Zamknięte dla mediów i osób postronnych spotkanie rozpoczęło się przed południem w siedzibie Prokuratury Krajowej. Jak dowiedziała się PAP, na sali było ponad 60 osób - zarówno bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej, jak i pełnomocników rodzin.

Przełożony zespołu prokuratorów zajmujących się śledztwem mówił w kwietniu, że w przypadku ok. 90 proc. ofiar katastrofy w dokumentacji medycznej stwierdzono "liczne nieprawidłowości". Zapewniał, że obecnie nie są ani przygotowywane, ani planowane ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej, a decyzja w sprawie ewentualnych ekshumacji będzie musiała być rozważona na późniejszym etapie.

Wnuk Anny Walentynowicz, Piotr Walentynowicz powiedział przed wtorkowymi rozmowami, że rodziny zostały zaproszone do prokuratury, by dowiedzieć się, co do tej pory uczyniono w śledztwie i jakie są plany prokuratorów. Taką informację dostaliśmy pisemnie - powiedział.

Zapowiedział, że ponowi wniosek o wydanie rodzinie Anny Walentynowicz materiału genetycznego zabezpieczonego podczas sekcji zwłok, by bliscy mogli zrobić badanie we własnym zakresie. To, że prokuratura wojskowa jest pewna, że znalazła babcię, to bardzo fajnie. Szkoda tylko, że my, rodzina nie jesteśmy co do tego przekonani - powiedział. Walentynowicz ocenił, że obecnie nie ma potrzeby przeprowadzania ekshumacji, a wystarczy skorzystać z tego, co już jest.

Wdowa po dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeju Błasiku, Ewa Błasik mówiła z kolei, że cieszy się, iż w śledztwie zaczyna się nowy rozdział. Zarzuciła śledczym, którzy wcześniej zajmowali się tą sprawą, że założyli z góry winę pilotów. Przekonywała też, że nie było żadnej presji na pilotów, lecących do Smoleńska.Nad grobem mojego męża stoję, ale nie wiem, czy tam jest mundur galowy, który przekazałam do Moskwy. Nie mam żadnego zaufania do tych sekcji wykonanych przez rosyjskich prokuratorów. Nie ufam Rosjanom - powiedziała pytana o ekshumację.

Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie, przypomniała, że wniosek o ekshumację ciała swego męża złożyła cztery i pół roku temu. Dodała, że ma teraz nadzieję, że to, czego zaniedbano tuż po 10 kwietnia 2010 r., mimo że wymagało tego prawo, zostanie naprawione.

Ta ekshumacja jest ważna dla mnie osobiście, dlatego że chciałbym wiedzieć, kto jest pochowany w naszym rodzinnym grobie i uważam, że mam święte prawo do tego, by zyskać taką pewność. Natomiast to, czy będzie to istotne ze względu na postępowanie prawne, dowodowe, to o tym się muszą wypowiedzieć fachowcy. Pamiętajmy, że minęło sześć lat i ten czas pracował na naszą niekorzyść - powiedziała Merta przed spotkaniem z prokuratorami.

Jak dodała, wyobraża sobie teraz dużo lepszą współpracę ze śledczymi. Ale przede wszystkim wyobrażam sobie, że nie będzie pracą na polityczne zlecenie, tylko pracą rzetelną i niezawisłą, bo to wszystko, z czym mieliśmy do czynienia przez te wszystkie lata, to wykonywanie woli politycznej wbrew temu, czego wymagało prawo - oceniła.

Wdowa po Rzeczniku Praw Obywatelskich Januszu Kochanowskim Ewa Kochanowska, pytana o ewentualne ekshumacje, zauważyła, że w momencie pochówku ciała przestają być własnością rodzin. Jeżeli prokuratura uzna konieczność takiej działalności, to rodziny nie mają wiele do powiedzenia. Należy się z tym pewnie pogodzić - powiedziała.

Pełnomocnik wdów po lotnikach, którzy zginęli pilotując Tu-154M, adw. Władysław Pociej powiedział dziennikarzom, że na dziś nie ma zgody jego klientów na plany śledczych dotyczące ekshumacji. Uważamy, że ta czynność procesowa nie przyniesie żadnego efektu dla postępowania, a tylko to mnie interesuje - powiedział. Zaznaczył, że jego klienci nie chcą wracać już do dnia katastrofy. Przecież dla tych ludzi to jest kolejny pogrzeb. Minęło sześć lat. Chcą mieć to już za sobą - powiedział. Dodał, że chciałby się dowiedzieć, co nowego będzie się działo w śledztwie i na czym polegają błędy, o których w kwietniu mówił prok. Marek Pasionek.

Jerzy Nowacki, wdowiec po b. wicepremier Izabeli Jarudze-Nowackiej powiedział, że na zapowiedzi ekshumacji zapatruje się fatalnie, bo są one bardzo przykrą rzeczą. W dodatku jestem przekonany, że nic nie wniosą - ocenił. Dodał, że sześć lat to zdecydowanie za długo jak na śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jak zapowiadała prokuratura, tematem spotkania jest m.in. aktualny stan postępowania oraz kwestie ewentualnych ekshumacji ciał ofiar katastrofy.

W początkach kwietnia - po sześciu latach - śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej przejęła od zlikwidowanej prokuratury wojskowej Prokuratura Krajowa; sprawa trafiła do zespołu ośmiu prokuratorów. Na jego czele stanął zastępca prokuratora generalnego prok. Marek Pasionek, kierownikiem zespołu został prok. Marek Kuczyński, zaś w jego skład wszedł m.in. dotychczasowy referent śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej ppłk Karol Kopczyk. Jednocześnie do PK przekazane zostały akta "będących w toku, zawieszonych i zakończonych postępowań" wyłączonych z głównego śledztwa lub z nim powiązanych.

W połowie kwietnia podczas konferencji prasowej prok. Pasionek, odnosząc się do całości śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej wskazywał, że nie da się określić jak długo może jeszcze potrwać to postępowanie.

Prokurator informował wtedy też, że jest planowane spotkanie prokuratorów z rodzinami ofiar katastrofy, podczas którego będą z nimi konsultowane m.in. kwestie ewentualnych ekshumacji. Wskazywał, że teoretycznie przeprowadzenie ekshumacji wbrew woli rodzin jest możliwe, ale zdaje sobie sprawę z delikatności sytuacji. Szereg rodzin znam i jestem w stanie w sposób czysto ludzki ten ból towarzyszący tym rodzinom zrozumieć - podkreślał.

Śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej zostało w marcu przedłużone do 10 października 2016 r. jeszcze przez prokuraturę wojskową. Kilkugodzinne spotkania prokuratorów z bliskimi ofiar katastrofy smoleńskiej były już organizowane na początkowym etapie śledztwa. W grudniu 2010 r. w takim spotkaniu - poza prokuratorami wojskowymi - uczestniczył ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie zginęło w niej 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, jego małżonka oraz wielu wysokich rangą urzędników państwowych i dowódców wojskowych. Prokuratura wojskowa postawiła zarzuty dwóm rosyjskim kontrolerom lotów ze Smoleńska (nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm wojskowym z rozwiązanego po katastrofie 36. pułku lotniczego. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podawała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego "czarnych skrzynek".