Tymczasem w Ustce na morze wypłynęły łodzie policji, straży pożarnej i WOPR-u. Służby wypatrują ciała zaginionej 7-latki na odcinku od Ustki do Rowów - podaje RMF FM. W poszukiwania włączyli się też strażnicy z pobliskiego Słowińskiego Parku Narodowego i tam będą patrolować wybrzeże.

Do obu tragedii doszło w niedzielę, gdy mimo wywieszonej przez ratowników czerwonej flagi i bardzo wysokiej fali, do morza weszli ojcowie z dziećmi. Mężczyźnie z Łeby ratownicy zwracali wręcz uwagę, aby nie wchodził do morza. Jego i jego syna woprowcom udało się uratować. 11-letnią córkę porwały fale. Policjanci nie wykluczają, że ojciec usłyszy zarzut narażenia zdrowia i życia dzieci.

Jak powiedział w rozmowie z PAP rzecznik komendanta głównego policji mł. insp. Mariusz Ciarka, do tragedii nad wodą nadal dochodzi głównie przez brak odpowiedzialności i przecenianie swoich umiejętności.

Bezpieczna kąpiel to kąpiel w miejscu do tego przeznaczonym, które jest odpowiednio oznakowane i w którym nad bezpieczeństwem pływających czuwa ratownik. Tzw. dzikie kąpieliska oznaczają m.in., że nie znamy dna i głębokości; dodatkowo woda może być skażona. Ważne też, by nie pływać na odcinkach szlaków żeglugowych oraz w pobliżu urządzeń i budowli wodnych - przypomniał Ciarka.

Kolejną kwestią, na którą zwracają uwagę i policjanci i ratownicy to konieczność przestrzegania regulaminu kąpieliska. - Ważne jest to, żeby stosować się do uwag i do zaleceń ratowników. Nieodpowiedzialne jest wchodzenie do morza w sytuacji, gdy są czerwone flagi ostrzegawcze. Skrajną nieodpowiedzialnością - a niestety to się zdarza - jest wprowadzanie w takiej sytuacji do wody dzieci - powiedział Ciarka.

Zaapelował równocześnie, by rodzice, opiekunowie wypoczywając nad wodą nigdy nie spuszczali dzieci z oczu. - Wystarczy kilka sekund nieuwagi, by doszło do tragedii. Dzieci, szczególnie te najmłodsze, trudniej oceniają sytuację, nie dostrzegają zagrożeń. Dlatego trzeba na nie uważać. Pamiętajmy też, że dla swojego dziecka jesteśmy autorytetem. Jeżeli wchodzimy do wody mimo ostrzeżeń i apeli ratowników, to nie możemy oczekiwać od dziecka, że będzie stosowało się do tego typu poleceń - dodał Ciarka.

Jak zaznaczył, dzieci bawiące się w wodzie i nad wodą powinny mieć założone np. nadmuchiwane rękawki.

Osoby wypoczywające nad morzem, jeziorami czy rzeką powinny też pamiętać, by nie wchodzić do wody o temperaturze poniżej 14 stopni; niebezpieczne dla zdrowia może być też wejście czy skok do wody bez przygotowania, a po wcześniejszym opalaniu się.

Nie pływajmy w czasie burzy, mgły, kiedy widoczność wynosi poniżej 50 metrów, gdy wieje porywisty wiatr, a także przykładowo w miejscach, gdzie jest dużo wodorostów lub wiemy, że występują wiry lub zimne prądy - dodał rzecznik. - Nie skaczmy do wody w miejscach nieznanych. Może to się skończyć poważnym urazem, kalectwem, a nawet śmiercią - dodał.

Przyczyną wielu utopień jest też brawura i alkohol. Policjanci przypominają, że dmuchane materace nie służą do wypływania na głęboką wodę, podobnie nadmuchiwane koła. "Nigdy nie wchodźmy do wody, nie pływajmy pod wpływem alkoholu. Starajmy się też tego nie robić na czczo - wtedy łatwo może dojść do osłabienia - ani po obfitym posiłku. Nie przeceniajmy swoich umiejętności pływackich. Jeśli zamierzamy wypłynąć dalej, poprośmy kogoś, by nas asekurował płynąc łódką. Warto założyć też czepek, by być lepiej widocznym" - dodał Ciarka.

Policjanci przypominają też, że trzeba sprawdzać wynajmowany sprzęt żeglarski - żaglówki, łódki czy kajaki. - Pamiętajmy o założeniu kapoków, bezwzględnie powinny je mieć na sobie dzieci. Wypływając w dłuższy rejs pamiętajmy, żeby wcześniej sprawdzić prognozę pogody i ważne - nie żeglujmy pod wpływem alkoholu, czy innych środków działających podobnie do alkoholu, grozi za to grzywna - dodał Ciarka.

Według policyjnych statystyk począwszy od czerwca w całej Polsce utonęły już 182 osoby; w czerwcu - 83, w lipcu 76, od początku sierpnia już 23.