Fahed ze swoją najmłodszą córką Ritą i jej mężem Eliasem przyjechali do Polski w październiku 2015 r., początkowo do Gubina koło Zielonej Góry; od września 2016 r. są w Katowicach-Panewnikach. Rodzina trafiła do Katowic, bo syn Faheda i brat Rity jest franciszkaninem. - Rodziny naszych współbraci traktujemy jak własne – podkreśla proboszcz parafii św. Ludwika Króla i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, franciszkanin o. Alan Rusek.

Przyznaje, że zorganizowanie pobytu Syryjczyków w Katowicach było sporym wyzwaniem. - W tej chwili stoję przed kolejnym wyzwaniem - chcę pomóc rodzinie Eliasza, która pozostała w Aleppo. Uznałem, że najłatwiej zorganizować pieniądze i wysłać je tam, sprowadzenie ich wiąże się z wieloma trudnościami, to kosztowne przedsięwzięcie – powiedział PAP.

- Martwię się o swoją rodzinę w Syrii. Są w trudnej sytuacji - teraz nie mają wody, nie mają prądu, wszystko jest drogie i czasem są w niebezpiecznej sytuacji. Trudno wydostać się z Syrii czy Aleppo, przeprowadzić się do innego miasta – opowiadał w rozmowie z PAP Elias. Pokazując zdjęcia kilkuletnich siostrzeńców, którzy zostali w Aleppo, opowiadał, że potrafią rozpoznać po odgłosie rodzaj pocisków spadających w ich okolicy.

Syryjską rodzinę wsparł m.in. Uniwersytet Śląski w Katowicach, oferując naukę języka polskiej po znacznie obniżonej cenie. Szlifować tę umiejętność pomagają popołudniami parafianie – wolontariusze. Podczas zarządzonej przez proboszcza niedzielnej zbiórki dla rodziny Eliasa – niezależnej od zbiórki ogólnopolskiej - w parafii św. Ludwika Króla i WNP zebrano ponad 11 tys. zł. W planach o. Alan ma kolejną zbiórkę w zaprzyjaźnionej parafii w innej dzielnicy Katowic.

Przyznaje, że spełnia się w niesieniu pomocy innym, więc na pomocy dla Syryjczyków jego plany się nie kończą. Wkrótce przy domu parafialnym ma powstać ośrodek pomocy ubogim – kuchnia wydająca ciepłe posiłki, łaźnia i pralnia, ale również gabinety pomocy psychologicznej i prawnej.

- Jeżeli ludzie widzą, że rzeczywiście coś się dzieje, chętnie się włączają. To mnie pozytywnie zaskakuje, otrzymuję maile z zaproszeniem do współpracy, to mnie jeszcze bardziej pozytywnie nakręca i mobilizuje do działania – mówi o. Alan.

Wierni archidiecezji katowickiej zadeklarowali ponad milion złotych jako pomoc dla syryjskich rodzin w ramach prowadzonej przez Caritas Polska akcji "Rodzina-Rodzinie", zatwierdzonej przez Konferencję Episkopatu Polski

W ramach tej akcji osoby indywidualne, parafie, diecezje i wspólnoty zakonne w Polsce mogą wpłacać pieniądze, które zostaną przekazane najbardziej potrzebującym rodzinom w Libanie oraz Syrii.

Pod koniec ub. r. metropolita katowicki abp Wiktor Skworc zaapelował do diecezjan, aby wsparli konkretne syryjskie rodziny, poszkodowane w wyniku trwającego tam konfliktu zbrojnego. Sam wsparł rodzinę z Aleppo - Eliama Ibrahima Homsi wraz z żoną Ranią Joseph Batikha oraz ich trójką dzieci, którzy z powodu wojny stracili cały swój dobytek oraz dom. Pieniądze mieli wydać na żywność, która w Aleppo jest obecnie bardzo droga, koszty związane z wynajmem mieszkania oraz opału na zimę. Dużym wydatkiem jest także dostęp do prądu z generatorów, który stale drożeje.

Na apel metropolity katowickiego odpowiedziało dotychczas 169 parafii archidiecezji. W sumie miesięcznie przelewają one na konto Caritas Polska kwotę ponad 108 tys. zł. Ponieważ deklaracje składane są na pół roku, łącznie daje to kwotę blisko 650 tys. zł. Syryjskie rodziny wspierają również 32 instytucje z terenu archidiecezji katowickiej. Zadeklarowana przez nie pomoc to ponad 97 tys. zł. Oprócz tego udział w akcji „Rodzina-Rodzinie” bierze około 150 osób prywatnych z archidiecezji katowickiej. Przekażą one potrzebującym rodzinom w Syrii blisko 460 tys. zł.

Jak podano na stronie internetowej akcji "Rodzina-Rodzinie", 80 proc. Syryjczyków żyje w ubóstwie, co trzecie gospodarstwo domowe jest zadłużone. Pomocy humanitarnej potrzebuje ponad 13 milionów ludzi, w tym 6 milionów dzieci z 18 mln obecnych mieszkańców Syrii.

Ponadto na terenie Libanu znajduje się 1,5 miliona uchodźców z Syrii. 500 tysięcy z nich to dzieci, z których połowa pozbawiona jest dostępu do edukacji. Żyją oni przede wszystkim w nieformalnych obozowiskach albo w opuszczonych domach.