Duża konferencja o bezpieczeństwie cybernetycznym. Jedna ze współorganizatorek przedstawia niespełna 40-letniego wojskowego. – To pan komandor, nasza podpora przy przygotowaniu raportu z rekomendacjami dla NATO – mówi. – Ależ jaka podpora. Ja nic prawie nie zrobiłem – wojskowy, z medalami na piersi i wysokim stopniem oficerskim, do tego niewątpliwie ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa, reaguje zakłopotaniem niczym pensjonarka.

Jeden z wydawniczych hitów 2015 r. w literaturze faktu. Książka nagradzana i doceniana przez czytelników. – Świetnie się ją czytało. Gratuluję – rozmawiam z autorką.

– Dziękuję, chyba rzeczywiście mi się udała – odpowiada.

– Jak to udała? Przecież to było od groma ciężkiej, reporterskiej pracy – dziwię się.

– Ale jakoś tak nie spodziewałam się, że tak wyjdzie – niemalże tłumaczy się autorka.

Nad niedzielnym obiadem wzdycham.

– Mamo, co ty dodałaś do tej wołowiny? Chyba zaraz pęknę z przejedzenia, taka jest pyszna.

– A tak jakoś mi wyszło – cieszy się, choć oczywiście się do tego nie przyzna.

Wymiana ciuchów z koleżankami. Jedna z dziewczyn, dziennikarka dużego dziennika, światowa, oczytana, z niezłym piórem, pewna siebie, o figurze w rozmiarze 34/36, komplementowana przez inne kobiety podczas przymierzania ubrań. – Oj nie, ja to mam taki strasznie duży i jeszcze opadający tyłek, coś strasznego. Żadne ubranie na mnie dobrze nie leży.

I to nie są jakieś odosobnione, wyjątkowe przykłady skromności. Raczej nasza polska norma. W końcu od małego mówi nam się, że skromność jest dobrą cechą charakteru. Uczy się tego dzieci. Wpaja im się, że trzeba być skromnym, że nie należy się przechwalać i nie należy zbyt głośno opowiadać o swoich sukcesach, zaletach i osiągnięciach.

– W polskim słowniku są aż dwa pejoratywne określenia dla chwalących się: samochwała i chwalipięta. To drugie zresztą sąsiaduje z innym o wiele mocniejszym określeniem – wymienia antropolog prof. Waldemar Kuligowski.

– ???

– Takim na „ch” składającym się z czterech liter.

– Ale chyba aż tak źle chwalenie się nie jest u nas oceniane?

– Aż tak nie, ale też nie jest to w najmniejszym stopniu zaleta. Wręcz przeciwnie. Gdy spojrzy się w poradniki dobrego wychowania – zarówno te z lat przedwojennych, jak i późniejsze (ja np. mam taki z lat 70.), w obu mocno się przebija, by dziecko wychowywać w skromności, by nie podkreślało swoich zalet, dokonań, by się nie wywyższało. I tak właściwie mamy do dziś. Mądrość ludowa rozpowszechnia powiedzonka w rodzaju: „Siedź w kącie, znajdą cię”, „Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje”, „Każda liszka swój ogon chwali”, „Dobrego chwalić nie trzeba, bo się samo chwali” itd., itp. – profesor Kuligowski wręcz sypie kolejnymi przykładami pochwały skromności. – Z jednej strony to świetnie, bo skromność naprawdę może być zaletą. Z drugiej strony brak umiejętności chwalenia i chwalenia się jest też wadą. A gdy dotyczy całej społeczności, jest to wada, która powoduje, że dla innych prezentujemy się nieciekawie. Sami o sobie nie potrafimy dobrze mówić. Ale kto to zrobi za nas? – rozkłada ręce antropolog.

CAŁY TEKST CZYTAJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU DGP >>>