Wchodząc do wszystkich 16 urzędów marszałkowskich CBA zapowiadało, że sprawdzi ponad 17 mld euro zaangażowanych w unijne programy regionalne. Szef CBA przyznał, że funkcjonariusze z 10 delegatur Biura nie było w stanie zbadać wszystkiego. - Suma projektów poddanych kontroli wynosi 4 mld 320 mln zł - podsumował Ernest Bejda.

Czyli tak naprawdę agentom udało się zbadać wydatkowanie mniej więcej jednej czwartej początkowo deklarowanej kwoty, jaką miała objąć tzw. superkontrola. Jak dodał szef CBA, kontrola wciąż trwa i potrwa do końca marca.

Dotychczasowe efekty kontroli, przedstawione w środę w Sejmie, potwierdzają tylko nasze informacje z 17 stycznia. Jak przyznali przedstawiciele CBA, wskutek kontroli do prokuratury złożono tylko 5 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w odniesieniu do władz trzech województw - lubelskiego, wielkopolskiego oraz małopolskiego.

Przykładowo dwie sprawy zgłoszone przez CBA dotyczyły wyłaniania tzw. grup producenckich i ich późniejszym finansowaniu. Pojawiły się też zarzuty o niegospodarność przy realizacji projektu stworzenia muzeum w Małopolsce. W sumie można szacować, że łączna kwota zakwestionowanych wydatków (lub powstałych strat) to kilkadziesiąt milionów złotych w kilku regionach. Choć, jak przekonywał minister koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński, łączna suma kontraktów, jakich te sprawy dotyczą, to kwota między 100 a 200 mln zł. Niezależnie od tego, co i jak uwzględnimy w wyliczeniach, chodzi o ułamek kwoty, która miała być wzięta pod lupę. Poza tym nie wiadomo, czym zakończą się postępowania prokuratury.

Obecni na sali posłowie opozycji i przedstawiciele samorządów, mieli wiele wątpliwości związanych z prawdziwymi przyczynami superkontroli. - Biorąc pod uwagę to, jak ta kontrola się odbywa, to w pierwszej kolejności chodzi o rozgłos medialny i stawianie pewnych tez. To dziwne, że kontrolowani o tych kontrolach dowiadują się wpierw z mediów. Kontrola powinna mieć jasno sprecyzowany zakres - zwracał uwagę poseł Marek Sowa z Nowoczesnej.

Wtórował mu Jacek Protas z Platformy Obywatelskiej. - O ile kontrole CBA w samorządach nie są niczym szczególnym, o tyle skala i sposób obecnej kontroli jest bezprecedensowa. Nigdy dotychczas kontrolerzy CBA nie weszli ostentacyjnie do wszystkich marszałków jednocześnie - stwierdził poseł. - Nie bardzo przekonuje mnie wypowiedź szefa CBA, która sugeruje, że to kontrola mająca pokazać, jak działa system rozporządzania środkami europejskimi. Bo jeśli rzeczywiście tak jest, to nie wiem, czy akurat CBA powinno się tym zajmować, skoro mamy kontrole systemowe instytucji europejskich. A nawet jeśli, to zakres kontroli powinien wynikać z uzgodnień z Ministerstwem Rozwoju - powiedział poseł.

- Nigdy nie zdarzało się tak, by jakakolwiek sprawa elektryzowała tak mocno - stwierdził marszałek woj. zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz. - Pytanie, na ile te kontrole mają wpływ na funkcjonowanie wydziałów wdrażania środków unijnych w urzędach marszałkowskich. Pracownicy mają poczucie, że nadzwyczajność tej kontroli może dotyczyć także ich - dodał.

Działań CBA starał się bronić minister Mariusz Kamiński. - Powodem kontroli jest 100 mld zł, jakie powierzono kilkudziesięciu osobom w Polsce. Obywatele mają prawo mieć poczucie, że te pieniądze wydano prawidłowo. Nikt na nikogo nie poluje. CBA nie może o wszystkim mówić, a państwo obecni na sali są w stroną w sprawie - przekonywał. - Nie róbmy atmosfery afery wokół tej kontroli - dodał.

Końcowe stanowisko pokontrolne CBA, wraz z wnioskami, przygotowane zostanie na koniec kwietnia. Wtedy też prawdopodobnie ponownie zbierze się sejmowa komisja, by omówić raport.