Maciej Lasek pytany o podsumowanie prowadzonych przez komisję Jerzego Millera badań przyczyn katastrofy smoleńskiej, odpowiada: - Zawsze coś można było zrobić lepiej.

Z jednej strony dziś moglibyśmy powiedzieć, że należałoby usprawnić komunikację ze społeczeństwem. Z drugiej - to pierwszy przypadek, kiedy badanie było prowadzone z założeniem, że wyniki będą publikowane - tłumaczy Gość Radia ZET.

Nie zgadza się z zarzutami, że polscy specjaliści jakoby nie badali wraku tupolewa w 2010 roku. - Nieprawda i manipulacja - ocenia doniesienia mediów na ten temat i zauważa, że w internecie można obejrzeć zdjęcia wskazujące, że takie badanie przeprowadzono.

Gdybyśmy nie badali wraku, to nie stworzylibyśmy raportu i nie podpisalibyśmy się pod nim. Po badaniu na miejscu, w kwietniu, było jeszcze sześć wyjazdów zespołu do Moskwy, żeby wyciągnąć od Rosjan jak najwięcej informacji - tłumaczy Lasek. Podkreśla przy tym, że "współpraca z Rosjanami na początku była dobra, ale potem się pogorszyła".

Mogłaby być lepsza - przyznaje szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Rosjanie próbowali ukryć bałagan po swojej stronie - uważa Maciej Lasek. - Szybko zauważyli duże nieprawidłowości w pracy kontrolerów, stan lotniska, który był wstydliwy. Tak przygotowane lotnisko na przylot delegacji z głową państwa to jakieś kuriozum - zaznacza.

Zapytany o to, czy zgodziłby się wziąć udział w pracach podkomisji Antoniego Macierewicza badającej katastrofę smoleńską odpowiada: - Tylko wtedy, kiedy pojawiłyby się nowe materiały.

Jak podsumowuje Maciej Lasek, wszystkie materiały, które zebrała komisja Millera były rzetelne i pozwoliły na zakończenie badania.