Czy zamiarem rządu jest de facto eliminacja z rynku obecnych kwalifikowanych CA, co byłoby niechybnie wynikiem realizacji przyjętych założeń co do roli PWPW w wydawaniu certyfikatów kwalifikowanych w dowodach? - w takim alarmistycznym tonie pisze Krajowe Stowarzyszenie Inspektorów Bezpieczeństwa Teleinformatycznego i dodaje: Jest niemal pewne, że przy takich założeniach polskie podmioty realizujące usługi zaufania i wydające kwalifikowane certyfikaty zaprzestaną w ogóle swojej działalności jako nie mogącej przynosić dochodu w perspektywie najbliższych kilku lat i prawdopodobnie nie przynoszącej dochodu w latach następnych.

CA o których wspomina ta instytucja to firma wydająca podpisy elektroniczne, dzięki którym obecnie np. przedsiębiorcy mogą zdalnie podpisywać faktury czy potwierdzać dokumenty. - Pozycja Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych w planach wdrożenie a-dowodu ma być monopolistyczna. Jasne to zrozumiałe, że PWPW ma drukować dowody i odpowiadać za ich część cyfrową ale jej nowe uprawnienia to de facto zniszczenie rynku firm, dostawców usługi podpisu elektronicznego - ostrzega Piotr Popis z KSIBT. - Przecież skoro dopiero w dwa lata po wydaniu dowodu certyfikat na chipie będzie można wymienić na komercyjny to oczywiste jest, że mało komu będzie się chciało to robić - rozkłada ręce Popis.

Równie krytycznie oceniła ten pomysł Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji czyli reprezentacja firm IT. - Przecież mamy tu do czynienia z całkowitym i bez przetargowym przekazaniem produkcji w ręce jednej, państwowej instytucji czyli PWPW - ocenia Wiesław Paluszyński z PIIT.

A sama Izba pisze tak: wskazywanie PWPW jako wykonawcy systemu jest niezrozumiałe. Na rynku występuje szereg podmiotów komercyjnych, które mogą stanowić alternatywę dla PWPW szczególnie patrząc przez pryzmat kwestii ekonomicznych wskazanych Decyzje o wyborze systemu informatycznego powinno zostać poprzedzone analizą biznesową i finansową oraz porównaniem z konkurencją.

Choć najostrzej krytykowane jest zmonopolizowanie rynku przez PWPW to najwięcej kłopotów może jednak wywołać co innego. A mianowicie plan by nowe cyfrowe blankiety pojawiały od stycznia 2019 roku i systematycznie zastąpiły wszystkie stare dowody do końca 2023 roku. Czyli w pięć lat ma zostać przeprowadzona prawdziwa rewolucja.

By nowe dowody wprowadzić szybko planowane są dwie metody doprowadzenia do kumulacji wymiany. W pierwszej koncepcji ma to się udać dzięki temu, że w 2017 i w 2018 roku do ludzi będą trafiały dowody o specjalnie skróconym terminie ważności - tylko pięcioletnim. Co więcej ma być także skrócona ważność dowodów osobistych wydanych od roku 2014 do 2016. W efekcie od od 2019 roku, będą wydawane już tylko nowe e-dowody i one już mają być ważne na okres 10 lat. Koszt tego rozwiązania: 1,44 mld złotych.

Druga koncepcja ma być tańsza i to sporo bo o 400 mln złotych. Ale równolegle będzie bardziej karkołomna. Tu obok skrócenia okresu ważności dokumentów z lat 2014-2016 równolegle mają być wydłużone te, którym termin ważności wygasa w 2017 i 2018 roku. W efekcie zacznie się zmasowana wymiana od 2019 roku.

Jakiej by opcji nie wybrano szykuje nam się niezłe zamieszanie. Co przyznają już same resorty pisząc istnieje zagrożenie związane z dużymi zmianami organizacyjnymi w urzędach gmin, które w latach 2017-2018, z uwagi na bardzo małą liczbę wydanych dokumentów otrzymają znacznie mniejszą dotację, a począwszy do 2019 roku będą musiały z kolei zatrudnić i wyszkolić nowych pracowników, aby obsłużyć ponad dwa razy więcej wniosków niż obecnie.

Oficjalnie do koncepcji odniosły się tylko dwa samorządy: Łódź i Tychy, ale samorządowcy, z którymi rozmawiamy nie ukrywają, że obawiają się tych pomysłów, bo to na barki gmin spadnie obowiązek wdrążania dowodowej rewolucji. - Dziś u nas wydaje się ok 10 tysięcy nowych dowodów rocznie. A zgodnie z tymi planami może być ich w 2019 i 2020 nawet 20-30 tysięcy. Tyle, że nikt nie przewiduje skąd mamy wziąć pracowników do obsługi takiej liczby interesantów - rozkłada ręce szef Urzędu Cywilnego w jednym ze średnich miast.

PWPW jednak zapewnia, że "rynek podpisów kwalifikowanych nigdy nie zostanie zamknięty dla innych dostawców niż PWPW - co najwyżej nastąpi czasowe, ograniczenie w dostępie do części rynku. Koncepcja e-dowodu zakłada, że elektroniczny certyfikat podpisu kwalifikowanego PWPW umieszczany w procesie personalizacji na chipie będzie obowiązywał przez 2 lata.

Zatem podpis kwalifikowany PWPW będzie jednocześnie co najwyżej w nowych e-dowodach wydawanych w dwóch kolejnych latach. "Ograniczenie będzie dotyczyło istotnie mniejszego fragment tego rynku, a zdecydowanie większa jego część będzie dostępna dla wszystkich dostawców bez żadnych barier.” - pisze Iwona Kostka-Kwiatkowka, kierownik działu komunikacji i promocji PWPW i dodaje: - To fragmentaryczne, przejściowe ograniczenie zostanie zrekompensowane faktem, że wprowadzenie e-dowodu z podpisem kwalifikowanym wpłynie pozytywnie na rozwój rynku podpisu kwalifikowanego poprzez wielokrotne zwiększenie liczby użytkowników tego podpisu w związku z możliwością jego bezpłatnego uzyskania. Można się spodziewać, że nastąpi zwiększenie rynku z kilkuset tysięcy klientów do kilkunastu milionów klientów. Należy przy tym pamiętać, że dostawcy podpisu kwalifikowanego nie poniosą żadnych kosztów na reklamę i promocję podpisu kwalifikowanego by zwiększyć popyt na podpisy. Po wygaśnięciu pierwszego certyfikatu umieszczonego przez PWPW w nowym e-dowodzie, czyli po dwóch latach, każdy wystawca podpisu będzie miał możliwość pozyskania klienta, który miał okazję poznać wcześniej korzyści z posługiwania się podpisem kwalifikowanym.