Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego przeanalizował, co stałoby się, gdyby rządząca partia zmieniła liczbę i kształt okręgów wyborczych. Zbadał także jakie byłyby efekty zastosowania systemów wyborczych obowiązujących w innych krajach: na Węgrzech, w Rosji i w Niemczech. Flis swoje wnioski zawarł w nowym raporcie Instytutu Wolności.

Mało korzyści, duże ryzyko

Wnioski płynące z raportu wskazują, że zmiany nie byłyby korzystne dla Prawa i Sprawiedliwości. - Im większe profity inicjatorom obiecuje dane rozwiązanie w sprzyjających warunkach, tym więcej rodzi dla nich zagrożeń w gorszych okolicznościach. Im bardziej radykalna zmiana, tym więcej może jej towarzyszyć wątpliwych impulsów i ubocznych skutków – zauważa Flis.

Umiarkowane zwiększenie liczby okręgów, czy zmiana ich kształtu, dałaby PiS-owi minimalne korzyści. - Przy takiej reformie Prawo i Sprawiedliwość w prognozowanym rozwiązaniu na 2019 rok może zyskać maksymalnie od 9 do 14 mandatów poselskich – wylicza socjolog w swoim raporcie.

Jeśli PiS zdecydowałby się na radykalne zwiększenie liczby okręgów lub wprowadzenie ordynacji mieszanej, która promuje ugrupowanie zwycięskie, może odnieść sukces, ale tylko przy rozbitej opozycji. - W prognozie na 2019 rok zastosowanie systemu węgierskiego lub rosyjskiego przynosi Prawu i Sprawiedliwość potencjalne korzyści (w tym ostatnim nawet sejmową większość), ale gdyby Platforma Obywatelska i Nowoczesna wystawiły wspólne listy, partia rządząca w każdym z sprawdzanych wariantów straci – pisze Flis.

Socjolog zauważa, że "jednostronne i interesowne zmiany systemu wyborczego przez obecną większość otwierają ścieżkę zmian w przeciwną stronę w przypadku porażki obecnego obozu". - Zmiany te zaś mogą być przeprowadzone na zdecydowanie większą skalę niż to, co Prawo i Sprawiedliwość mogłoby teraz wprowadzić – prognozuje Jarosław Flis.