Wtorek. Październikowe późne popołudnie. Las w Natalinie pod Wyszkowem. Pan Paweł kończy swój trening. – Biegłem leśnym traktem w stronę szutrowej drogi, gdy zobaczyłem mocny snop światła – relacjonuje biegacz. Początkowo pan Paweł myślał, że to światła koparki lub ciężarówki, w końcu w okolicy budowana jest nowa droga. – Biegłem jednak dalej, a światło coraz bardziej mnie oślepiało – dodaje biegacz.

Nie przypuszczał nawet co zdarzy się później. – Będąc kilkanaście metrów od źródła światła coś wybuchło. Myślałem, że może pękła opona w pojeździe. Dopiero po chwili dalszego biegu, gdy minąłem samochód terenowy, zobaczyłem mężczyznę ubranego jak myśliwy. W rękach miał długą broń – opowiada pan Paweł.

Między mężczyznami wywiązał się dialog. – Zapytałem go co robi. Odpowiedział mi, że strzelał do tarczy. Zdziwiony poinformowałem go, że mógł kogoś zabić. Odburknął tylko, że wie kim jestem – mówi biegacz. Panowie rozeszli się.

Niebezpieczny kłusownik

Dopiero w domu dotarła do niego powaga sytuacji. Prawo łowieckie wyraźnie zabrania "strzelania do tarczy" poza strzelnicą. W terenie nie można też "polować" przy pomocy źródła sztucznego światła. Takie zachowanie jest karalne – grozi za to nawet 5 lat więzienia. – Szperacz nie był nakierowany centralnie na moją postać, wiem, że ten człowiek nie strzelał bezpośrednio do mnie, ale obok mnie. To nie zmienia jednak faktu, że było to bardzo niebezpieczne – zaznacza pan Paweł.

Z naszych informacji wynika, że pan myśliwy miał nie zgłosić swojego wyjścia do lasu z bronią do ewidencji polowań. Czyli – w myśl przepisów – po prostu kłusował. Co więcej, to nie był jego pierwszy raz. – Z tego co wiem, to rutynowa akcja w wykonaniu tego człowieka – mówi pan Paweł.

Samo środowisko myśliwych jest też przeciwne takim praktykom. – Tak zwana młoda gwardia kłusuje, strzela do wszystkiego co się rusza i w głębokim poważaniu ma stare zasady łowieckie – denerwuje się jeden ze starszych myśliwych z Mazowsza.

Czekają na policję

Sprawę zgłosił na policję. – Kilkanaście godzin zajęło mi znalezienie adresu zamieszkania, imienia i nazwiska oraz adresu pracy tego myśliwego. Z kolei na policji miałem wrażenie, że niepotrzebnie zawracam im tym głowę – mówi biegacz.

Myśliwy należy do koła łowieckiego "Zlot". – Władze koła przyznają, że kolega poniesienie konsekwencje nieodpowiedzialnego zachowania. Czekają jednak na wynik policyjnego postępowania – czytamy na łamach portalu nowywyszkowiak.pl, który również opisał historię pana Pawła.

Na razie nie wiadomo czy myśliwego-kłusownika spotkają jakieś konsekwencje. - Mogę jedynie potwierdzić, że Komenda Powiatowa Policji w Wyszkowie prowadzi postępowanie w tej sprawie - mówi asp.szt. Andrzej Lewicki z Zespół Prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Szczegółów zdradzić nie chce "ze względu na dobro prowadzonego postępowania".

To nie pierwsza w ostatnim czasie sytuacja, w której myśliwi stanowią poważne zagrożenie dla innych osób w lesie. Pod koniec października przy drodze w okolicy Wągrowca odnaleziono ciało rowerzysty. W trakcie oględzin stwierdzono, że został postrzelony w głowę. Policja już zatrzymała w tej sprawie myśliwego, z którego broni mógł paść feralny strzał.