Sprawa dotyczy zajść przed Bazyliką Mariacką podczas nabożeństwa pogrzebowego Żołnierzy Wyklętych Danuty Siedzikówny ps. Inka i Feliksa Selmanowicza ps. Zagończyk.

- Radomir Szumełda obraził naszą organizację. Oskarżył nas o rzeczy, których nie zrobiliśmy, to jest o pobicie jego oraz jego współpracowników z Komitetu Obrony Demokracji. Działacze Młodzieży Wszechpolskiej zachowywali się wzorowo na mszy świętej – powiedział we wtorek PAP skarbnik Zarządu Głównego Młodzieży Wszechpolskiej, Michał Urbaniak.

Wyjaśnił, że "Wszechpolacy stali karnie w jednej kolumnie bezpośrednio obok działaczy KOD-u". - Ale z naszej strony nie było żadnych zaczepek, ponieważ wiedzieliśmy, że miejsce do tego jest zupełnie nieodpowiednie – podkreślił.

W prywatnym akcie oskarżenia, który działacze MW złożyli we wtorek w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Północ, zarzucają liderowi pomorskiego Komitetu Obrony Demokracji popełnienie przestępstwa zniesławienia. Domagają się od niego przeprosin i nawiązki w kwocie co najmniej 10 tys. zł fundacji Orle Gniazdo, która promuje pamięć o Żołnierzach Wyklętych.

Szumełda powiedział PAP, że nie obawia się procesu. - Młodzież Wszechpolska nie ma chyba za bardzo co robić w życiu. (...) Tam byli ludzie z ONR, Młodzieży Wszechpolskiej, kibole, narodowcy i oni na mnie napadli. Ja ich oczywiście po twarzach nie rozpoznaję, nie wiem, kto z nich, do której organizacji konkretnie należy – dodał szef KOD w Pomorskiem.

W sprawie incydentu na pogrzebie "Inki" i "Zagończyka" prowadzone są dwa dochodzenia wszczęte przez gdańską prokuraturę i policję. W jednym ma być zbadane czy doszło do znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej członków KOD, w drugim - czy KOD złośliwie przeszkadzał w pogrzebie. W pierwszym przypadku zawiadomienie do organów ścigania złożyli działacze KOD, w drugim przedstawiciele Obozu Narodowo-Radykalnego

Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście prowadzi postępowanie po zawiadomieniu złożonym przez KOD i dotyczącym znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej działaczy KOD: Szumełdy i Mai Augustynek.

Z kolei policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście, poprowadzą dochodzenie z zawiadomienia Obozu Narodowo-Radykalnego, którego członkowie zarzucili działaczom KOD "złośliwe przeszkadzanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego".

28 sierpnia podczas uroczystości pogrzebowych Danuty "Inki" Siedzikówny i Feliksa "Zagończyka" Selmanowicza - żołnierzy AK, ofiar stalinowskiej represji - przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku pojawiła się kilkunastoosobowa grupa działaczy KOD. Doszło do przepychanek z innymi zgromadzonymi tam osobami, które wznosiły m.in. okrzyki: "Precz z komuną", "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę". KOD-owcy opuścili plac przed świątynią w eskorcie policjantów.

Dzień po incydencie Szumełda oraz Augustynek złożyli w gdańskiej prokuraturze zawiadomienie, w którym poinformowali że zostali "napadnięci przez grupę ok. 30 faszystów z Młodzieży Wszechpolskiej i ONR". W ich opinii doszło m.in. do "naruszenia nietykalności osobistej, lżenia, poniżania oraz uniemożliwienia uczestnictwa w uroczystościach państwowych i nabożeństwie".

31 sierpnia przedstawiciele ONR złożyli zawiadomienia o podejrzeniu popełniania przestępstwa przez działaczy KOD. W zawiadomieniu wskazano na artykuł kodeksu karnego mówiący o "złośliwym przeszkadzaniu publicznemu wykonywaniu aktu religijnego". Przedstawiciel ONR Robert Bąkiewicz ocenił, że incydent był prowokacją ze strony KOD.

Także w opinii premier Beaty Szydło KOD na pogrzebie "Inki" i "Zagończyka" chciał zamanifestować swą działalność polityczną. - Źle się stało, że doszło do takiego zamieszania - oceniła kilka miesięcy temu premier. Według niej - "to była prowokacja". Również zdaniem ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka działacze KOD-u mieli intencje zakłócenia uroczystości. Szef resortu nazwał ich działania prowokacją polityczną.