W czwartek przed Sądem Okręgowym w Warszawie zaczął się kolejny proces wytoczony przez Marzenę K. - byłą urzędniczkę Ministerstwa Sprawiedliwości, podejrzaną o złożenie fałszywych oświadczeń majątkowych w związku z aferą reprywatyzacyjną. K. domaga się w nim 9,8 mln zł odszkodowania od prezydent stolicy za sprzedanie ponad 20 lokali w nieruchomości przy Brackiej 23. Trwa też inny proces, w którym K. żąda od miasta ponad 9 mln zł "wynagrodzenia za bezumowne korzystanie" z tego budynku.

Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa wnosi o oddalenie pozwu. Do procesu przyłączyła się prokuratura jako "rzecznik praworządności".

Nieruchomość Bracka 23 odzyskała reaktywowana przedwojenna spółka Warszawskie Towarzystwo Handlu Herbatą. W postępowaniu reprywatyzacyjnym spadkobierczynię założyciela WTHH reprezentował mec. Nowaczyk (brat Marzeny K.). W lutym br. K. odkupiła od WTHH roszczenie do utraconych dochodów w tej kamienicy. Umowę zawarła z mec. Nowaczykiem. We wrześniu br. - po wybuchu afery reprywatyzacyjnej - umowę tę rozwiązano.

Nieobecną w sądzie powódkę reprezentował radca prawny Adam Starczewski. Wniósł o wyłącznie jawności rozprawy, powołując się na Kodeks postępowania cywilnego, który pozwala na to w celu ochrony "tajemnicy przedsiębiorstwa". Sędzia Tadeusz Bulanda oddalił wniosek, uzasadniając, że przedmiotem sprawy nie są dane dotyczące produkcji czy sprzedaży spółki WTHH.

Podstawą roszczenia K. jest opiewająca na 30 tys. zł umowa o "cesji roszczeń" między nią i WTHH z lutego br. Jak mówił w sądzie Nowaczyk, z porozumienia zawartego przy okazji tej umowy wynikało, że K. wniesie pozew do sądu, płacąc za wpis sądowy i koszty adwokackie oraz że gdyby wygrała proces, wszystkie wygrane środki powyżej miliona zł musiałaby zwrócić spółce, a gdyby przegrała, sama poniosłaby związane z tym koszty.

Radca Prokuratorii Generalnej Adam Ablewicz mówił w sądzie, że umowa cesji była nieważna, wobec czego strona powodowa nie ma podstaw do roszczeń. Podkreślał, że za 30 tys. Nowaczyk jako pełnomocnik WTHH przekazał swej siostrze roszczenia do tej nieruchomości, co odbyło się z pokrzywdzeniem spółki WTHH. „To była czynność sprzeczna z zasadami prawa, bo pełnomocnik spółki z własną siostrą zawarł umowę, która jest na starcie narażona na twierdzenie, że jej cena jest rażąco zaniżona” - mówił Ablewicz. „Ta cena nie została w ogóle zapłacona” - dodał.

Spółka działa, by osiągać zysk, a można dojść do wniosku, że cena zbycia nie leży i nigdy nie leżała w interesie spółki - podkreślał Ablewicz. Według niego pojawia się też tutaj "kwestia zasad lojalności i uczciwości, które powinny przyświecać pełnomocnikowi spółki".

Pełnomocnik powódki replikował, że skoro umowę cesji już rozwiązano, to "roszczenia materialne są po stronie spółki i nie ma jej pokrzywdzenia". Jeśli zatem powódka wygra ten proces, to wszystkie wygrane środki przejdą na spółkę" - dodał Starczewski. Oszustwem jest pisanie w prasie, że pani K. dochodzi tych środków dla siebie; ona dochodzi ich dla spółki - dodał.

Strony umowy cesji działały w zwykłej zmowie - odpowiedział Ablewicz. Nie ma podstaw uznać przeniesienie tego z powrotem, skoro wcześniej zawarto nieważną od początku umowę. Rozwiązanie umowy niczego nie zmienia; jest tylko próbą odzyskania twarzy przez zbywającego - dodał.

Prok. Jolanta Jaworska powiedziała sądowi, że swe stanowisko zajmie na koniec procesu. Poparła zaś stanowisko PG co do "braku skutecznych oświadczeń woli przenoszących roszczenia". Podkreśliła, że sąd nieprawomocnie wykreślił spółkę WTHH z rejestru - uznając, że nie prowadzi działalności gospodarczej (m.in. nie złożyła sądowi sprawozdania finansowego). Starczewski chciał zawieszenia procesu do uprawomocnienia się decyzji o wykreślenie WTHH z rejestru, co sąd oddalił.

Nowaczyk (świadek wezwany przez K.) zeznał, że" nie istniał żaden konflikt interesów przy umowie z lutego". Sprawdzał ją notariusz - dodał. Zostałem ustanowiony przez panią prezes WTHH, by złożyć pozew o odszkodowanie za bezprawnie sprzedane przez Skarb Państwa lokale mieszkalne - wyjaśniał.

To Skarb Państwa jako paser doprowadził do tej sytuacji - oświadczył. Mówił, że już od lat 2006-07 "spółka wiedziała, że w latach 70. i 80. Skarb Państwa jako paser sprzedał ludziom mieszkania". Nowaczyk został kuratorem spółki i przeprowadził jej reaktywację. Po 15 latach starań nieruchomość zwrócono. Nieruchomość oddana spółce jest w stanie fatalnym, a przejęte od miasta umowy najmu opiewały na 3 zł za metr w centrum Warszawy - podkreślił świadek.

Umowa cesji była korzystna dla spółki, bo nie inwestowała kosztów w proces, gdyż gdyby K. go przegrała, to ona poniosłaby koszty sądowe - mówił Nowaczyk. Według niego, spółka nigdy nie czuła się pokrzywdzona działaniami powódki. To powódka zapłaciła wpis sądowy 100 tys. zł, co jest jej ryzykiem - mówił Nowaczyk.

WTHH to spółka reaktywowana w celu odzyskania nieruchomości i nie prowadzi żadnej działalności - podkreślił. Spółka nie miała numeru NIP, nie mogła założyć konta, a nie mogła przyjąć gotówki - tym Nowaczyk tłumaczył fakt, że K. nie zapłaciła 30 tys. zł przewidywanych w umowie. To nie była cena za sprzedaż budynku, lecz za roszczenie, które jest zawsze niepewne, bo nie ma czego takiego, jak cena rynkowa roszczeń - zaznaczył. To jest cena sprzedaży między kupującym a sprzedającym; nie ja ustalałem cenę, która była warunkowa - mówił. Z porozumienia zawartego tego samego dnia co umowa cesji, wynikało, że wszystko, co powódka uzyskałaby powyżej miliona, musiałaby oddać spółce; to było niekorzystne dla powódki, a nie dla spółki - ocenił Nowaczyk.

Porozumienia nie zgłasza się do urzędu skarbowego - tak świadek odpowiedział na pytanie prok. Jaworskiej o to porozumienie. Czy to było ukrycie? - spytała wtedy prokurator. Nie, to nie było żadne ukrycie - odparł Nowaczyk. Dodał, że umowę z K. rozwiązano z uwagi na "sytuacje medialną".

Jako świadek zeznawał też notariusz Piotr Siciński, przed którym zawarto umowę cesji. Sąd rejestrowy uznał następstwo spółki WTHH - zeznał. Pytany, czemu płatność 30 tys. zł w umowie spółki z K. była odroczona, odpowiedział, że spółka nie miała konta ani NIP. Nie jestem w stanie ocenić wartości roszczenia - odpowiedział świadek na pytanie, czy nie uważa, że cena umowy cesji była zaniżona. Dodał, że żaden organ nie wniósł skargi.

Proces odroczono do 16 marca, kiedy ma zeznawać powódka. Wcześniej w swym domu - z powodu złego stanu zdrowia - ma być przesłuchana prezes WTHH.

Marzena K. wytoczyła cztery procesy władzom Warszawy. Żąda w nich w sumie 40 mln zł odszkodowań m.in. za "wydanie wadliwej decyzji administracyjnej", za "sprzedane lokale mieszkalne" oraz wynagrodzenia za "bezumowne korzystanie z budynku" - w sprawach nieruchomości, do których ma roszczenia. K. wcześniej dostała łącznie 38,6 mln zł w ramach odszkodowań w sprawie sześciu stołecznych nieruchomości. Miała tego nie ujawnić w oświadczeniach majątkowych jako urzędnik MS - za co usłyszała prokuratorskie zarzuty.

K. jest jednym ze współwłaścicieli słynnej warszawskiej działki przy Pałacu Kultury i Nauki pod dawnym adresem Chmielna 70, wokół której rozpoczęła się afera reprywatyzacyjna w stolicy. Niedawno adwokacki rzecznik dyscyplinarny postawił zarzuty naruszenia etyki zawodowej mec. Nowaczykowi, który prowadził m.in. reprywatyzację tej działki.

W prokuraturach prowadzonych jest w sumie ok. 100 różnych postępowań dotyczących reprywatyzacji w stolicy. Pracują trzy prokuratorskie zespoły do tych spraw: w prokuraturach regionalnych - wrocławskiej i warszawskiej oraz w Prokuraturze Krajowej.