Prawicowy felietonista Matthew Tyrmand został doradcą ministra spraw zagranicznych – podły media na początku października. Kilka godzin po upublicznieniu tej informacji Tyrmand jednak niespodziewanie stracił swoją funkcję. Teraz w rozmowie z "Do Rzeczy" Tyrmand opowiada jak cała sytuacja wygląda z jego strony.

Napisałem, że Anne Applebaum, żona Radka Sikorskiego, jest Żydówką. I od razu okrzyknięto mnie antysemitą, a to przecież nieprawda – tłumaczy Tyrmand.

Niestety tam, gdzie mnie atakowano, nie podawano linków do tekstu , zazwyczaj nie ujawniano także mojej tożsamości. Właśnie po to aby ludzie nie mogli szybko zestawić oskarżeń z rzeczywistością. Oni nie wiedzieli, ze jestem Żydem - mówi felietonista.

Artykuł został opublikowany w skrajnie prawicowym "Britebart", organie prasowym kandydata republikanów na prezydenta Donalda Trumpa.

O tym, że Trymand pracuje dla MSZ na początku października korespondent „Financial Times'a” na środkową Europę Henry Foy. Ujawnił on na Twitterze, że Matthew Tyrmand, bywalec warszawskich salonów, jest od lipca specjalnym doradcą szefa MSZ. Foy pokazał podpisany osobiście przez Witolda Waszczykowskiego kontrakt: wynikało z niego, że wprawdzie Tyrmand doradza ministrowi społecznie, ale już jego wydatki ponoszone w czasie wizyt w USA pokrywa polska ambasada w Waszyngtonie. W kolejnym tweetcie Foy dopytywał się, czy MSZ-owi nie przeszkadza to, że doradca ministra opublikował antysemicki artykuł, którym zaatakował znaną amerykańską publicystkę Anne Applebaum.

Zacznijmy od tego, że w Ministerstwie mają kreta. Ktoś przecież ten dokument wyciągnął na światło dzienne. Według moich źródeł miał on trafić do Adama Michnika, ale tam stwierdzono, że lepiej będzie jeśli upubliczni go zagraniczny korespondent - wtedy sprawa nabierz rozgłosu za oceanem. I tak się stało, co dowodzi jak mocno "Gazeta Wyborcza" zaangażowała się tę sprawę - opowiada Tyrmand.

Motyw zemsty jest w tym przypadku czytelny. To ta sama gazeta, wobec której wystosowałem pozew o naruszenie moich dóbr osobistych - dodaje.

W MSZ świadczyłem sporadycznie usługi doradztwa w kwestiach mediów w USA i robiłem to zawsze w ramach wolontariatu. Nigdy nie wziąłem nawet złotówki z pieniędzy polskiego podatnika - stwierdza stanowczo.