Wcześniej sąd nie ustosunkował się do złożonego w środę wniosku oskarżycieli posiłkowych o zawieszenie postępowania do czasu rozstrzygnięcia przez Sąd Okręgowy w Krakowie zażalenia prokuratury na wysokie koszty opinii uzupełniającej. Uznał, że w świetle przepisów sąd nie jest zobowiązany do wydawania postanowienia w tej sprawie, które byłoby zaskarżalne.

Decyzja ta spowodowała szereg działań ze strony oskarżycieli posiłkowych, które zmierzały do uzyskania takiej decyzji sądu, która byłaby zaskarżalna i mogła doprowadzić do przerwania procesu na czas rozpoznania zażalenia od tej decyzji. Wnosili o reasumpcję i wysłuchanie stanowisk stron na temat wniosku o zawieszenie, co mogłoby być dla sądu "impulsem do zmitygowania się i zrewidowania stanowiska". Ich zdaniem zapoznanie się przez sąd z rozstrzygnięciem Sądu Okręgowego w sprawie kosztów opinii może wpłynąć na ocenę samej opinii – "jak kropla, która drąży skałę, według Owidiusza".

Stanowisko sądu pozostało jednak niezmienione. Sędzia przewodnicząca podkreśliła jedynie, nawiązując do słów o potrzebie "zmitygowania" się sądu, że podstawową wartością, przyświecającą sądowi podczas procesu, jest szacunek do stron i do sądu. Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych mec. Piotr Sak prosił o korektę słowa "zmitygowanie" w protokole.

W toku procesu pełnomocnicy i oskarżyciel posiłkowy Witold Ziobro opuścili nawet salę rozpraw, by po powrocie poinformować sąd, że złożyli zażalenie na rozstrzygnięcie przez sąd wniosku o zawieszenie postępowania i wnoszą, by sąd przed zamknięciem postępowania zbadał warunki dopuszczalności zażalenia i wydał rozporządzenie w tej sprawie. Chodziło o uzyskanie decyzji, która byłaby zaskarżalna i mogła doprowadzić do odroczenia rozprawy.

Po przerwie sąd poinformował, że pisma zostały złożone do akt bez nadania im biegu, ponieważ "na rozstrzygnięcie, które nie istnieje, zażalenie nie przysługuje".

W toku procesu oświadczenia złożyli także wszyscy oskarżeni, którzy przybyli do sądu. Polemizowała z nimi oskarżycielka posiłkowa Krystyna Kornicka-Ziobro, powołując się na materiał dowodowy i literaturę fachową i wykazując istniejące jej zdaniem błędy i nieprawidłowości w leczeniu męża.

Tuż przed zamknięciem przewodu sądowego swój wniosek złożył także prokurator. Wniósł o dołączenie do materiałów sprawy dokumentów ze śledztwa prowadzonego przez zamiejscowy wydział Prokuratury Krajowej w Krakowie w sprawie poświadczenia nieprawdy co do kosztów sporządzenia opinii uzupełniającej oraz doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem Skarbu Państwa w wysokości 372 tys. zł.

Zdaniem prokuratora, dokumenty z tego śledztwa mogą mieć znaczenia dla sądu, "bowiem wskazują na okoliczności mogące stanowić powody osłabiające zaufanie do wiedzy i bezstronności biegłych", związane z nieprawidłowościami w systemie rozliczania godzin pracy i kosztów pracy biegłych. Zdaniem prokuratora, istnieje prawdopodobieństwo, że "opracowanie opinii może być równie nierzetelne jak rozliczenie jej kosztów".

Sąd nie zajął stanowiska w tej sprawie. Z uwagi na zgłoszone przez oskarżycielkę posiłkową Krystynę Kornicką-Ziobro dolegliwości zarządził przerwę w rozprawie. W trakcie przerwy do chorej wezwano ambulans. Oskarżycielka posiłkowa i jej syn Witold Ziobro nie wrócili już na salę rozpraw.

Po przerwie sąd zobowiązał obrońców do ustosunkowania się do wniosku prokuratora i zarządził przerwę do 6 lutego. Rozprawa odbędzie się już po rozpoznaniu przez Sąd Okręgowy zażalenia prokuratora na koszty opinii – posiedzenie w tej sprawie jest zaplanowane na 27 stycznia.

Jak tłumaczył PAP w środę jeden z pełnomocników oskarżycieli posiłkowych mec. Adam Gomoła, dla oskarżycieli posiłkowych istotne jest, by sąd przed wydaniem wyroku w sprawie lekarzy poznał stanowisko sądu okręgowego w sprawie kosztów opinii, ponieważ "jednym z elementów, które powinien wziąć pod uwagę Sąd Okręgowy, rozpoznając zażalenie w przedmiocie kosztów, jest kwestia rzetelności opinii sporządzonej przez biegłych". - W związku z tym stanowisko i zalecenia, które zajmie Sąd Okręgowy, mogą mieć znaczenie dla rozstrzygnięcia tej sprawy  – mówił PAP mec. Gomoła.

Ojciec Zbigniewa Ziobry był leczony od 22 czerwca 2006 r. w Szpitalu Uniwersyteckim UJ w Krakowie. Zmarł 2 lipca. Prokuratura dwukrotnie umorzyła śledztwo w tej sprawie. W 2013 r. przed krakowskim sądem rozpoczął się proces z subsydiarnego aktu oskarżenia przeciwko czworgu lekarzom ze szpitala. Akt taki złożyła Krystyna Kornicka-Ziobro, a przyłączyli się do niego synowie Witold i Zbigniew. Akt taki może wnieść pokrzywdzony w sprawach ściganych z oskarżenia publicznego w sytuacji, gdy dwukrotnie odmówi tego prokurator (po wykorzystaniu drogi zażalenia sądowego). Rodzina dołączyła inne opinie lekarskie, uzyskane przez nią w różnych ośrodkach medycznych.

W wyniku przystąpienia do sprawy w 2016 r. zamiejscowego wydziału Prokuratury Krajowej w Krakowie proces toczy się w trybie z oskarżenia publicznego, a oskarżyciele subsydiarni stali się oskarżycielami posiłkowymi.

Lekarzy oskarżono, że "pomimo ciążącego na nich szczególnego obowiązku opieki nad pacjentem (…) narażony on został na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, skutkiem czego pacjent 2 lipca 2006 r. zmarł". Zarzuty dotyczą nieprawidłowej diagnozy i wyboru nieprawidłowego leczenia – m.in. przeprowadzenia zabiegu angioplastyki wieńcowej (założenie stentów) zamiast operacji kardiochirurgicznej (wszczepienia by-passów), nieprawidłowości w leczeniu farmakologicznym.

Wśród oskarżonych są: ówczesny kierownik II oddziału Kliniki Kardiologii i oddziału klinicznego szpitala prof. Jacek D., ówczesny lekarz tego oddziału i wiceszef pracowni hemodynamiki, a obecnie szef II oddziału Klinicznego Kardiologii oraz Interwencji Sercowo-Naczyniowych prof. UJ Dariusz D., lekarka dyżurna Katarzyna S. i ordynator sali monitorowanej Andrzej K. Oskarżeni nie przyznali się do winy i odmówili odpowiedzi na pytania oskarżycieli i ich pełnomocnika.

Jest to kolejny proces w tej sprawie. Subsydiarny akt oskarżenia wpłynął do sądu w lipcu 2011 r. W lutym 2012 r. krakowski sąd rejonowy umorzył postępowanie. Sąd odwoławczy utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu w stosunku do trojga lekarzy, sprawę czwartego skierował ponownie do sądu rejonowego. Z kasacją nadzwyczajną w tej sprawie na wniosek rodziny pacjenta wystąpił do Sądu Najwyższego Prokurator Generalny. W marcu 2013 r. SN uznał, że sąd odwoławczy nie odniósł się do wszystkich argumentów, jakie podnosili żona Jerzego Ziobry oraz synowie, żądający przeprowadzenia procesu o błąd w sztuce lekarskiej, i powinien rozpoznać ich argumenty. W rezultacie sprawa trafiła ponowie do sądu rejonowego.

W sprawie wykorzystywania stentów w szpitalu Uniwersyteckim w 2006 r. toczy się w krakowskim wydziale Prokuratury Krajowej śledztwo dotyczące przejęcia tych urządzeń o wartości blisko 600 tys. zł i wyrządzenia szkody majątkowej szpitalowi przez osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi tej placówki. Jak podkreślał w oświadczeniu przekazanym mediom kierownik II oddziału kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie prof. Dariusz Dudek (współoskarżony w procesie lekarzy – PAP), stenty były zastosowane wyłącznie do leczenia pacjentów SU w Krakowie, a szpital otrzymał je jako darowiznę wypracowaną dzięki wieloletniej współpracy kardiologów szpitala z czołowym producentem sprzętu medycznego z USA.

Kolejne śledztwo dotyczy zawyżenia kosztów opinii uzupełniającej przez biegłych. Zarzuty w tej sprawie, dotyczące poświadczenia nieprawdy co do kosztów sporządzenia opinii oraz doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem Skarbu Państwa w wysokości 372 tys. zł, usłyszał na początku grudnia kierownik zespołu biegłych - kierownik Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej i Toksykologii Sądowo-Lekarskiej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach Czesław Ch. 27 stycznia krakowski sąd rozpozna zażalenie prokuratury na koszty tej opinii.

Zarzuty w tym śledztwie przedstawiono jeszcze trojgu lekarzom. Wśród nich znalazła się lekarka z Krynicy, która wpisała w dokumentacji dla NFZ wizytę Jerzego Ziobro, której w rzeczywistości nie było; pozostali to lekarze ze szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, którzy mieli poświadczyć nieprawdę o dyżurach w klinice kardiologii.