Piotr Kaczorek z Wydziału Komunikacji Społecznej CBA podkreślił, że takich grup w kraju mogło być więcej, a rolnicy w tych sprawach są poszkodowanymi przez oszustów, a nie wręczającymi łapówki, co jest przestępstwem. Dlatego CBA apeluje o zgłaszanie się do Biura z informacjami o podobnych przypadkach wymuszenia zapłaty za odstąpienie od przetargów - zaznaczył.

Wydział podał, że konińska prokuratura postawiła zarzuty oszustwa Krzysztofowi Z. i Ryszardowi R., którzy mieli w jednej z wielkopolskich miejscowości zażądać 20 tys. zł od uczestnika przetargu na blisko 40 ha gruntów rolnych w zamian za odstąpienie od udziału w licytacji.

Naczelnik Wydziału V Śledczego Prokuratury Okręgowej w Koninie prok. Krzysztof Szczesiak powiedział PAP, że do zatrzymania mężczyzn doszło w czwartek, 28 kwietnia.

Mężczyźni zostali zatrzymani zaraz po przetargu, na gorącym uczynku. Na chwilę obecną postawiono im zarzut oszustwa, za który podejrzanym może grozić kara do ośmiu lat pozbawienia wolności - podkreślił.

Dodał, że śledztwo jest wszczęte nie tylko w sprawie oszustwa, ale także o przestępstwo utrudniania i udaremniania przetargów.

Według CBA takie ich działania przy licytacjach na zakup lub dzierżawę ziemi trwały przynajmniej pół roku, obejmowały cały kraj i to pierwsze zatrzymania w tym śledztwie. Funkcjonariusze poznańskiej delegatury CBA znaleźli u zatrzymanych kilka tysięcy stron wydruków ogłoszeń o przetargach na sprzedaż lub dzierżawę nieruchomości oraz kilkaset dowodów wpłacenia wadium w przetargach oraz w licytacjach komorniczych nieruchomości i ruchomości np. samochodów.

Członkowie grupy uwiarygadniali się wpłacając wadium, a później pod presją utrudnienia przetargu – sztucznego podbijania ceny - żądali pieniędzy od najbardziej zainteresowanego ziemią w zamian za swoją rezygnację z udziału w licytacji - wyjaśnił Wydział.

Poszkodowanymi byli głównie rolnicy, którzy dotychczas dzierżawili wystawianą ponownie w przetargu ziemię lub ci, którym zależało na rozwinięciu gospodarstwa. Rolnicy, którym bardzo zależało na zakupie lub dzierżawie ziemi, wprowadzani w błąd przez oszustów, płacili im. Oszuści żądali jednorazowo nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych - podało CBA.

CBA sprawdza też, czy przez utrudnianie lub udaremnianie przetargów organizowanych przez Agencję Nieruchomości Rolnych nie doszło do strat Skarbu Państwa.

Rzecznik prasowy ANR Witold Strobel powiedział PAP w poniedziałek, że Agencja nie ma danych o możliwej skali takiego procederu. Zaznaczył, że szef ANR Waldemar Humięcki rozmawiał z szefem CBA Ernestem Bejdą m.in. by prosić o pomoc przy sprawdzeniu sygnałów na temat nieprawidłowości przy obrocie ziemią rolną.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że taki proceder w różnym zakresie miał miejsce, że te przetargi w przeszłości nie do końca były przejrzyste" - powiedział. Np. startowały w przetargu, takie osoby, co do których trudno przypuszczać, że dysponowały środkami wystarczającymi na zakup ziemi - tłumaczył. "Brakowało nam takich możliwości, jakie ma CBA, jeśli chodzi o sprawdzenie np. przepływów finansowych - dodał.

Zaznaczył, że m.in. z tych powodów obecny minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel pod koniec 2015 r. wstrzymał sprzedaż ziemi, a obecnie weszła w życie ustawa tego dotycząca. W wewnętrznych zasadach dzierżawy ziemi w ANR zapisano, że warunki takich przetargów uzgadniane są w poszczególnych oddziałach terenowych Agencji z organizacjami rolniczymi, a ich przedstawiciele wchodzą do komisji przetargowych, by zapewnić większą przejrzystość - podał.

W jego ocenie takie informacje - jak ta o nieprawidłowościach wykrytych przez CBA - potwierdzają słuszność decyzji o wstrzymaniu obrotu ziemią rolną.