Podczas akcji w Magdalence zginęło dwóch policjantów, a 16 zostało rannych. W tej sprawie przed sądami pierwszej instancji zapadły już trzy wyroki uniewinniające; za każdym razem sądy apelacyjne zwracały jednak sprawę do powtórnego rozpatrzenia. Po trzecim uniewinnieniu policyjnych dowódców Prokuratura Okręgowa w Warszawie zdecydowała, że nie będzie składać apelacji; odstąpiła od niej też jedna z oskarżycielek posiłkowych (matka jednego z policjantów, który polegli w akcji - Dariusza Marciniaka), matka drugiego Mariana Szczuckiego zdecydowała się na apelację.

"Sąd Okręgowy wnikliwie rozpatrzył wyrok" - powiedziała w ustnym uzasadnieniu sędzia SA Anna Zdziarska.

SA: doszukiwanie się odpowiedzialności karnej oskarżonych - bezzasadne

Doszukiwanie się odpowiedzialności prawnokarnej oskarżonych w realiach dowodowych jest bezzasadne. Ewentualnie można byłoby rozważać ich odpowiedzialność służbową - powiedziała sędzia SA Anna Zdziarska w ustnym uzasadnieniu.

Sąd uznał, że apelacja oskarżycielki posiłkowej ma charakter wyłącznie polemiczny i jest bezzasadna. - Oskarżycielka przedstawiła jedynie swój punkt widzenia i sposób interpretacji pewnych faktów, natomiast nie wskazała, naruszeń jakich przepisów dopuścił się sąd pierwszej instancji - powiedziała sędzia.

Jeden z uniewinnionych, Kuba Jałoszyński, powiedział po rozprawie dziennikarzom, że nie odczuwa ulgi.

Zrobiono ze mnie bandytę. Jestem ciekawy, jak się czują ci, którzy nam to zgotowali i posadzili nas na ławie oskarżonych. Zmusili do tego, że musieliśmy zrezygnować z pracy, która była naszą pasją, że cierpieliśmy my i nasze rodziny - powiedział były policjant.

Procesy w tej sprawie trwały od kilkunastu lat. Na ławie oskarżonych znaleźli się dowódcy - b. naczelnik wydziału ds. walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji Grażyna Biskupska, b. dowódca pododdziału antyterrorystycznego Kuba Jałoszyński i b. zastępca komendanta stołecznego policji Jan Pol.

Do pamiętnej akcji doszło w marcu 2003 r. Policja podjęła próbę zatrzymania Roberta Cieślaka i Igora Pikusa, zamieszanych w zabójstwo policjanta w 2002 r. w podwarszawskich Parolach. Na terenie posesji w Magdalence, gdzie ukrywali się bandyci, rozmieścili oni miny-pułapki, które wybuchły w pobliżu policjantów. Jeden z nich zginął, inny zmarł wskutek obrażeń. 16 funkcjonariuszy zostało rannych. Po wymianie ognia budynek częściowo spłonął; przestępcy zatruli się czadem. Akcja policji wywołała krytykę; opozycja żądała dymisji ówczesnego szefa MSWiA Krzysztofa Janika. Specjalna komisja MSWiA uznała, że doszło do uchybień, bo m.in. nie przygotowano wariantów akcji i właściwego zabezpieczenia medycznego; nie zdobyto też informacji operacyjnych o rozmieszczeniu min.