Skoro oczekuje się od żołnierzy, że będą składali meldunki rzecznikowi MON, to znaczy, że łamie im się kręgosłup i armia stała się narzędziem w ręku polityków, którzy się po prostu nią bawią - powiedział gen. Skrzypczak w TVN24.

Jako kuriozalną ocenił sytuację, w której "rzecznik prasowy MON oczekuje, że przyjdzie do niego dowódca jednostki i będzie mu składał meldunek". 

Armię drąży choroba, która nazywa się chorobą poddaństwa, albo jakiejś pogardy dla samych siebie. Nigdy bym sobie nie pozwolił, by panu Misiewiczowi chodzić i meldować jak dowódcy wojsk lądowych - dodał.

Mam wyrzuty sumienia, bo nie korzysta się z mojej wiedzy. Takich jak ja traktuje się jak trędowatych, a przecież mamy olbrzymi potencjał - powiedział były dowódca sił lądowych komentując swoje odejście z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia.