Podobnie jak w śledztwie, również przed sądem Czeczeni nie przyznali się do zarzutów; zaprzeczali by mieli coś wspólnego z ISIS. Kolejna rozprawa odbędzie się pod koniec listopada - sąd zacznie wówczas przesłuchania świadków.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu z białostockiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Czterem obywatelom Rosji deklarującym narodowość czeczeńską zarzuca ona, że w 2014 roku działali w zorganizowanej grupie przestępczej, w Polsce i w Turcji, m.in. gromadząc pieniądze na potrzeby działań o charakterze terrorystycznym, prowadzonych przez ISIS.

W zarzutach jest mowa o blisko 9 tys. euro.

Według aktu oskarżenia, grupa działała od maja do października 2014 roku w Białymstoku, Łomży, Warszawie i innych miejscach w Polsce, a także w Turcji, rekrutując bojowników na tzw. dżihad, a także zajmowała się organizowaniem i kupowaniem sprzętu paramilitarnego. Do aktów terrorystycznych miało dochodzić na terytorium Syrii i Iraku, tam też trafiał kupowany sprzęt.

Od zatrzymania przez ABW na początku ub. roku, oskarżeni są aresztowani.

Na początku procesu obrońca dwóch z nich, a także prokurator, złożyli wnioski o wyłączenie jawności rozpraw. Adwokat powoływał się na "ważny interes mocodawców". Mówił, że jeden z jego klientów jest uczestnikiem dwóch wojen czeczeńskich, jest za to poszukiwany, a jego bezpieczeństwo - poprzez relacje w mediach - byłoby zagrożone.

Mec. Jan Oksentowicz mówił też, że media czeczeńskie i tamtejsze władze są żywo zainteresowane procesem (użył określenia, iż sprawa jest przez te media "monitorowana"). Jako przykład podał fakt, że szybciej tam ukazała się informacja o akcie oskarżenia, niż on się o tym dowiedział.

Wyłączenia jawności chciała także prokuratura, ale z innej podstawy prawnej. Oskarżyciel powołał się na przepisy Kodeksu postępowania karnego mówiące o tym, że sąd wyłącza jawność rozprawy w całości lub części, jeśli jawność mogłaby ujawnić okoliczności, które "ze względu na ważny interes państwa powinny być zachowane w tajemnicy".

Sąd oddalił oba wnioski. Uznał, że jawność uzasadnia interes publiczny i prawo do informacji z przebiegu procesu. Jednocześnie zastrzegł, że nie może być prezentowany wizerunek ani żadne dane personalne oskarżonych i zaznaczył, że na kolejnych rozprawach jawność może być czasowo wyłączana, zwłaszcza gdy będą przesłuchiwani świadkowie.

Oskarżeni przed sądem ograniczali się do krótkich oświadczeń, iż nie przyznają się zarzutów i nie mają żadnych związków z ISIS. Nie mam nic wspólnego z Państwem Islamskim. Pomagam swoim braciom, którzy tej pomocy potrzebują, w Czeczenii i Europie" - powiedział pierwszy z oskarżonych. Inni mówili podobnie.

Wszyscy zgodnie odmówili składania wyjaśnień, więc sąd odczytywał ich wyjaśnienia złożone zarówno przed prokuratorem, jak i przed sądem rozpatrującym wnioski o ich areszt. Trwało to długo, ponieważ każdy odczytany fragment był tłumaczony na sali na język rosyjski.

Państwo Islamskie to choroba, teolodzy islamscy go nie uznają i ja też go nie uznaję, bo zabija kobiety i dzieci, mamy swój czeczeński dżihad, nigdy nie gromadziłem żadnych pieniędzy na działalność ISIS, nikogo nie werbowałem na wojnę do Syrii - takie słowa padały w tych wyjaśnieniach.

Jak wynika z zapisów wyjaśnień, na wiele pytań odmówili jednak odpowiedzi.

Jeden z obrońców złożył na czwartkowej rozprawie wniosek o tłumacza przysięgłego języka czeczeńskiego. Jego klient ma bowiem wątpliwości co do treści rozmów telefonicznych, które miałyby go obciążać. Uważa, że zostały źle przetłumaczone z czeczeńskiego na rosyjski, a następnie na polski.

Sędzia Sławomir Cilulko zwrócił uwagę, że takiego tłumacza przysięgłego w Polsce nie ma. Obrońca zobowiązał się, że będzie takiej osoby szukał.

Proces został odroczony do końca listopada. Sąd wyznaczył cztery terminy i chce wówczas przesłuchać kilkunastu świadków, o co wnioskuje w akcie oskarżenia prokuratura.