- Chcemy utworzyć właściwe muzeum w Sobiborze - tak, jak ono powinno wyglądać - i żeby to miejsce wróciło do świadomości europejskiej, jako jedno z głównych miejsc zagłady – powiedział wiceminister kultury Jarosław Sellin, który uczestniczył w czwartek w Lublinie w konferencji poświęconej projektowi nowego upamiętnienia na terenie b. obozu zagłady w Sobiborze.

Sellin powiedział dziennikarzom, że prace mają się rozpocząć jeszcze w tym roku. - Jesteśmy zdeterminowani, żeby rozpocząć od właściwego ochronienia miejsca masowych grobów, bo dzisiaj te miejsca właściwie jeszcze chronione nie są – zaznaczył. Podkreślił, że będzie to robione "w zgodzie z zasadami, które obowiązują w judaizmie”, we współpracy z naczelnym rabinem Polski Michaelem Schudrichem oraz komisją rabinacką.

- Potem będziemy realizować projekt architektoniczny, którego koncepcja została przez międzynarodowy sąd konkursowy w tej sprawie przyjęta - dodał wiceminister.

Projekt utworzenia Muzeum – Miejsca Pamięci na terenie byłego obozu zagłady w Sobiborze to inicjatywa podjęta przez Polskę, Holandię, Izrael i Słowację we wrześniu 2008 r. Kierunki oraz zadania dla poszczególnych etapów projektu wytycza Grupa Sterująca złożona z przedstawicieli państw-uczestników projektu. Koncepcja architektoniczno-artystyczna nowego miejsca pamięci została wyłoniona w 2013 r., w drodze międzynarodowego konkursu.

Sellin przypomniał, że wszystkie miejsca zagłady europejskich Żydów naziści niemieccy wybudowali na terenie Polski, dlatego obowiązkiem państwa polskiego jest właściwa ochrona tych miejsc i właściwe upamiętnienie.

- To dotyczy również Sobiboru. To było miejsce przez lata troszkę zapomniane, troszkę na uboczu refleksji i badań. W ostatnich dziesięciu latach Sobibór staramy się pokazać światu. (…) To jest też miejsce, które dotyka wrażliwości wielu dzisiejszych państw Europy, na przykład Holendrzy to miejsce traktują jako największy cmentarz holenderski poza granicami Holandii - zaznaczył.

W styczniu podczas wizyty w Sobiborze minister kultury Rosji Władimir Miedinski zadeklarował chęć współpracy, w tym wsparcia finansowego, ze strony Rosji przy budowie nowego muzeum w Sobiborze. Przypomniał wtedy postać oficera Armii Czerwonej pochodzenia żydowskiego Aleksandra Peczerskiego, który był jednym z przywódców zbrojnego buntu, jaki wybuchł w obozie w październiku 1943 r.

Sellin powiedział, że doszło do wymiany korespondencji w tej sprawie. Jego zdaniem udział Rosji w tym przedsięwzięciu jest uzasadniony nie tylko ze względu na zaangażowanie żołnierzy Armii Czerwonej w powstaniu w Sobiborze, ale też dlatego, że mordowani tu byli Żydzi przywożeni ze wschodu Europy, w tym z Rosji.

- Wydaje się oczywiste, że (Rosjanie) powinni też mieć prawo uczestniczenia w tych pracach i o szczegółach będziemy rozmawiać, w jaki sposób można ich do tych wspólnych prac wprowadzić - podkreślił wiceminister.

Obóz zagłady "SS - Sonderkommando Sobibór" powstał w 1942 r. w ramach "Akcji Reinhardt", której celem była zagłada ludności żydowskiej. Na jego miejsce wybrano obszar położony wśród bagien i lasów, w pobliżu linii kolejowej Włodawa-Chełm, ok. 4 km od wsi Sobibór.

Liczba wszystkich ofiar obozu stanowi przedmiot dyskusji. Obecnie szacuje się, że od marca 1942 r. do października 1943 r. Niemcy wymordowali około 170 tys. Żydów. Wcześniejsze ustalenia historyków podawały, że ofiar było co najmniej 250 tys.

Ponad połowę zamordowanych w Sobiborze ludzi stanowili Żydzi z Polski, ale przywożono ich tu również z innych krajów Europy. W obozie tym zgładzono ok. 64 tys. Żydów z Holandii; ok. 24 tys. Żydów ze Słowacji, byli to też Żydzi z Francji, Czech, Niemiec. Więźniowie byli mordowani głównie w komorach gazowych, tuż po przywiezieniu do obozu.

14 października 1943 r. w obozie wybuchł zbrojny bunt. Zabitych wtedy zostało 11 esesmanów i kilku strażników ukraińskich. Podczas walk i na polach minowych otaczających obóz zginęło około 80 więźniów. Ponad 300 uciekło, ale wielu nich Niemcy schwytali w pościgu i rozstrzelali. Ostatecznie tylko około 50 uciekinierów dożyło do końca wojny.

Po powstaniu Niemcy postanowili zlikwidować obóz - baraki i komory gazowe zostały rozebrane, na terenie obozu posadzono las.

Po wojnie o obozie Sobiborze zapomniano na blisko 20 lat. Pierwsze inicjatywy upamiętnienia tego miejsca kaźni podjęto na początku lat 60. XX w.; w 1965 r. odsłonięto tu pomnik, który w pierwszej połowie lat 80.został przebudowany. W 1993 r. na terenie byłego obozu w Sobiborze utworzono niewielkie muzeum. W 2012 r. muzeum to stało się oddziałem Państwowego Muzeum na Majdanku w Lublinie.

Po obozie w Sobiborze zachowało się niewiele śladów i nieliczne dokumenty, m.in. dotyczące deportacji. Jednym z najważniejszych źródeł wiedzy o obozie i jego funkcjonowaniu są wspomnienia nielicznych ocalałych więźniów.

Od 2000 r. na terenie byłego obozu, prowadzone były cyklicznie prace archeologiczne. Znaleziono w sumie blisko tysiąc różnych przedmiotów – w tym wiele rzeczy należących do przywożonych tu ludzi m.in. klucze, naparstki, okulary, łyżki, papierośnice, maszynki do golenia.

Niektóre przedmioty mają widoczne znaki firmowe - np. talerz wyprodukowany w Holandii, fioletowa szklana buteleczka po perfumach francuskiej firmy – co wskazuje, skąd przywożeni byli ludzie do obozu. Znaleziono także przedmioty świadczące, że do obozu trafiały dzieci np. broszka z Myszką Miki, czy dwie metalowe zawieszki z nazwiskami i datami urodzenia dzieci z Amsterdamu - Lea Judith de la Penha, ur. 11 maja 1937 r. oraz Deddie Zak, ur. 23 lutego 1935 r.

Jesienią 2014 r. w wyniku prac archeologicznych odsłonięto fundamenty budynku, gdzie funkcjonowały komory gazowe. Pozostałości te będą - za pomocą przeszkleń - wyeksponowane w Muzeum - Miejscu Pamięci, które ma powstać w Sobiborze.