Dlaczego taka opcja staje się coraz bardziej realna? Wpierw trzeba przypomnieć cały łańcuch zdarzeń, który do tego doprowadził.

Wszystko zaczęło się na warszawskim Bemowie. Konflikt o to, kto powinien zasiadać w zarządzie dzielnicy, ciągnie się już od wielu miesięcy. Stołecznemu ratuszowi nie spodobało się wybranie na przewodniczącego rady dzielnicy byłego burmistrza Bemowa i jednocześnie byłego wiceprezydenta stolicy Jarosława Dąbrowskiego. Hanna Gronkiewicz-Waltz straciła do niego zaufanie w związku z licznymi nieprawidłowościami, do których miało dochodzić w bemowskim urzędzie kierowanym wcześniej przez Dąbrowskiego. Czarę goryczy przelało wybranie na nowego burmistrza dzielnicy Krzysztofa Zygrzaka, byłego współpracownika Dąbrowskiego. Prezydent miasta powołała więc zarząd komisaryczny, na czele którego stanął Marek Lipiński, do dziś szefujący urzędowi dzielnicy.

Karuzela z uchwałami

Sytuacja szybko stała się jednak skomplikowana i miejscami wręcz kuriozalna. Odwołany Krzysztof Zygrzak nie zgadzał się z działaniem ratusza. I zaskarżał kolejne uchwały rady miasta dotyczące władz Bemowa.

Jedna z nich dotyczyła uchwały rady miasta, w której stwierdzono nieważność wyboru Zygrzaka na burmistrza dzielnicy. Dopatrzono się, że brakuje podpisanego protokołu z sesji rady, na której odwołano i po chwili powołano burmistrza (chodziło o to, by w ten sposób potwierdzić jego poparcie wśród radnych). Przedłożono jedynie stenogram i plan - za mało, by uznać sesję za odbytą). Sam zainteresowany zaskarżył uchwałę w sądzie, jednak ten nie przyznał mu racji.

Potem jednak, we wrześniu ubiegłego roku, stołeczni radni przyjęli kolejną uchwałę, która miała poprawić formalne niedociągnięcia wcześniejszej uchwały odwołującej zarząd dzielnicy. Radni zorientowali się bowiem, że nie mogli unieważnić wyboru burmistrza, bo im samym zabrakło dokumentów, m.in. oświadczenia Krzysztofa Zygrzaka o jego rezygnacji.

W marcu br. Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA), rozpatrując skargę Zygrzaka na wrześniową uchwałę radnych, tym razem przyznał mu rację, gdyż prawo unieważniania uchwał ma tylko wojewoda. Sam Zygrzak uznał, że wyrok WSA unieważnia uchwały ratusza z września, a te wcześniejsze nie obowiązują, gdyż są obarczone wadą prawną (w końcu sam ratusz chciał je poprawiać). Jego zdaniem to oznacza, że nadal jest burmistrzem.

Niepewna sytuacja pani prezydent

Szybko postawił władzom miasta ultimatum. „Dla uniknięcia dalszych kompromitujących stołeczny samorząd sytuacji związanych z koegzystencją Zarządu Dzielnicy Bemowo z Prezydentem m.st. Warszawy, proszę o pani udział w jednym z najbliższych posiedzeń Zarządu Dzielnicy, które zostanie zwołane w uzgodnionym terminie, celem ustalenia cywilizowanych i z zgodnych z obowiązującym prawem zasad współpracy na linii Dzielnica Bemowo - m.st Warszawa” - stwierdził w piśmie przesłanym do ratusza.

Pismo to na Twitterze opublikował Piotr Guział, bezpartyjny miejski radny i były burmistrz Ursynowa, który wsławił się zainicjowaniem referendum odwołującego prezydent stolicy w 2013 r. (ostatecznie obroniła stanowisko). Wiadomość opatrzył komentarzem: „Hanna Gronkiewicz-Waltz złamała prawo nie uznając wyboru władz Bemowa. Tak stwierdził sąd! Wojewoda może wygasić mandat Prezydenta”.

Jego zdaniem podstawą do tego jest art. 96 ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym. Zgodnie z nim, jeśli zarząd gminy dopuszcza się „powtarzającego naruszenia konstytucji lub ustaw” wojewoda może podjąć działania prowadzące do jego rozwiązania.

Zapytaliśmy mazowiecki urząd wojewódzki, co zamierza zrobić w tej sytuacji, a przede wszystkim - czy rzeczywiście planuje wygasić mandat prezydent stolicy. W odpowiedzi urząd nie zaprzecza w sposób jednoznaczny. - Zgodnie z obowiązującymi przepisami do odwołania wójta, burmistrza lub prezydenta uprawniony jest Prezes Rady Ministrów. Wojewoda jest jedynie wnioskodawcą. Jeżeli będzie to konieczne i zasadne, wówczas skorzysta z odpowiednich uprawnień pozostających w kompetencjach wojewody - odpowiedział nam zespół prasowy wojewody mazowieckiego.

Co na to wszystko przedstawiciele stołecznego ratusza? - W żaden sposób ten wyrok nie może być podstawą do wszczynania procedury nadzorczej przez wojewodę - ucina dyskusję Bartosz Milczarczyk, rzecznik pani prezydent. Jak dodaje, sąd wcale nie zajmował się tym, kto jest burmistrzem Bemowa. - Zajmował się tylko trybem, w jakim podjęta została uchwała. Obecny zarząd funkcjonuje na mocy decyzji prezydent po tym jak przez kolejnych 30 dni rada dzielnicy nie wybrała zarządu dzielnicy - wskazuje. Jak podkreśla urząd miasta, wyrok sądu jest i tak nieprawomocny i należy poczekać na dalsze rozstrzygnięcia.