Zgodnie z nieprawomocnym wyrokiem, "Krakowiak" będzie mógł ubiegać się o zwolnienie po 20 latach, a "Zdzicho" - po 30.

Jeden z 11 podsądnych został uniewinniony. Pozostałym sąd wymierzył kary od 2 do 10 lat pozbawienia wolności. Na karę więzienia w zawieszeniu został skazany tylko Andrzej K., który przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia obciążające kompanów.

Był to już drugi proces w tej sprawie, oskarżeni odpowiadali za ponad 40 czynów, m.in. zabójstwa i napady rabunkowe. Część poprzedniego wyroku, dotyczącą najpoważniejszych przestępstw uchylił Sąd Apelacyjny w Katowicach, nakazując powtórzenie procesu przez sąd okręgowy.

Sąd uznał w środę oskarżonych za winnych większości zarzucanych im przestępstw, sam Janusz T. - za kilkanaście. Skład orzekający nie miał wątpliwości, że T. założył w 1991 r. grupę, która z czasem przekształciła się w związek przestępczy o charakterze zbrojnym, popełniający najpoważniejsze przestępstwa. Tylko za ten czyn wymierzył mu 5 lat więzienia. Na 25 lat skazał go za przyjęcie od „Oczki” zlecenia zabójstwa konkurenta na Wybrzeżu Białorusina Wiktora F. Do zbrodni doszło w 1997 r. Według prokuratury i sądu do mężczyzny strzelał „Zdzicho”.

Sąd uznał „Krakowiaka” za winnego i wymierzył jednostkowe kary także m.in. za: zlecenie napadów rabunkowych na właściciela kantoru w Przemyślu i inkasenta krakowskiej firmy Rovita (obaj zostali zabici), zlecenie zabójstwa Mirosława S. w Koninie (ten mężczyzna przeżył), zlecanie kradzieży oraz produkcji i handlu narkotykami.

Zdzisława Ł. sąd skazał na dożywocie m.in. za zabójstwo Wiktora F. oraz zbrodnię w Przemyślu. Pozostałym wymierzył kary m.in.. za udział w rozbojach i kradzieżach.

Uzasadniając wyrok wobec Ł. sędzia Dorota Pasieka-Mrochem przypomniała, że choć dożywicie jest karą wyjątkową, to jednak w przypadku tego oskarżonego słuszną i sprawiedliwą. Zabicie człowieka w centrum miasta dla zdobycia wynagrodzenia zasługuje na szczególne potępienie. Ustalone okoliczności dają wyłącznie negatywny obraz Zdzisława Ł. jako sprawcy, przy braku okoliczności łagodzących - podkreśliła.

Sędzia Pasieka-Mrochem wskazała, że najważniejszymi dowodami w sprawie były zeznania dwóch świadków koronnych - Wiesława Cz. i Dariusza J. - a w procesie kluczowa była ocena ich wiarygodności. Sąd zaznaczył, że choć z powodu upływu czasu mylili się oni co do szczegółów lub niektórych rzeczy nie pamiętali, ich zeznania były wiarygodnie.

Sąd miał świadomość, że świadkowie koronni mogą zeznawać "instrumentalnie", dlatego to, co zeznawali ocenił szczególnie wnikliwie, weryfikując je innymi dowodami; niedające się usunąć wątpliwości rozstrzygnął na korzyść oskarżonych – podkreśliła sędzia. Sąd zaznaczył, że poza koronnymi oskarżonych obciążają też inni świadkowie, a także jeden ze współoskarżonych.

Sędzia Pasieka-Mrochem przypomniała, że zakończony w środę proces dotyczył tylko wycinka działalności grupy. Przeciwko jej członkom toczyło się lub jeszcze toczy wiele innych postępowań.

Choć na ogłoszeniu wyroku stawiło się kilku oskarżonych, żaden z nich nie dotrwał do końca. Jeden z podsądnych, który odpowiadał w procesie z wolnej stopy, nie zgadzając się z orzeczeniem wykrzykiwał, że to "skandal". Po upomnieniu przez sąd, opuścił salę rozpraw.

Zdzisław Ł. stał nie tylko podczas ogłaszania samego wyroku, ale także gdy sąd wygłaszał ustne uzasadnienie. Czasem uśmiechał się, spoglądał znacząco na współoskarżonych lub gestykulował – wzruszał ramionami lub rozkładał ręce. Po przerwie oświadczył : „Nie będę już tego słuchał. To jest skandal” i poprosił o wyprowadzenie. Jako ostatni o wyprowadzenie z sali poprosił „Krakowiak”. Nie było na niej już wtedy obrońców.

Z wyroku zadowolony był prokurator Michał Binkiewicz, choć zapowiedział odwołanie od uniewinnienie jednego z oskarżonych. „Ustne motywy sądu, a przede wszystkim treść wyroku kategorycznie i jednoznacznie wskazują, że ustalenia poczynione przez organy ścigania w toku śledztwa zostały uznane przez sąd jako poprawne i prawdziwe" - powiedział prokurator dziennikarzom. Dodał, że prokuratura jest też usatysfakcjonowana karami wymierzonymi oskarżonym o najcięższe przestępstwa, bo są one zbieżne z wnioskami oskarżenia.

Obrona nie zgadza się z sądem, który za wiarygodne uznał zeznania świadków koronnych. "Pamięć ludzka jest zawodna, natomiast świadkowie koronni w toku tego postępowania wielokrotnie zeznawali rozbieżnie, sąd mimo wszystko przypisał im walor wiarygodności" - powiedział obrońca Janusza T., Łukasz Nowak. Zaznaczył, że decyzja w sprawie ewentualnej apelacji zapadnie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem orzeczenia.

Opisujący 57 zarzutów akt oskarżenia trafił do sądu w czerwcu 2000 r., wówczas na ławie oskarżonych zasiadło 36 osób. Pierwszy proces, w którym na ławie oskarżonych początkowo zasiadało 36 osób, rozpoczął się w lutym 2001 r. i zakończył w 2008. Tamte wyroki były podobne do tych, jakie zapadły środę. W 2010 r. Sąd Apelacyjny z powodów proceduralnych uchylił część wyroku, dotyczącą najważniejszych zarzutów, do ponownego rozpatrzenia. Już wtedy potwierdził, że nie ulega wątpliwości, iż Janusz T. założył i kierował związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym i utrzymał kilkuletnie wyroki wobec większości z oskarżonych.

Zdaniem prokuratury związek przestępczy kierowany przez "Krakowiaka" należał do najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce. Działał od 1991 do 1999 roku, głównie w południowej Polsce. Jak zeznawali świadkowie koronni, w szczytowym okresie działalności liczył około 300 osób. Do sądów trafiło ok. 20 aktów oskarżenia przeciwko tej grupie.

Według śledczych i sądu, gang miał ustaloną strukturę i hierarchię, z niekwestionowanym przywódcą i "organami" wyznaczonymi do poszczególnych zadań - np. "egzekutor" zajmował się zabójstwami i wyznaczaniem kar niepokornym gangsterom, "skarbnik" dbał o pomoc prawną dla aresztowanych członków grupy i ich rodzin.