszej integracji muzułmanów. Paradoksalnie to właśnie Polacy mają do zaoferowania oryginalną tradycję koegzystencji z muzułmanami i wzajemnego pozytywnego oddziaływania. Stylizując się na przedmurze chrześcijaństwa, odcinamy się od istotnej części swojej historii i kultywujemy mit, który ma bardzo wątpliwe umocowanie w naszych dziejach. A przecież sarmatyzmu (najbardziej polskiego i oryginalnego nurtu w naszej kulturze, sprowadzanego dziś niesłusznie wyłącznie do kontrreformacyjnego katolicyzmu) nie można sobie wyobrazić bez intensywnych kontaktów z muzułmańskim Orientem.

Islam w Eurazji

Przyszłość Polski będzie w dużej mierze determinować stabilność – lub jej brak – w obszarze poradzieckim. Ale dziś trzeba definiować i postrzegać ten obszar znacznie szerzej. Jako przestrzeń eurazjatycką. Termin „przestrzeń poradziecka” jest anachronizmem i nie uwzględnia już dzisiejszych powiązań pomiędzy „obszarem poradzieckim” a jego sąsiedztwem. Szczególnie dotyczy to Bliskiego i Środkowego Wschodu. W przestrzeni poradzieckiej, m.in. w Rosji, udział procentowy muzułmanów wzrośnie wyraźnie w najbliższych dekadach. Już niedługo ich liczba będzie niewiele mniejsza niż etnicznych Rosjan. W zachodniej Eurazji kluczowe znaczenie dla Polski mają relacje z Arabią Saudyjską, Iranem i Turcją. Ich polityka wpływa istotnie na cały obszar. Jedną z przyczyn recesji w Rosji jest polityka dumpingowania cen ropy przez Saudów. Ewentualna liberalizacja reżimu w Teheranie i jego zbliżenie z Zachodem może wywrzeć istotny wpływ na układ sił w Eurazji i na rynek energetyczny. Turcja ma największe wpływy ze wspomnianych mocarstw w basenach mórz Czarnego i Kaspijskiego stających się areną intensywnej rywalizacji Ankary z Moskwą.

Nasza polityka historyczna, która jest oparta na odsieczy wiedeńskiej i wizji Polski jako przedmurza chrześcijaństwa, zamiast łączyć, niepotrzebnie różni nas z Turcją i Tatarami krymskimi, a pośrednio – także z Ukrainą. Ta ostatnia, co w Polsce dostrzega niewielu, głęboko przewartościowała ocenę relacji historycznych z Tatarami krymskimi. A przecież od XVIII w. Polacy mieli wielki wkład w modernizację muzułmańskich ludów turkijskich, od Turków po Kazachów. Zamiast dziedzictwa kolonialnego Polska może się pochwalić ideą prometejską, czyli wsparcia walki o niepodległość wyznawców islamu z Kaukazu, Powołża czy Azji Centralnej.

Jesteśmy najbardziej predestynowani do uderzenia w najczulszy punkt imperialnej narracji historycznej Rosji, czyli w mit Matuszki Rosiji jako raju, w którym od wieków różne narody i religie żyją w harmonii, oraz wizji Rosjan jako nosicieli cywilizacji w Wielki Step i na Kaukaz. W rzeczywistości nierzadko misja cywilizacyjna Rosji opierała się na potwornym cierpieniu, włącznie z ludobójstwem, muzułmanów. Te fakty nie pasują do dominującego w Polsce obrazu muzułmanów jako „odwiecznych” oprawców i chrześcijan jako ofiar.

Z żadnym kręgiem kulturowym poza Europą Polska nie ma tak długotrwałych, rozwiniętych i wielowymiarowych relacji, jakie ma ze światem islamu. Jednak żadnej wspólnoty religijnej nie boimy się tak irracjonalnie jak muzułmańskiej. Sami przyprawiliśmy sobie gębę islamofoba. Na własne życzenie marginalizujemy się w wielkiej grze mocarstw. Histeryczny strach i nienawiść do kilku tysięcy uchodźców muzułmanów, którzy i tak prawdopodobnie nie trafią do Polski, zmusza do zadania fundamentalnego pytania: o siłę naszej tożsamości. Mocarstwo regionalne nie może mieć tak słabego ego. ©?

Artykuł opiera się na raporcie „Polska, Islam, Europa. Pomost czy przedmurze?”, który został opublikowany przez think thank WiseEuropa