W poniedziałek minister cyfryzacji Anna Streżyńska zaprezentuje swój sztandarowy, zapowiadany od wielu miesięcy projekt. Dziennik.pl już zapoznał się ze szczegółami projektu. A ten brzmi rewolucyjnie.

Główny pomysł: każdy obywatel będzie mógł potwierdzić swoją tożsamość nie tylko w tradycyjny sposób, czyli za pomocą plastikowego dowodu czy paszportu, ale także w sposób elektroniczny, co więcej mobilny , czyli za pomocą telefonu komórkowego.

Projekt został podzielony na trzy fazy. W pierwszej - zaplanowanej już na drugi kwartał 2017 roku - mowa o "mDowodzie Osobistym" - każdy będzie mógł się nim posłużyć, by potwierdzić swoją tożsamość np. przed urzędnikiem czy służbami mundurowymi. Jak ma to wyglądać w praktyce? Wystarczy, że obywatel poda swój numer PESEL lub numer telefonu. Następnie urzędnik czy policjant wprowadzi te dane do specjalnej aplikacji. W kolejnym kroku system zweryfikuje podany numer i wyśle wiadomość SMS z jednorazowym kodem na numer telefonu obywatela. Kod ten trzeba będzie podać urzędnikowi lub mundurowemu, który dzięki temu wyświetli sobie nasze dane (wraz ze zdjęciem) dostępne w państwowych rejestrach.

W drugiej połowie 2017 roku ministerstwo przygotuje drugą fazę projektu. "Zostaną wykorzystane e-usługi, które pozwolą zrealizować mPrawo Jazdy, mDowód Rejestracyjny oraz mUbezpieczenie". Trzecia faza projektu została zaplanowana na początek 2018 roku. Wówczas uruchomione zostaną e-usługi umożliwiające wyświetlenie danych z dokumentów takich jak: akt małżeństwa, akt urodzenia dziecka itp.

- W samych założeniach brzmi to naprawdę nieźle. Przyznam się, że bardziej nawet przekonująco i praktycznie niż równolegle opracowywany pomysł na e-dowód czyli dokument z elektronicznym chipem, który ma zastąpić podpis elektroniczny - mówi nam Bartłomiej Klinger, współautor raportu o informatyzacji państwa w latach 2004–2015, przygotowanego dla obecnego wiceministra spraw wewnętrznych Jarosława Zielińskiego. - Ja osobiście prędzej skorzystałbym z mDokumentu niż z eDowodu - dodaje ekspert.

Autorzy projektu z Ministerstwa Cyfryzacji przekonują, że nowe usługi wcale nie będą wymagać nowoczesnych smartfonów. "Obywatel, chcąc skorzystać z mechanizmu mDokumentów, powinien dysponować jedynie prostym telefonem komórkowym umożliwiającym odbiór wiadomości sms. Wynika to z chęci zaoferowania e-usługi do jak najszerszego grona obywateli" - przekonuje resort.

Co więcej plany maja być tak zaawansowane, że ministerstwo chciało by już do 21 listopada uzyskać zgodę na sfinansowanie całego projektu. A te w porównaniu z eDowodami ma być o wiele mniejsze; tegoroczne wydatki oszacowano na 800 tys. zł. W przyszłym roku będzie to już niecałe 3,65 mln zł, a roczne koszty utrzymania systemu i nowych e-usług oszacowano na ok. 890 tys. zł. Wszystkie koszty ma ponieść Ministerstwo Cyfryzacji. Dla porównania samo opracowanie eDowodu i wymiana wszystkich blankietów na nowe ma kosztować od 1 do 1,4 mld złotych.

Ale nie nowy pomysł minister Anny Streżyńskiej wcale nie zbiera samych pochwał. Szczególnie duże obawy są co do bezpieczeństwa nowego systemu. - To niestety wygląda na zaproszenia dla cyberprzestępców. Już dziś phishingi czyli kradzieże tożsamości są ogromnym problemem. A przy takim systemie musiałby być zapewniony bardzo profesjonalny nadzór, by nie doszło do dramatów - ostrzega jeden z ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa współpracujący z operatorami telekomunikacyjnymi. - I tak naprawdę nie wiem, czy telekomy były by skłonne wziąć na siebie ten obowiązek - dodaje.

Samo MC przyznaje, że z pomysłem mDokumentów jest związanych sporo ryzyk. A jedno z zagrożeń, określonych jako "duże", brzmi właśnie: "zrealizowanie zbyt trywialnego rozwiązania, szczególnie ze zdjęciem, może okazać się łatwe do złamania i hakowania".

Ale to nie koniec potencjalnych kłopotów. Jedną z ważniejszych obaw jest możliwość braku akceptacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji dla pewnych funkcjonalności w szykowanym rozwiązaniu, brak gotowości technologicznej i organizacyjnej urzędów i służb mundurowych, niedoszacowanie kosztów projektu czy nieprzygotowanie na czas odpowiednich przepisów prawnych (co zresztą okazało się jednym z głównych problemów przy wdrażaniu innego dużego projektu informatycznego CEPiK 2.0). - Podstawowym pytaniem, jakie się tu pojawia jest to, kto wykona ten system. Znalezienie dużego gracza na rynku może być trudne w tak szybkim terminie, bo jak wiemy przetargi trwają czasem miesiącami. Centralny Ośrodek Informatyki moim zdaniem może okazać się do tego niezdolny. Chodzą więc słuchy, że za mDokumenty będzie odpowiedzialny jakiś startup. Nie jestem przekonany, że to najlepsze rozwiązanie - ostrzega Klinger.

- Dobrze, że ministerstwo zdaje sobie sprawę z potencjalnych zagrożeń. Jeżeli wykorzysta się już funkcjonujące rozwiązania, np. w systemach bankowości i dopasuje do tego przepisy, to całe przedsięwzięcie jest technicznie wykonalne. Decyzja o tym, czy projekt będzie realizowany, zależeć będzie też od dostępnych środków finansowych i zgody politycznej - ocenia dr Jan Czajkowski, ekspert Związku Miast Polskich ds. cyfryzacji. Zastanawia się, jak dużym zainteresowaniem Polaków może się cieszyć szykowane przez rząd rozwiązanie. - Z opisu procedury korzystania z mDowodu można odnieść wrażenie, że początkowo będzie to lekko uciążliwe. Ale trzeba patrzeć bardziej dalekosiężnie, tzn. by można było weryfikować swoją tożsamość w sposób zdalny - wskazuje ekspert.

Nasz kolejny rozmówca zorientowany w pracach nad mDokumentami dzieli się z nami całą serią wątpliwości. - W projekcie nie zauważyłem, by uwzględniono koszty korzystania z infrastruktury operatorów komórkowych, a przecież SMS-y będą głównym narzędziem weryfikacji obywatela korzystającego z mDowodu. Do tego dochodzą niedookreślone koszty wyposażenia np. policjantów, w urządzenia typu terminale mobilne, dzięki którym mogliby sprawdzać mDowody obywateli. Podobnie kwestia bezpieczeństwa - co jeśli ktoś skradnie nam telefon i pozna nasz PESEL? - pyta. - Rodzi się też pytanie, czy jest sens równolegle wdrażać dużo droższy projekt e-dowodu osobistego, czyli blankietu wyposażonego w czip. Bo jeśli robi się mDokumenty, w których mają się pojawić dodatkowe funkcjonalności typu prawo jazdy, a więc rzeczy, które miałyby być na e-dowodzie, to pytanie, czy nie dublujemy tych samych rozwiązań. Lepiej już skupić się na jednym projekcie np. mDokumentów - dodaje nasz rozmówca.
Wiadomość 1 z 522