Panie Tomaszu! (...) Nie zorientował się pan, że walenie w to towarzystwo przynosi efekt odwrotny do zamierzonego? Sugeruję zmianę strategii - przypomina "Super Express" wpis na Twitterze dokonany z konta sędziego Wojciecha Łączewskiego. Problem w tym, że konto Tomasza Lisa, do którego skierowane zostały te słowa, było fałszywe.

Wojciech Łączewski oskarżany o chęć zaszkodzenia Prawu i Sprawiedliwości, co podważałoby jego niezależność jako sędziego, bronił się, przekonując, że wpisów dokonał ktoś, kto włamał się na jego konto w portalu społecznościowym. Tłumaczył również, że stawił się w miejscu, gdzie miało odbyć się umówione w internecie jego spotkanie z rzekomym Tomaszem Lisem, tylko po to, by odebrać książkę dla przyjaciela.

"Super Express", powołując się na informacje od anonimowego prokuratora, twierdzi jednak, że wersja Wojciecha Łączewskiego nie wytrzymała konfrontacji z faktami ze śledztwa w tej sprawie. Według wypowiedzi zastrzegającego własne nazwisko rozmówcy dziennikarzy biegli przebadali komputery używane przez sędziego, jego telefon komórkowy oraz tablet i nie stwierdzili włamania.

W laptopie Łączewskiego znaleziono jego zdjęcie wysłane do rzekomego Lisa - stwierdził prokurator w rozmowie z tabloidem.