Po telefonie z pogróżkami pod adresem prezydenta i jego rodziny, Biuro Ochrony Rządu "przystępuje do realizacji procedur, a wraz z nimi szczególnego zabezpieczenia ochranianych osób". Wywozi więc przebywającą wtedy w Krakowie Kingę Dudę, córkę prezydenta Andrzeja Dudy, do schronu. Spędza w nim pół dnia – wraca, kiedy służby mają pewność, że zagrożenie minęło. Miała mieć o to, jak podaje Fakt.pl, żal do ojca.

"Wśród urzędników pojawiło się więc typowe zjawisko: >>nie wkurzać szefa<<. To być może dlatego, gdy w pierwszych dniach marca uznali, że pogróżki są mało realne, po prostu je zlekceważyli", dodaje Fakt.pl.

2 marca do Kancelarii Prezydenta zadzwonił mężczyzna z ostrzeżeniem o zamachu planowanym na Andrzeja Dudę. BOR informację o tym telefonie dostał jednak dwa dni później, już po wypadku prezydenckiej limuzyny na A4.