W ocenie Kamińskiego, 18 lipca br., czyli w dniu, w którym dojdzie do publicznego wysłuchania kandydatów na prezesa IPN, najprawdopodobniej zostanie wybrana osoba mająca objąć tę funkcję. Kandydaci wówczas odpowiedzą na pytania Kolegium IPN, które z kolei po dyskusji i tajnym głosowaniu podejmie uchwałę, kogo będzie rekomendować na to stanowisko parlamentowi. - Uchwała Kolegium IPN trafi wówczas do parlamentu. Na jej podstawie Sejm za zgodą Senatu będzie mógł podjąć zapewne ok. 20-21 lipca decyzję o powołaniu nowego prezesa IPN na pięcioletnią kadencję - powiedział Kamiński.

Obecnie - w chwili nadania depeszy PAP - jedynym oficjalnym kandydatem na prezesa IPN jest historyk i politolog Paweł Ukielski - obecny wiceprezes Instytutu, odpowiadający w nim m.in. za kontakty z zagranicą (wcześniej Ukielski był wicedyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego). Wśród potencjalnych kandydatów na szefa IPN wymienia się również takich historyków, jak dr Jarosław Szarek, prof. Krzysztof Szwagrzyk i senator PiS prof. Jan Żaryn.

Do czasu wyboru mojego następcy dysponuję pełnymi uprawnieniami, które jako prezes IPN mam od czasu mojego powołania. Nie zamierzam jednak podejmować żadnych strategicznych decyzji, które mogłyby znacząco wpływać na działalność Instytutu lub utrudniać pracę przyszłego prezesa IPN - powiedział Kamiński.

Zastrzegł jednak, że Instytut podejmuje prace związane z nowelizacją ustawy o IPN, której przepisy częściowo weszły już w życie. - Ponadto 1 sierpnia Instytut przejmie część kompetencji likwidowanej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Musimy być na to przygotowani, tak by nowy prezes nie musiał szukać rozwiązań w ciągu kilku pierwszych dni urzędowania - wyjaśnił. Dodał, że ustawa nakazuje powołanie przy każdym z 11 oddziałów IPN w Polsce komitetu upamiętniania walk i męczeństwa. Trwają prace nad przygotowaniem tego procesu, tak aby nowy prezes mógł podjąć ostateczne decyzje w tej sprawie.

Poza tym Instytut działa na bieżąco tak, jak działał wcześniej. Ukazują się nasze publikacje, co kilkanaście dni otwierana jest nowa wystawa, w dalszym ciągu prowadzone są śledztwa naszego pionu prokuratorskiego. To normalna, regularna działalność - zapewnił Kamiński.

Prezes IPN podkreślił też, że po wejściu w życie w czerwcu nowelizacji ustawy o Instytucie najwięcej prac wiąże się ze zwiększeniem liczby komórek organizacyjnych IPN i ich rozbudową. Dotyczy to np. Biura Poszukiwań i Identyfikacji, które kontynuuje poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956. Powstaje ono na bazie dotychczasowego Samodzielnego Wydziału Poszukiwań. Całkowicie od nowa powstanie Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa, które choć istnieje formalnie (wymienione jest w ustawie), to jednak nikt w nim jeszcze nie pracuje, ponieważ - jak mówił Kamiński - proces zatrudnienia powinien odbywać się już pod nadzorem nowego prezesa.

W dodatku nie mamy przewidzianych środków na rozpoczęcie zatrudnienia pracowników do tego biura. Ale skalkulowaliśmy już koszty jego funkcjonowania, a także wszystkie koszty wejścia w życie całej nowelizacji i zgodnie z jej przepisami wystąpiłem już do premier Beaty Szydło o przyznanie środków, by można było realnie te nowe piony powołać. Tych zadań jest naprawdę dużo - ocenił Kamiński. Jak mówił, tylko w ostatnich tygodniach do IPN wpłynęło kilkadziesiąt wniosków o zgodę na ekshumacje, które dotyczą ofiar II wojny światowej (wcześniej takie zgody wydawali wojewodowie).

W kontekście trwającego konkursu na prezesa IPN Kamiński podkreślił, że w związku z rozmachem zmian w Instytucie kandydat na jego szefa powinien umieć wykazać się umiejętnościami menedżerskimi. - Takie doświadczenie w zarządzaniu powinno być wręcz jednym z ważniejszych kryteriów oceniania kandydatów na prezesa IPN. Ta funkcja już w tej chwili polega na zarządzaniu ogromną i skomplikowaną instytucją, a teraz to będzie jeszcze trudniejsze - mówił. W jego ocenie, właśnie dostosowanie Instytutu do znowelizowanych przepisów, które znacznie poszerzyły jego kompetencje, będzie największym wyzwaniem dla nowego kierownictwa IPN.

Dodał też, że likwidacja Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i rozdzielenie jej kompetencji między IPN a resort kultury może być źródłem problemów w przyszłości ze względu na nieprecyzyjne określenie w przepisach tego, kto za co odpowiada.

Prezes IPN zaznaczył, że wciąż kluczowa dla Instytutu pozostanie edukacja historyczna, której odbiorcami często jest młodzież szkolna "o coraz innej wrażliwości", a także kształtowanie obrazu polskiej historii poza granicami kraju i walka z krzywdzącymi na temat Polski stereotypami. - W obu przypadkach nowy prezes będzie mógł korzystać z dobrych doświadczeń wcześniejszych lat działalności Instytutu - zapewnił.

Pytany o odtajnianie tzw. zbioru zastrzeżonego w IPN Kamiński przypomniał, że obecnie trwa przegląd w archiwach tych dokumentów, które będą mogły być udostępniane. W likwidowanym zbiorze zastrzeżonym znajdują się akta, które w opinii współczesnych służb miały być nadal istotne "dla bezpieczeństwa państwa", dlatego IPN nie mógł ujawniać ich na ogólnych zasadach. Zgodnie z nowelizacją, za przegląd tych dokumentów odpowiadają szefowie ABW i Agencji Wywiadu, minister koordynator służb specjalnych, szef MON i komendant główny Straży Granicznej (w odniesieniu do dokumentów wytworzonych przez b. Wojska Ochrony Pogranicza). Po analizie mają oni zdecydować, które dokumenty otrzymają klauzulę tajności na zasadach ustawy o ochronie informacji niejawnych, a które staną się dokumentami jawnymi.

"Zgodnie z nowelizacją, na taki przegląd IPN wspólnie ze służbami ma 12 miesięcy. Wbrew pozorom, nie jest to dużo czasu, mimo że służby zadeklarowały nam oddelegowanie do tej pracy większą liczbę funkcjonariuszy. W ciągu ostatnich pięciu lat ponad 16 tysięcy jednostek archiwalnych zostało wycofanych ze zbioru zastrzeżonego, wiemy zatem jak bardzo ten proces jest długotrwały i skomplikowany" - tłumaczył Kamiński. Podkreślił też, że obecne prace w tej sprawie polegają wyłącznie na przeglądzie zbioru, natomiast nie są jeszcze podejmowane decyzje dotyczące nadawania klauzuli tajności poszczególnym dokumentom. "Na to jest jeszcze za wcześnie" - zaznaczył.