Wyrok jest nieprawomocny.

W procesie obwinionymi byli gdańska radna PiS 52-letnia Anna Kołakowska, jej mąż (wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim) oraz syn, córka i jeszcze jeden mężczyzna Jakub K. W maju 2015 r. zablokowali oni gdański Marsz Równości - legalną manifestację zorganizowaną m.in. przez środowiska LGBT. W marszu brało udział ok. 1,5 tys. osób. Gdy manifestanci znaleźli się na wysokości gdańskiego Dworca Głównego PKP, Kołakowscy kilkakrotnie siadali na jezdni na trasie marszu, skąd usuwała ich policja. Skuteczne odblokowanie ulicy zajęło ponad 20 minut. Potem marsz ruszył dalej.

Materiał dowodowy pozwolił na przypisanie obwinionym zarzucanego im czynu. Niemniej jednak należy wskazać, że przy ocenie zachowania obwinionych sąd miał na uwadze nie tylko przepisy kodeksu wykroczeń, ale również zagwarantowane konstytucją, ale także normami prawa międzynarodowego, takimi jak Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności obowiązująca w Polsce od 1993 r., prawo wolności wyrażania idei i poglądów - powiedział w uzasadnieniu wyroku sędzia Paulina Luc-Burzyńska.

Sąd uznał, że w każdym demokratycznym państwie "pewne manifestacje spotykają się z emocjami i mogą prowadzić do debaty politycznej".

Sąd zgadza się z tym, że obwinieni mają prawo mieć swoje poglądy, swobodnie wyrażać swoje myśli, które nie muszą być zgodne z ideami głoszonymi w trakcie marszu. Niemniej jednak winni to uczynić w sposób legalny, przewidziany prawem. Wybrali formę protestu fizycznego poprzez zajęcia miejsca na środku trasy przemarszu - mówiła sędzia.

Sąd podkreślił jednak, że obwinieni zachowywali się bez agresji, w sposób pokojowy. - Można powiedzieć, że stawiali bierny opór, byli spokojni i te okoliczności sąd brał pod uwagę decydując się na odstąpienie od kary. Sąd ocenił także, że obwinione osoby działały w sposób spontaniczny i nie zaplanowany - zaznaczył.

Podejmując decyzję o odstąpieniu od karania, sąd uwzględnił też niekaralność i dotychczasowy tryb życia obwinionej piątki.

Anna Kołakowska i jej mąż pytani przez dziennikarzy, czy będą się odwoływać od wyroku, mówili, że prawdopodobnie tego nie zrobią. - Pomyślimy. Ten wyrok to była łaska sądu, a my jej nie potrzebujemy. Zostaliśmy oskarżeni za wierność wartościom - dodała radna PiS.

Policja po zajściu w maju 2015 r. skierowała sprawę do gdańskiego sądu, który w trybie nakazowym (bez udziału stron, na podstawie dostarczonej dokumentacji zdarzenia) za wykroczenie polegające na przeszkadzaniu w niezakazanym zgromadzeniu, ukarał blokujących ulicę grzywnami w wysokości od 800 do 1 tys. zł. Ukarani nie zgodzili się z taką decyzją i Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe rozpoczął w marcu ub.r. pełne postępowanie w tej sprawie. W czasie procesu członkowie rodziny Kołakowskich przyznali się do zablokowania ulicy, którą przychodził marsz, ale np. radna wyjaśniała, że "nie czuje się winna, jeżeli ma ten czyn rozpatrywać w kategoriach przestępstwa czy wykroczenia". Członkowie rodziny wskazywali na to, że ich działanie miało na celu przeciwstawianie się "złu" i dążeniom działaczy ze środowisk homoseksualnych do "zniszczenia godności człowieka". Mąż radnej mówił m.in., że blokując marsz, "wykonywał swój katolicki obowiązek".

Za przeszkadzanie w przebiegu niezakazanego zgromadzenia grozi kara do 14 dni aresztu, ograniczenie wolności albo grzywna.

Anna Kołakowska i jej córka protestowały także przeciwko kolejnemu Marszowi Równości zorganizowanemu w Gdańsku w maju 2016 roku. Doszło wówczas do przepychanek przedstawicieli środowisk narodowych i prawicowych z policją. Śledztwo w tej sprawie prowadzi gdańska prokuratura. Jak dotąd, śledczy postawili dziesięciu osobom zarzuty związane z udziałem w zbiegowisku o charakterze chuligańskim. Wśród podejrzanych znalazły się także radna i jej córka.