Sąd uznał, iż sprawca działał z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia i ze szczególnym okrucieństwem. Dodatkowym zaostrzeniem kary jest to, iż skazany będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po 20 latach. Ma też odbyć terapię z uzależnienia od alkoholu.

Wyrok nie jest prawomocny, obrona zapowiada apelację. Prokuratura chciała takiej kary, jaką orzekł sąd.

Do tragedii doszło 3 sierpnia ubiegłego roku. Według aktu oskarżenia, stało się to wczesnym rankiem w łazience, gdy kobieta kąpała się, przygotowując się do wyjścia do pracy. Jej mąż wszedł tam z butelką benzyny, oblał żonę łatwopalną substancją, wzniecił ogień używając zapalniczki i uciekł. Zatrzymany został po kilku dniach.

44-letni mężczyzna miał już wtedy na koncie wyrok (w zawieszeniu) za znęcanie się nad żoną, trwało kolejne takie postępowanie co groziło odwieszeniem kary. Gdy doszło do tragedii, trwało też postępowanie rozwodowe, jak również o pozbawienie go praw rodzicielskich wobec nastoletniego syna.

Mężczyzna ma problemy z alkoholem, był na leczeniu odwykowym, ale go nie zakończył. Sąd przyjął, że to właśnie alkoholizm oskarżonego był podłożem tragedii tej rodziny.

Sąd: Oskarżony wiedział, co robi

Uzasadniając wyrok sędzia Marzenna Roleder mówiła, że kluczową kwestią było ustalenie, dlaczego oskarżony zrobił to, co zrobił i co chciał osiągnąć.

Przypomniała, że Tomasz S. przyznał się, ale nie do zabójstwa, a jedynie do spowodowania obrażeń. Oceniając motyw i zamiar, sąd analizował stan psychiczny oskarżonego, któremu groziło odwieszenie wyroku za znęcanie się, a nawet jeśli nie, to co najmniej wyprowadzka z domu żony po zakończeniu sprawy rozwodowej. Do tego był chorobliwie zazdrosny, podejrzewał żonę o zdradę.

- Te wszystkie okoliczności stały się przyczyną tego, co zrobił oskarżony 3 sierpnia 2015 roku wcześnie rano (…) I sąd twierdzi, że było to działanie z chęci pozbawienia życia żony. Sąd widzi zamiar (bezpośredni) zabójstwa - mówiła sędzia Roleder.

Dodała, że to właśnie żonę oskarżony obwiniał o swoją sytuację, czyli o to, że był karany za znęcanie, groził mu rozwód, był na leczeniu z alkoholizmu.

Sąd przyjął, że sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem. - Wiedział, że taka śmierć (przez podpalenie) nie następuje natychmiast. Taka śmierć następuje po okrutnym bólu i po jakimś okresie czasu - mówiła sędzia Roleder dodając, że zamiarem sprawcy było "przysporzenie cierpień" ofierze.

Obrona: Miał urojenia po alkoholu

Sąd odrzucił wszystkie argumenty obrony, m.in. takie, że oskarżony miał po alkoholu urojenia, iż żona go zdradza i to motywowało jego agresywne działanie wobec niej. Adwokat przekonywał też w swojej mowie końcowej, iż nie było zamiaru bezpośredniego zabójstwa a co najwyżej ewentualny, a sprawca chciał żonę jedynie nastraszyć i oszpecić.

25 lat więzienia, to w tym wypadku kara sprawiedliwa - uzasadniał sąd. Jako okoliczność łagodzącą wziął pod uwagę przyznanie się sprawcy i wyrażenie przez niego skruchy. Ocenił też, że Tomasza S. nie można uznać za osobę, wobec której nie ma już żadnych pozytywnych rokowań na przyszłość.

- Jakąś przyszłość oskarżony ma, ale nie jest to na pewno bliska przyszłość - powiedziała sędzia Roleder. Dlatego sąd zdecydował, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie Tomasz S. będzie się mógł ubiegać najwcześniej po 20 latach.