W ramach protestu kilkadziesiąt osób zgromadziło się pod wrocławskim komisariatem. Zapalono znicze, wywieszono transparenty: "Igor nie zginął śmiercią naturalną" i "Zabiliście Igora". W stronę policjantów stojących przed wejściem do komisariatu poleciały wyzwiska, skandowano też "mordercy", wykrzykiwano, "żeby wasze dzieci tak samo ginęły”.

Jak donosi telewizja Polsat News w pewnym momencie sytuacja zrobiła się bardzo gorąca. – Jeden z policjantów miał przestawić znicz pozostawiony przez jedną z dziewczyn. Chwilę później w kierunku policjantów poleciały kamienie, race i petardy. Kilka osób zostało rannych. Zostały wezwane karetki pogotowia – informuje reporter Polsat News.

Jak wyjaśniali policjanci, Igor przypominał rysopisem osobę poszukiwaną za oszustwa. - Z racji tego, że stawiał opór i zachowywał się bardzo agresywnie, policjanci użyli paralizatora i przewieźli 25-latka do komisariatu - mówił Paweł Petrykowski z wrocławskiej policji.

- Moim zdaniem policja zrobiła więcej niż mogła. Zabiła mi brata. Gdy szedł na miasto, nie wyobrażał sobie, że niedługo będzie martwy - mówił zdenerwowany Iwo, brat Igora.

- Przyjechało do nas czterech policjantów, powiadomili nas, że na komisariacie była szamotanina i że syn nie żyje - mówił ojciec Igora.

W pewnym momencie, według wersji policji, mężczyzna nagle stracił przytomność. Wezwano pogotowie, ale mimo reanimacji zmarł. - Zatrzymali go o 7, a o 8 już był martwy. Policja poinformowała nas dopiero o 14. Nie wierzę, że umarł śmiercią naturalną - mówił brat zmarłego.

Jak informuje prokuratura, w wyniku sekcji zwłok biegły nie był wstanie wskazać przyczyny zgonu. - Konieczne jest wykonanie badań dodatkowych, w tym badań toksykologicznych - mówi Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.