Siedziba instytut mieści się na warszawskim Żoliborzu. W willi obok domu Jarosława Kaczyńskiego. Wejście do budynku to nie lada sztuka. – Jest to możliwe tylko ze specjalnym zaproszeniem, przechodząc przez kontrolę byłych żołnierzy GROM. Gości ewidencjuje się na listach zatwierdzanych osobiście przez Jarosława Kaczyńskiego czytamy w "Polityce". Żadne media nie mają do niego wstępu, nawet te przychylne PiS.

W środku rzekomo brakuje prawdziwych pamiątek po Lechu Kaczyńskim. – Żadnych osobistych notatek, rzeczy. Na pytanie o ich brak instytut nie umie odpowiedzieć – zaznacza tygodnik.

Na jakim polu działa zatem instytut? – Przez ostatnia lata zajmowaliśmy się propagowaniem idei międzymorza, organizacją seminariów oraz wykładów poświęconych zagadnieniom ekonomicznym – wylicza w rozmowie z "Polityką", Wojciech Stańczak, kustosz instytutu.

Choć instytut dysponuje dużym majątkiem – jest właściciele spółki Srebrna (wynajmuje nieruchomości) i Srebrna Media (działalność wydawnicza) – jest mocno niedoinwestowany. - Kustosz raz zorganizował catering za niecałe 2 tys. zł. Janina Goss przekrzyczała wówczas hałas tramwajów z Mickiewicza. Od tamtego czasu wodę i gaz odkręcają im tylko na spotkania, żeby naczynia można było pozmywać w ciepłej wodzie – twierdzi poseł na łamach tygodnika poseł PiS związany z Instytutem.

"Polityka" zapytała Jarosława Kaczyńskiego czy jest zadowolony z pracy Instytutu i skąd problemy z pieniędzmi na bieżącą działalność. Prezes PiS nie odniósł się do tych pytań.