Gdybym nie myślał o sobie, że jestem genialny, że wszystko mogę, już dawno popełniłbym samobójstwo - mówi jeden z moich rozmówców. Stracił wszystko, co budował przez lata, lecz się nie poddaje. Idzie do przodu, wymyśla, tworzy. Kiedy jadę ferrari przez miasto, to czuję ich wzrok. Gdyby mogli, podrapaliby mi oczyma karoserię, ale to mnie tylko nakręca - zwierza się inny. Nie spuszczaj wzroku, podnoś głowę. Wtedy tłum się będzie przed tobą rozstępował, niczym fale Morza Czerwonego przed Mojżeszem. I nie będziesz musiał używać siły, bo twoje ego będzie przed tobą kroczyło niczym taran - wykłada swoje credo życiowe następny. Egotycy? A może fajni ludzie, zwycięzcy.

Pojęcie "ego" nie ma u nas dobrych konotacji. Wyrażenia pochodzące od niego - choćby egoista lub egocentryk - mają pejoratywne znaczenie. Ego kojarzy się też z narcyzmem. Bo kultywujemy narzekanie i pełne hipokryzji umniejszanie swoich zalet i zasług, zaś ci z nas, którzy mają dobre zdanie o sobie, często są uznawani za dziwaków. Za tych, którym się przewróciło w głowie. Albo wręcz za jednostki z zaburzoną osobowością. Chcielibyśmy odnieść sukces, ale zamiast podziwiać tych, którym się udało wdrapać na szczyt, zamiast ich naśladować, wolimy ich sukcesy deprecjonować. Kłamiemy: nie zależy mi, najważniejsza w życiu jest skromność i pokora, zadowalam się małym i tak dalej.

Polacy są mistrzami świata w samobiczowaniu się. Na komplementy odpowiadamy zwykle umniejszaniem swoich zasług. – Świetnie ci idzie w biznesie. – Eee, ledwo przędę. – Dobry tekst napisałaś. – A tam, same banały. Znacie to? Tak nas wychowano. Siedź w kącie, nie wywyższaj się, przytakuj. Tyle że bez wypielęgnowanego ego nie ma sukcesu. Nie ma postępu. Bez wiary w siebie nie jesteśmy w stanie przejść przez minowe pole porażek. Nie poprowadzimy firmy, nie stworzymy wielkiego dzieła, nie porwiemy ludzi, nie wygramy wojny.

Kiedy przygotowywałam się do napisania tego tekstu, stworzyłam listę zawodów, w których - jak mi się wydawało - przerośnięte ego jest niezbędne. Każdy z was może sobie zrobić własną. Ja napisałam: artysta, chirurg, polityk, żołnierz, biznesmen, showman, prawnik... No dobrze, dziennikarz.... W rzeczywistości ta lista jest długa, dłuższa niż książka telefoniczna w Pekinie. Rzecz w tym, żeby się na niej znaleźć. I to na pierwszym miejscu.

Umieć się sprzedać

Jest pan narcyzem? Egocentrykiem? Jak najbardziej - odpowiada. Ma pan wielkie ego, pielęgnowane i noszone przed sobą w lektyce? - Tak, ale mam podstawy, żeby je mieć - mówi. Jest go pełno na ściankach, gdzie fotografuje się z celebrytami. W telewizji, na portalach internetowych. Ostatnio hitem sieci była jego wypowiedź na temat kobiet, które powiększają sobie wargi i noszą na twarzy "odbyty pawiana". Można się na niego natknąć także w Empiku, gdzie jego ostatnia książka wystawiana jest w taki sposób, że nie można jej nie zauważyć. Z jego wielką twarzą na okładce, nie "znaczkiem pocztowym" na skrzydełku. Doktor Krzysztof Gojdź, właściciel placówek medycyny estetycznej Holistic Clinic, jest na topie. To marka. Przez jednych kochana, przez innych nienawidzona. Kiedy do niego dzwonię, siedzi w Tajlandii, gdzie prowadzi wykłady dla lekarzy.

Ciężko zapracowałem na sukces – mówi. I streszcza swoje życie: pochodzi z Dębna koło Gorzowa, z biednej rodziny. Rodzice byli rencistami, więc było cieniutko. Zawsze wiedział, że chce się wybić. Marzył o medycynie, więc ją skończył, potem była SGH. Ale uznałem, że nie stać mnie na to, by pracować jako lekarz. Nie chciałem biegać z dyżuru do przychodni, z przychodni do szpitala, liczyć każdy grosz - opowiada. Założył więc firmę konsultingową w branży medycznej i robił kasę. Wyjechał do Stanów, gdzie skończył American Academy of Aesthetic Medicine. Wrócił do kraju, wylansował się. Ale napisałem również doktorat z pogranicza psychologii i psychiatrii, właśnie na temat wypalenia zawodowego lekarzy. Bo z badań wynika, że aż 80 proc. moich kolegów jest wypalonych zawodowo. A ja robię to, co kocham. Z pasją, radością, z pełną empatią dla moich pacjentów - opowiada.
zobacz także:

Jak mówi, zdaje sobie sprawę z tego, że jest solą w oku dla wielu osób. Także dla swojej konkurencji, bo to on jest znany, a oni nie. Uważam, że sukces należy pokazywać, chwalić się nim, może kogoś się nim zarazi - śmieje się. I dodaje, że hejt, jakiego doświadcza, tylko go nakręca. Żeby pokazać, udowodnić po raz kolejny, że jest świetny. Że to do niego będą przychodzić wygładzać swoje twarze gwiazdy, jego zaproszą do telewizji, by poprowadził program. W USA podpatrywałem ludzi, którzy odnieśli sukces i zastanawiałem się, co zrobić, żeby też go osiągnąć. Co? Ciężko pracować i inwestować w siebie. Oraz być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, poznawać odpowiednich ludzi. Umieć się sprzedać, podejmować szybko decyzje, nawet ryzykowne. I mieć trochę szczęścia.

Można powiedzieć, że Gojdź się stworzył od podstaw, budował swój wizerunek i sukces po kawałku, konsekwentnie. Jego symbolem jest dla niego jego ferrari, które tak wkurza ludzi, że drapią mu karoserię wzrokiem. Jeśli chce się być lekarzem gwiazd, to samemu też trzeba błyszczeć. Ale, zauważa, trzeba jeszcze coś potrafić. Za kolorową postacią nie może stać pustka. Gdybym nie reprezentował wysokiego poziomu zawodowego, nie zapraszano by mnie, abym w krajach na różnych kontynentach szkolił lekarzy medycyny estetycznej. Gdyby moi pacjenci nie byli ze mnie zadowoleni, nikt ze środowiska celebryckiego nie powierzyłby mi więcej swojej twarzy - wywodzi.

To jest fragment tekstu ze świątecznego wydania Magazynu DGP. Znajdziecie w nim również:
* O rodzinie polityką podzielonej oraz o zawodach, w których egocentryzm jest niezbędny pisze Mira Suchodolska
* Magdalena Rigamonti pyta Abdo Haddada o chrześcijan w Syrii i konflikt bliskowschodni
* Karolina Lewestam zastanawia się czy współczesny świat da się opisać Marksem
* Marcin Zaborski rozmawia z prof. Henrykiem Szlajferem o udawanej kontrrewolucji
* O najbardziej dyskryminowanej grupie społecznej w Polsce, czyli dresiarzach pisze Sylwia Czubkowska
* Łukasz Guza zastanawia się, ile w nas, Polakach, wsi i dlaczego wstydzimy się pochodzenia
* Andrzej Krajewski przypomina, jak dzięki zakulisowej dyplomacji uniknęliśmy konfliktów
* Anna Wittenberg przedstawia Misiewiczów w samorządach
* Zbigniew Parafianowicz ogląda TVN i TVP i naocznie przekonuje się, że dwóch Polsk nie da się poskładać
* Joanna Pasztelańska pisze o hipsterkatolikach i dowodzi, że wiara to nie tylko moher
* Grzegorz Osiecki pokazuje, że mamy ustrój niedopasowany do rzeczywistości
* Sebastian Stodolak pyta o stosunek kościoła do pieniędzy i liberalizmu
* Dariusz Koźlenko o pyta, dlaczego nie cenimy tych, którzy wystają ponad
* Dorota Kalinowska zdradza, jak negocjować, by się nie pozabijać
* Łukasz Bąk obnaża swoje tegoroczne motoryzacyjne obsesje
* Patryk Słowik dowodzi, że w prawie rewolucje są niemożliwe i jesteśmy skazani na ewolucję